Dużo ostatnio aresztowań w świecie celebrytów. Nie, żeby kiedykolwiek było mało, ale teraz dochodzi do takich znamiennych, o których właściwie dawno wiedzieliśmy, że musi w końcu dojść. Pisaliśmy o Britney Spears, teraz podobnie ma się sprawa ze słynnym golfistą. Tiger Woods w ogóle nie powinien mieć kluczyków do samochodu. Bo co wsiądzie za kierownicę, to kłopoty. Stać go na kierowcę, niech sobie zafunduje, bo inaczej to się źle skończy.
Do najnowszego incydentu doszło pod koniec marca na Florydzie. Tiger znowu chciał być tygrysem na drodze i zaczął wyprzedzać ciężarówkę na lokalnej drodze, gdzie było ograniczenie prędkości do 30 mil na godzinę i podwójna, żółta, ciągła linia. Jazda samochodem jest dla niego trudniejsza niż pykanie piłeczek do dołka w trawie. Zahaczył o przyczepę ciężarówki, a że jechał szybko, jego Land Rover przewrócił się na bok.
Facet wyczołgał się z auta i nawet nic mu się nie stało. Mówią, że pijanemu krzywda się nie dzieje, ale policja sprawdziła alkomatem, że Tiger alkoholu nie pił. Tyle że doświadczeni funkcjonariusze zauważyli, że kierowca pomimo wypadku zachowuje się dziwnie ospale. Były też inne wskazania, że jednak jest pod wpływem czegoś. Tiger wiedział, że nie alkoholu, więc dmuchać się zgodził. Ale już na test moczu zgodzić się nie chciał.
Policja uznała mimo wszystko, że to DUI (jazda pod wpływem) i celebrytę aresztowała. W ten sposób trafił "na dołek", jak mówi się o policyjnym areszcie. Adwokat i kasa mu w tym wszystkim nie pomogły, bo musiał w spędzić w areszcie osiem godzin. Takie prawo Florydy, które pozwala na wykupienie się kaucją dopiero po ośmiu godzinach.
Tiger Woods musiał wodzić wzrokiem za paluszkiem pani policjantki, żeby ją przekonać, że nie jest "pod wpływem". Nie przekonał.
Ale policjanci przyznają, że już nigdy nie dowiemy się, pod wpływem czego był golfista. Poszlaki na DUI są, ale dowodu nie ma.
Jakąś karą było już te osiem godzin, ale bez przesady. Wsadzili go do oddzielnej celi, żeby nie musiał bratać się ze wszystkimi mętami Florydy. W końcu to celebryta czyli gość specjalnej troski. Ale ja bym go potraktował ostrzej i zabrał mu prawo jazdy, właśnie w trosce o niego. Bo to przecież nie pierwszy raz, kiedy Tiger Woods nie radzi sobie za kierownicą.
Pierwszy wypadek można jeszcze zrozumieć. W 2009 roku, dwa dni po tym, jak brukowce opisały, jak zdradza żonę, wyjeżdżał z domu tak szybko, że nie zdążył wyjechać na ulicę, bo wyrżnął najpierw w hydrant. Żona była wściekła na niewiernego męża, ale pomogła mu wydostać się z auta, wybijając tylną szybę, no tak, kijem golfowym. Sam golfista dostał tylko mandat, ale rok później papiery rozwodowe.
To był dopiero początek jego kariery kierowcy rajdowego. Łącznie miał już cztery wypadki, w tym jeden znacznie poważniejszy niż zimny prysznic z hydrantu. W 2021 roku, Tiger Woods zjechał z dużą prędkością z drogi na wybrzeżu Kalifornii. Jego rany nogi były tak poważne, że lekarze rozważali konieczność amputacji. Raz jeszcze mu się udało, chociaż z powrotem do profesjonalnego sportu ma od tamtej pory kłopoty. Woods zdobył 82 tytuły w rozgrywkach PGA Tour, zrównując się z rekordem, który ustanowił Sam Snead. I może go już nie pobije, bo od tamtego wypadku wziął udział w 11 turniejach i w żadnym nie zbliżył się do zwycięzcy na mniej niż 16 uderzeń.
Tiger Woods zbiera kolekcję policyjnych fotografii. Paparazzi nie muszą nic robić.
Ma dopiero 50 lat, więc teoretycznie wszystko jeszcze możliwe. Ale nie, jeżeli dalej będzie jeździł samochodem. Przed ostatnim wypadkiem już się przymierzał do startu w kolejnym turnieju Masters, właśnie się rozpoczynającym. Koordynacji swoich ruchów wypadkiem nie potwierdził.
Zresztą to nie tyle o wypadki chodzi, co o ich przyczynę. W 2017 roku policja znalazła go śpiącego w stojącym samochodzie. Tłumaczył się, że zażył złą mieszankę leków przeciwbólowych. Silnik samochodu był wciąż włączony, a bok auta wyraźnie świeżo zniszczony. Ciekawe, ile razy to mu się już przydarzyło. Bo nie za każdym razem policja go mogła znajdować śpiącego po stłuczce i nie za każdym razem zaczepiał o przyczepę ciężarówki.
Tiger Woods ma teraz za dziewczynę Vanessę Trump, która przez 13 lat była żoną Donalda Trump Juniora. Dlatego o ostatni wypadek zapytano też prezydenta. "Mój bliski przyjaciel" - odpowiedział Trump. "Niesamowita osoba. Niesamowity człowiek. Ale, jakieś problemy" - ocenił prezydent.
Zgadzam się z oceną. "Niesamowity" to dobre określenie. Póki z leków się nie wyleczy, niech sobie załatwi kierowcę. Takiego zwykłego, a nie niesamowitego jak on sam.