Telewizja CBS dowodzi, jak trudno jest wygrać w sporze z władzami miejskimi. Choć członkowie tych władz są pracownikami wynajętymi do dbania o dobro mieszkańców, niezwykle trudno jest mieszkańcom otrzymać rekompensatę za straty, które ponieśli w mieście. Nawet w sytuacjach, które wydają się oczywiste, odszkodowanie jest rzadkością.
Telewizja podaje przykład mieszkanki Chicago, na której zaparkowany samochód zwaliła się latarnia. Jej przerdzewiały słup złamał się w pewnym momencie pod ciężarem 300 funtów latarni i upadając uszkodził auto. Pani Kyra Puetz wyceniła szkody na 3000 dolarów, w związku z wybitym oknem, wgięciami i rysami na karoserii. Miała niezbity dowód tego, co się stało. Zdarzenie zarejestrowała bowiem kamera sąsiada, umieszczona w jego dzwonku do drzwi.
Kyra Puetz przedstawiła nagranie i wycenę szkód w miejskim ratuszu, spodziewając się szybkiej i pozytywnej odpowiedzi. Ku jej zaskoczeniu, miasto odmówiło jakiegokolwiek odszkodowania za złamaną latarnię. Władze tłumaczyły, że nikt nie zaalarmował ich o niebezpieczeństwie związanym z latarnią. Nie wiedziały, że latarnia jest przerdzewiała i grozi zawaleniem. W związku z tym, nie czują się winne za wyrządzone szkody.
Pani Puetz była jeszcze bardziej zaskoczona, gdy usłyszała, że taka reakcja jest typowa i na rekompensatę od miasta właściwie nie ma szans. Prawnicy zwracają uwagę, że odszkodowanie może być wypłacone tylko wtedy, gdy udowodnione zostanie jakieś zaniedbanie ze strony miasta, które przyczyniło się do poniesienia straty.
Walka o odszkodowanie za zniszczony samochód może być niełatwa.
Zresztą nawet wtedy, wygrana w sądzie wcale nie jest pewna. Wiele miejskich władz jest chronione pewnego rodzaju immunitetem i mogą być pozwane tylko w określonych przypadkach. W Chicago należy na przykład udowodnić "rozmyślne i nieuzasadnione zachowanie", które doprowadziło do szkody, albo "świadome lekceważenie" bezpieczeństwa publicznego.
Jak trudno jest otrzymać odszkodowanie za upadek latarni, pokazała telewizja CBS. W latach 2021-2026 doliczyła się 64 żądań mieszkańców odszkodowania w takich przypadkach. Wyrządzone szkody wynosiły łącznie 1,2 miliona dolarów. Miasto zapłaciło jednak tylko w dwóch przypadkach, łącznie 9300 dolarów. Sześć spraw jeszcze się toczy, a wszystkie pozostałe zostały odrzucone.
Oczywiście takie same problemy mają mieszkańcy wszystkich stanów USA. W Wildwood, w New Jersey, odszkodowania nie dostała osoba, która doznała ran nogi i ręki, wpadając do studzienki z licznikiem wody. Wymagała operacji, ale miasto nie wypłaciło żadnego odszkodowania. Wypadkowi winna była zbyt luźna pokrywa studzienki. Miasto nie otrzymało jednak żadnej skargi w tej sprawie i nie wiedziało o grożącym niebezpieczeństwie.
Jeżeli ktoś mimo wszystko chce domagać się jakiegoś odszkodowania od miasta, musi działać szybko. Terminy na zgłoszenie skargi są zwykle krótkie, liczone nawet w tygodniach. Należy zbierać jak najwięcej dowodów, fotografii, nagrań wideo, wszelkiej dokumentacji, dobrze jest też mieć opinie ekspertów. Najlepiej zgłosić się do prawnika natychmiast, który podpowie odpowiednie kroki.
Bo czasem jednak udaje się z miastem wygrać. Nawet w sytuacji wydawałoby się przegranej. Kilka tygodni temu zapadł wyrok w ciekawej sprawie. Dotyczy starszej kobiety, mieszkającej w Charlotte, w Karolinie Półnoncej. Jej dom w 2022 roku został zalany ściekami, które w wyniku awarii cofnęły się z miejskiej kanalizacji. Zniszczenia domu zostały wycenione na 65 tysięcy dolarów, ale miasto zgodziło się zapłacić tylko 45 tysięcy, pod warunkiem zrzeczenia się wszelkich dalszych roszczeń.
Zdesperowana kobieta przyjęła ofertę, bo musiała przywrócić dom do stanu zamieszkania. Za poradą prawnika złożyła jednak sądowy pozew i sąd apelacyjny właśnie przyznał jej rację. Uznał bowiem, że umowę miasto "uzyskało przez niedozwolony nacisk". Zrzekła się roszczeń, aby otrzymać chociaż część pieniędzy, bo nie miała gdzie mieszkać. Teraz może jednak dochodzić pełnego odszkodowania.