I znowu gorący w Polsce temat zahacza o Amerykę. Chodzi oczywiście o Zbigniewa Ziobrę, który po dłuższych wakacjach nad Balatonem ruszył za ocean. Nie, wcale nie ucieka, jak mu zarzucają jego wrogowie. Zawsze powtarzał, że na Węgry pojechał na konferencję, a nie dlatego, że ucieka przed prokuratorem. On miałby uciekać? Przecież sam był prokuratorem i to nawet generalnym. Nazywano go też szeryfem, chociaż nie nosił gwiazdy szeryfa. Nosił za to pistolet i niczego się nie bał.
Na Węgrzech został po konferencji trochę dłużej, bo to taki piękny kraj. Po piastowaniu funkcji szeryfa należało mu się trochę odpoczynku. Wszak był ministrem sprawiedliwości najdłużej w całej historii III RP. Nad Balatonem odpoczywało mu się znakomicie, bo czuł się bezpieczny. Ěadne łapy reżimowych prokuratorów go tam nie mogły dosięgnąć. Sympatyczny premier Wiktor Orban patrzył na niego łaskawym okiem, pomagał mu jak potrafił. Bo to przyjazny człowiek, nawet z Putinem potrafi się przyjaźnić.
Ziobro miał też na Węgrzech kolegę z Polski. Marcin Romanowski był kiedyś zastępcą szeryfa, więc znali się dobrze. Zbliżyły ich szczególnie narady, na których ustalano jak rozdzielać państwowe pieniądze na potrzeby kampanii wyborczej własnej partii. Świetnie się rozumieli i sobie ufali. Zbyszek wiedział, że z Marcinem może konie kraść. Koni oczywiście nie kradli. Koni nie.
Każde wakacje się jednak kiedyś kończą. Tak się złożyło, że wakacje Ziobry skończyły się akurat ostatniego dnia rządów Orbana. Zupełny przypadek. Nie chodzi o żadną ochronę polityczną. Po prostu wakacje się skończyły, bo czas wracać do pracy.
Ale do pracy w Polsce? Najlepszą fuchę ukradł niejaki Żurek. Zresztą w Polsce w ogóle panuje komuna, a w takich czasach wyjeżdża się za chlebem na emigrację. Najlepszy kierunek to Ameryka. Tak więc Zbyszek spakował plecak i poleciał do Kraju Wielkich Możliwości. Musi tylko pamiętać, że kradzież koni tamtejsi szeryfowie traktują bardzo poważnie. Dawniej na Dzikim Zachodzie nawet dochodziło do samosądów i złodzieja wieszano na drzewie. Zbyszek musi uważać.
Ale szeryf Ziobro ma już robotę "nagraną". Będzie dziennikarzem Telewizji Republika. Trafny wybór, bo przecież ma potężne doświadczenie. Ileż to razy występował przed kamerami. Pewnie znacznie więcej niż siedział za ministerialnym biurkiem. W dodatku zawsze miał jaką sensacyjną informację. Taką, jakiej nie miały żadne media, bo wyniesioną wprost ze śledztwa. To niby nielegalne, ale czego to się nie robi, żeby społeczeństwo było poinformowane.
W Stanach Zjednoczonych będzie miał trudniej. Tam nikt do tajnych informacji ze śledztwa zaglądać mu nie pozwoli. Ale Zbyszek może być po prostu korespondentem Republiki z USA. Będzie fachowcem, bo jak sam podał, gości na amerykańskiej ziemi już trzeci raz. To już poziom eksperta. Rozgryzie, co tam w Ameryce piszczy. Oglądajcie Republikę to i wam wszystko wytłumaczy.
Wytłumaczyć będzie musiała też Republika i jej szef Tomasz Sakiewicz - jak to się stało, że zatrudnia poszukiwanego przestępcę. Zresztą być może nie tylko zatrudnia, bo wieść gminna niesie, że załatwiła mu wizę dziennikarską, na której Ziobro miał wjechać do USA. Jeżeli byłaby to prawda, osoby w to zaangażowane mogą być oskarżone o przestępstwo poplecznictwa. Pomagali bowiem ściganej osobie w ucieczce. Choć na antenie Republiki usłyszymy zapewne, że pomogli osobie prześladowanej przez reżim, a teraz sami są prześladowani.
