W chwili, gdy będziecie czytać te słowa, w Polsce trwać już będzie Wielka Majówka. W tym roku krótka, bo tylko 3-dniowa. Tak chciał kalendarz, bo 3 maja wypadło w niedzielę. Drugie ze świąt corocznej majówki, 1 maja, to piątek, więc mamy długi weekend, ale tylko 3-dniowy.
Piszę "tylko", bo bywało dłużej. W 2018 roku 1 i 3 maja przypadły na wtorek i czwartek. Ludzie brali w pozostałe dni tygodnia urlopy (albo nagle chorowali) i mieli 9-dniowe wakacje. W wielu firmach przymykano na to oko, bo szefowie też chcieli gdzieś wyjechać. Mniejsze firmy potrafiły w ogóle być zamknięte, a dodatkowe dni wolne były odrabiane. Bo rozprężenie było tak wielkie, że i tak na solidną pracę nie można było liczyć.
Polacy kochają dni wolne. Politycy wciąż dorzucają więc kolejne daty do kalendarza. Najbardziej niesamowity był pomysł Lewicy, która po wszystkich antykościelnych akcjach nagle ujęła się za świętem kościelnym. Zaproponowała, by dniem wolnym uczynić Wigilię Bożego Narodzenia. Oczywiście nikt się temu nie sprzeciwił i mamy teraz już trzy dni Świąt Bożego Narodzenia. W ubiegłym roku było to właściwie pięć dni, bo tuż po świętach wypadł weekend. Czekam teraz na ustanowienie dnia wolnego w Wielki Piątek. Oczywiście liczę na najbardziej religijne ugrupowanie, czyli Lewicę.
Wielka Majówka nie dla wszystkich jest jednak okazją do wyjazdu. Tuż po niej, w poniedziałek 4 maja zaczynają się matury. Jak ktoś ma maturzystę w rodzinie, to majówka jest okresem ostatnich przygotowań i uspokajania maturzysty. Można jednak oddać się narodowemu sportowi grillowania.
Za to rodzice wszystkich innych uczniów szkół średnich mają super. Bo na czas matur lekcje są odwołane. Zdającym egzamin nie można przeszkadzać, szkoła ma być pusta. Kolejne dni nauki wypadają, ale uczniowie się tym nie muszą przejmować. Oni zdają egzamin dojrzałości dopiero za rok albo jeszcze później.
Egzaminu dojrzałości nie zdaje natomiast polska szkoła. Bo takich dni wolnych robionych pod byle pretekstem jest bardzo dużo. Matury są pisane w aulach i na salach gimnastycznych i naprawdę nie ma powodu, aby nikt inny w szkole w tym czasie się nie uczył. W szkołach są warunki, aby maturzystom zapewnić spokój. Zresztą nie tylko maturzystom, to samo dotyczy egzaminów ósmoklasistów. Podstawówki też mają wtedy wolne.
Dni wolnych jest dziś w szkole bardzo dużo. Oprócz tradycynych ferii zimowych, dłuższy jest dziś okres bez nauki od świąt Bożego Narodzenia do sylwestra, a także w okolicy Wielkanocy. Do tego dochodzą szkolne wycieczki, nie tylko te z noclegami, ale też jednodniowe - do teatru, do muzeum, nawet wyjścia do kina. Jest też okres wolnych dni w czasie rekolekcji w kościele (obecność nie jest obowiązkowa), a także z okazji różnych świąt, jak na przykład Dzień Nauczyciela.
Fajnie, że uczniowie mogą odpocząć - a rodzice z nimi gdzieś wyjechać. Ale jednocześnie wciąż słyszę skargi, że nauczyciele nie mogą wyrobić się z realizacją programu, bo aż tyle jest do nauki. Skoro tak, to czy naprawdę dobrym pomysłem jest dzień wolny, aby dzieci poszły do kina obejrzeć "Harry Pottera"? Pewnie bez dnia wolnego też by poszły. Ale tendencja jest w drugą stronę. Dni wolnych się dodaje, więc pewnie skończy się tym, że obetnie się program nauczania. Po co tyle tej nauki?
Wielka Majówka to czas grillowania i wyjazdów wypoczynkowych. Ale też 1 maja jest rocznicą wstąpienia Polski do Unii Europejskiej, w tym roku już 22-gą. I powiedzmy sobie szczerze, to właśnie dzięki temu wydarzeniu, dziś wielu Polaków wyjeżdża sobie na majówkę i urlopy w innym czasie. Wsiadają do niezłych samochodów, jadą nad morze albo w góry, nocują w pensjonatach albo hotelach i chodzą po restauracjach. Wyjeżdżają też oczywiście za granicę. Bo przez ostatnie dwie dekady Polacy bardzo się wzbogacili.
