Policja jest wzywana w najróżniejszych sytuacjach, niekiedy bardzo poważnych, innym razem zupełnie drobnych. Funkcjonariusze muszą szybko ocenić stopień ewentualnego zagrożenia i działać odpowiednio do tego zagrożenia. Są do tego szkoleni, ale są sytuacje, których nie przewidziano na żadnym szkoleniu. Jak zareagować na informację, że po amerykańskiej drodze ktoś wiezie... rakiety?
Takie właśnie zgłoszenie otrzymała stanowa policja na Florydzie. Informacja wydawała się absurdalna, bo przecież nawet gdyby jacyś terroryści byli w posiadaniu rakiet, z pewnością transportowaliby je w ukryciu. Tymczasem w zgłoszeniu była mowa o pickupie, na którego skrzyni przymocowano dwie rakiety, a samochód jedzie drogą międzystanową I-4.
W obecnych czasach trudno jednak zignorować nawet tak absurdalną informację. Tym bardziej, że była ona zgłaszana nie przez jednego świadka, ale przez wielu kierowców jadących tą samą drogą. Dlatego funkcjonariusze Florida Highway Patrol natychmiast ruszyli na poszukiwanie pickupa z podejrzanym ładunkiem.
Dzięki kolejnym zgłoszeniom udało im się zlokalizować samochód i go zatrzymać. O asystę poproszono także specjalny oddział saperów, zajmujący się rozbrajaniem ładunków wybuchowych.
Policja musi potrafić zareagować nawet na wezwanie w sprawie rakiety.
Na szczęście saperzy nie byli potrzebni, bo okazało się, że na pickupie nie ma żadnych materiałów wybuchowych. Jednak widok jego ładunku był rzeczywiście niezwykły. Nawet z niewielkiej odległości wyglądało na to, że na skrzyni pickupa przewożone są dwie rakiety. Były to jednak jedynie plastikowe atrapy, zakupione przez internet, aby być pokazywane na różnych imprezach. Po stwierdzeniu przez funkcjonariuszy, że nie stanowią żadnego zagrożenia, pickup mógł kontynuować swoją podróż.
Puszczenie kierowcy wydaje się w takiej sytuacji oczywiste. Należy jednak przypomnieć, że atrapa broni doprowadzała już nieraz do tragedii. W Stanach Zjednoczonych jest bardzo dużo prawdziwej broni i policjanci ostro reagują na jej widok.
Dochodziło już do wypadków zastrzelenia osoby, która miała w ręku jedynie atrapę. Najbardziej tragiczną była sytuacja, gdy zastrzelone zostało dziecko, bawiące się zabawką w kształcie pistoletu.
Dlatego w opisanej powyżej sytuacji, sprawa nie musiała wcale zakończyć się śmiechem. Gdyby policjanci nabrali podejrzeń, że mają do czynienia faktycznie z rakietami i prawdziwym terrorystą, mogliby potraktować kierowcę pickupa zupełnie inaczej. Ich spokój mógł wynikać z faktu, że wiozący rakiety człowiek nie mógł mieć możliwości strzelania do nich z tych rakiet. Mówiąc pół-żartem, dobrze, że do rozpoznania zagrożenia nie wezwano wojskowych myśliwców. Ich piloci są szkoleni do neutralizowania zagrożenia przy pomocy prawdziwych rakiet.