Wojna w Iranie trwa już ponad 100 dni i wciąż nie widać jej zakończenia. Na przemian pojawiają się zapewnienia prezydenta Donalda Trumpa, że jest bliski ostatecznego porozumienia pokojowego oraz informacje o kolejnych wzajemnych atakach - Iranu i USA, a także Izraela i Hezbollahu w Libanie.
W poniedziałek Trump pojawił się w nowojorskiej hali Madison Square Garden na meczu koszykowej drużyny New York Knicks. Był to trzeci mecz finału ligi NBA, rozgrywanego z drużyną San Antonio Spurs. Knicks go przegrali, ale w meczach prowadzą 2:1 po dwóch zwycięstwach na wyjeździe. Kolejny, czwarty mecz rozegrany zostanie w czwartek, 11 czerwca (finał rozgrywany jest do czterech wygranych meczów).
Po poniedziałkowym meczu prezydent powiedział reporterom, że władze Iranu i Izraela "chodziły tam i z powrotem, a teraz oba kraje zgodziły się poprzez mnie zatrzymać się i jesteśmy w finale tworzenia czegoś, co będzie bardzo, bardzo dobrym układem". Dopytywany, ile czasu to zajmie odpowiedział, że "dwa lub trzy dni".
Ale w międzyczasie doszło do kolejnych starć między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. We wtorek Donald Trump oskarżył Iran o zestrzelenie dzień wcześniej amerykańskiego śmigłowca Apache w pobliżu Cieśniny Ormuz (obydwaj członkowie załogi helikoptera zostali uratowani w ciągu dwóch godzin; nie odnieśli obrażeń) i zapowiedział działania odwetowe.
Helikopter Apache
Jeszcze tego samego dnia wieczorem, a już w środę według czasu w Iranie, samoloty Air Force oraz Navy przeprowadziły na Iran ataki. Uderzono w punkty irańskiej obrony przeciwlotniczej, naziemnej jej kontroli, a także w stacje radarowe w okolicy Cieśniny Ormuz.
Na uderzenia Amerykanów odpowiedział z kolei własnymi atakami Iran. Swoje drony skierował na Piątą Flotę amerykańskiej marynarki wojennej w Bahrajnie. Iran podał, że przeprowadził 21 ataki na różne bazy USA w regionie Zatoki Perskiej, w tym także w Jordanie. Amerykańskie dowództwo nie potwierdziło takiej ilości ataków, ale przyznało, że Iran dokonał wielu ataków rakietami i dronami. Zastrzegło przy tym, że niemal wszystkie pociski zostały zestrzelone i nie ma żadnych ofiar, a nawet uszkodzeń w bazach.
Wzajemne ataki Iranu i Stanów Zjednoczonych ponownie wzbudziły obawy o oficjalne zerwanie zawieszenia broni, które ustalono 8 kwietnia. Niewielkie znaczenie ma także przegłosowanie przez Kongres ograniczenia możliwości prowadzania wojny. W ubiegłym tygodniu, stosunkiem głosów 215-208, Izba Reprezentantów nakazała prezydentowi zakończenie wojny lub uzyskanie zgody Kongresu na jej prowadzenie. W tej sprawie nie wypowiedział się jeszcze Senat, w którym republikanie mają większość. Jeżeli poparłby rezolucję Izby Reprezentantów, nie byłby potrzebny podpis prezydenta, aby zaczęła ona obowiązywać.
Prezydentowi pozostałaby jeszcze możliwość sądowej skargi, więc skuteczność postanowienia Kongresu jest wątpliwa. Ma jednak wymiar symboliczny, bo w Izbie Reprezentantów rezolucję poprało oprócz demokratów także czterech kongresmanów republikańskich. Na prezydencie rośnie więc presja, aby jak najszybciej zakończył wojnę z Iranem.
Sam Donald Trump odrzuca natomiast decyzję Kongresu jako "niepatriotyczną". Skomentował ją w internecie słowami: "Wczoraj, w nieistotnym głosowaniu, Izba zagłosowała, 4 złych republikanów i wszyscy demokraci, aby ograniczyć moją Władzę Wojenną, akurat w środku moich finałowych negocjacji, aby zakończyć Wojnę z Republiką Islamską Iranu. Kto zrobiłby taką niepatriotyczną rzecz".
Prezydent napisał słowo "demokraci" zmieniając jedną literę. Zamiast "democrats", napisał "dumocrats". Od pewnego czasu robi tak we wpisach i ustnych wystąpieniach tłumacząc, że to celowe nawiązanie do słowa "dumb" (ang. głupi), bo za takich uważa wszystkich demokratów.