To oczywiście niepopularne stwierdzenie, bo każdy woli narzekać, że zarabia za mało i tak źle jest "tylko w tym kraju". Ale twarde liczby mówią co innego. Według danych za marzec, średnia zarobków w Polsce to 9.652,19 zł (brutto). Od niedawna GUS podaje też medianę zarobków, która znacznie lepiej pokazuje sytuację przeciętnego Polaka. Ale i po samej średniej widać ogromny wzrost na przestrzeni tych dwóch dekad. Tylko w ciągu minionego roku, średnia wzrosła o 6%. Inflacja w tym czasie wynosiła 3%, a więc zarabiamy więcej.
Mediana podawana jest z półrocznym opóźnieniem, więc mamy najnowsze dane z października. To 7414 zł. Mediana jest zwykle o ok. 20% niższa od średniej, więc w marcu wynosiła pewnie już 8 tysięcy złotych. To jakieś 2200 dolarów. Na was to pewnie wrażenia nie robi, ale w Polsce to naprawdę przyzwoita kwota. A pamiętajmy, że to tylko mediana. Połowa Polaków zarabia mniej od tej kwoty, ale też połowa zarabia więcej.
O radykalnej zmianie poziomu zarobków najlepiej świadczy zmniejszona emigracja. Choć w Unii Europejskiej możemy pracować legalnie, nie ma już masowych wyjazdów "za chlebem". Chętniej wyjeżdżają teraz osoby, które mogą tam pracować w swoim zawodzie. Bo lekarz, który jedzie "na zmywak" to już zamierzchła historia.
Do lepszych zarobków już się przyzwyczailiśmy, więc chcemy teraz pracować lżej i mniej. Stąd kolejne święta. To można zrozumieć - skoro stać mnie na dzień wolny, to poza pracą trzeba też trochę pożyć. Ale coraz większa grupa zaczyna jednocześnie zapominać, skąd się wziął nasz obecny status (ponoć zaczynają nas nawet zaliczać do G20 - dwudziestu największych gospodarek świata). Oczywiście przede wszystkim z pracy. Od upadku komunizmu w Polsce ludzie wzięli się do roboty. I efekty tego widać.
Ale wielkim impulsem do rozwoju była Unia Europejska. Pozyskaliśmy z niej ogromne fundusze. I dalej więcej od niej dostajemy, niż do niej wpłacamy. Ale też w coraz większym stopniu korzystamy ze wspólnego rynku. Już nie tylko firmy zachodnie inwestują w Polsce, ale też nasze firmy dokonują ekspansji do innych krajów. I sprzedają znacznie więcej, niż mogłyby sprzedać tylko w Polsce. O tym, że na Unii polskie firmy zarabiają trzeba pamiętać, bo za chwilę okaże się, że to my będziemy wspierać biedniejsze kraje w UE. I wzmocniona zostanie propaganda, że Unia to tylko zło, bo więcej płacimy niż dostajemy.
Tymczasem wspólny rynek daje nam właśnie siłę i bogactwo. To dlatego Stany Zjednoczone są tak potężne, bo mają ogromny rynek z jedną walutą, wspólnym prawem, wspólną polityką zagraniczną, wspólną armią i bez żadnych granic. W Polsce rośnie natomiast grupa, która chce blokować budowę drugich Stanów Zjednoczonych w Europie.
A mi takie stany w Europie się marzą. Przeciwnicy mówią o zachowaniu suwerenności, ale tak jak Ameryka ma wspólny Kongres i prezydenta, tak i Europie pomogłyby wspólne władze, by prowadzić spójne działania i przez to być potęgą. Gdy prezydent USA powie coś jako pojedyncza osoba, cały świat tego słucha. Europa, która wspólnie jest równie silna jak Ameryka, nie ma takiego wspólnego głosu. I dlatego jest słabsza.
Mam nadzieję, że Europa jednak będzie się jednoczyć coraz silniej. Paradoksalnie przeszkodą jest sukces taki, jaki osiągnęliśmy w Polsce. Ludzie coraz bogatsi czują się coraz bardziej pewni siebie i nie myślą o potrzebie zabezpieczenia swojego bogactwa i dalszego rozwoju.
Na koniec chciałabym złożyć Wam życzenia. Bo 2 maja to Dzień Polonii i Polaków za Granicą (a także Dzień Flagi). Oby się Wam tam dobrze żyło, ale odwiedzajcie też Polskę i uczcie jej swoje dzieci. A jeżeli ktoś zdecyduje się na powrót, to gorąco zachęcam. Może pomożecie zbudować Stany Zjednoczone w Europie.