Wolność słowa na samochodzie

W mieście Long Beach na Long Island toczy się nietypowy spór pomiędzy mieszkańcem a władzami tego miasta. Historia zaczęła się w 2021 roku, gdy Michael Wasserman postanowił zademonstrować poparcie dla Donalda Trumpa. Przypomnijmy, że w listopadzie 2020 roku Trump przegrał wybory prezydenckie i w styczniu w Białym Domu zastąpił go Joe Biden. Polityczne spory jednak cały czas trwały, gdyż Trump i jego zwolennicy głosili oskarżenia o sfałszowanie wyborów. 6 stycznia 2021 roku doszło do szturmu tłumu na Kapitol, gdzie odbywało się zatwierdzenie wyników wyborów.

Wasserman demonstrował swoje poparcie dla Trumpa obklejając swoje samochody różnymi hasłami i wieszając na autach duże flagi. W tamtym okresie widywało się na drogach samochody tak ozdobione i były to zwykle hasła poparcia dla Trumpa.

Michael Wasserman ozdobił w ten sposób aż trzy swoje samochody - Porsche Carrera, Jeep Wrangler i Humvee. Polityczne hasła i ich eksponowanie nie spodobało się jednak sąsiadom, którzy zaczęli wnosić skargi do władz miasta.

Włodarze Long Beach postanowili zareagować na głosy mieszkańców. Po zbadaniu sprawy zwrócili się do Wassermana, aby zdjął z samochodów różne hasła. Ich zdaniem, naruszały bowiem lokalne zarządzenie miejskie, zabraniające eksponowania pewnych napisów. W tym przypadku wskazali na sformułowania, które w niewbrednym języku atakowały pewnych polityków. Wasserman mimo to nie usunął obraźliwych haseł, więc władze miasta wystawiły mu mandat.

Na samochodach w Long Beach pojawiły się nie tylko słowa poparcia dla Donalda Trumpa, ale także niecenzuralne hasła pod adresem Joe Bidena. Władze miasta uznały to za złamanie przepisów.


Mieszkaniec Long Beach uznał to za zbyt daleko sięgającą ingerencję w jego prawa i pozwał miasto. W sądzie federalnym żąda 25 milionów odszkodowania od miasta, miejskich liderów i lokalnej policji. Twierdzi bowiem, że na skutek licznych skarg sąsiadów, policja składała mu wciąż nieuzasadnione wizyty w domu.

Mówi też, że jego samochody były obiektem wandalizmu, chociaż nie ma na ten temat żadnych raportów. Z drugiej strony, spotyka się też z poparciem mieszkańców, którzy w sporze z miastem stają po jego stronie.

Władze miasta twierdzą, że chcą zakończyć spór polubownie. Wskazują, że z jednej strony muszą szanować prawa obywatelskie, ale z drugiej są zobowiązane do pilnowania porządku. Jeżeli otrzymują liczne skargi od mieszkańców, że porządek jest naruszany, muszą reagować.

W lutym br. władze zaproponowały ugodę, w ramach której wypłacą Wassermanowi 50 tysięcy dolarów. Ten jednak odrzucił propozycję miasta mówiąc, że nie chodzi o pieniądze, ale o zasady. Jego zdaniem, miasto nie ma prawa decydować, co umieści na swoim samochodzie. Szczególnie, gdy chodzi o wolność słowa, która ma w Stanach Zjednoczonych najwyższy status. Stwierdził, że jeżeli przyjmie ugodę za zbyt małą kwotę, sprawa zostanie wyciszona. Dlatego mówi, że miasto powinno wypłacić mu co najmniej 100 tysięcy dolarów.

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!