Sakiewicz i spółka muszą jednak uważać, co mówią, bo właśnie przegrali proces za podawanie takich sensacji. Tuż przed wyborami prezydenckimi w ubiegłym roku Telewizji Republika stwierdziła, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zaangażowała się w kampanię wyborczą i stworzyła "nieformalny sztab wyborczy Rafała Trzaskowskiego". Tomasz Sakiewicz miał jeszcze mocniejszego newsa, że "na podstawie teczki postępowania sprawdzającego powstała notatka, rodzaj wyciągu, co można odgrzać na Nawrockiego".
Wszystko okazało się wyssane z palca i teraz trzeba przepraszać. Ale co z tego, skoro zadziałało. Trzaskowski został powiązany ze służbami, a Nawrocki został ofiarą wrednych służb. Jakąś grupkę mogło to przekonać, może nawet wystarczająco dużą, aby zmienić wynik wyborów.
Przeprosiny niewiele kosztują, więc i rzecznik rządu pozwala sobie na dosadne komentarze. Republika ciągle namawia widzów na wpłaty gotówki, bo ponoć cienko przędzie. I pokazuje na ekranie kod QR, który prowadzi do możliwości wpłaty. Ale gwiazdom telewizji i prezesowi Sakiewiczowi wiedzie się dobrze. Adam Szłapka stwierdził więc, że "każda złotówka wpłacona przez ten QR kod jest przeznaczona na luksusowe życie pana Tomasza Sakiewicza".
Sakiewicz odpowiedział Szłapce, że "czeka go bardzo kosztowny proces". Być może, ale trzeba też przyznać, że nieufność do publikowanych kodów QR przez Republikę jest uzasadniona. Gdy na jej antenie o wsparcie finansowe dla PiS apelował prezes Kaczyński, kod QR prowadził do wpłat na rzecz Republiki, a nie partii.
Ciekawe, jak potoczy się kariera dziennikarska Zbigniewa Ziobry. Jeżeli Republika będzie miała przez niego kłopoty, to być może będzie musiał poszukać pracy w innych mediach. Przyleciał do Newarku, bo tam na lotnisku zrobiono mu zdjęcie, więc może będzie rozpytywał o pracę w New Jersey. O ile wiem, "abecadło" nie ma dla niego etatu, ale oferuje mu strony z ogłoszeniami o pracy.
Ziobro wprawdzie nie ma zapewne zielonej karty, ale ICE go raczej nie zgarnie. Amerykańskie władze pozwoliły mu wjechać do USA, chociaż unieważniono mu paszport. Decyzja musiała więc zapaść gdzieś wyżej, gdzie ICE nie podskoczy. Mało prawdopodobna jest też ekstradycja do Polski.
Zbyszek Ziobro jest więc względnie bezpieczny. Dołączyć chciałby na pewno do niego kolega Marcin Romanowski. Ale w chwili, gdy piszę te słowa, nie wiadomo jeszcze, jaki jest los zastępcy szeryfa. Jego sytuacja jest trudniejsza, bo wystawiono na niego Europejski Nakaz Aresztowania. Ale z Węgier mógł wyjechać otrzymując tzw. paszport genewski, nadający mu status uchodźcy i udać się np. do Turcji. Tyle że chcąc przyjechać na tym paszporcie do USA, będzie musiał mieć rzeczywiście wsparcie gdzieś wysoko w amerykańskiej administracji.
Koledzy z Prawa i Sprawiedliwości zarzekają się, że nic nie wiedzą o przeprawie szeryfów do USA. Tłumaczy się też Kancelaria Prezydenta. Minister Marcin Przydacz zarzeka się, że temat Ziobry "nie pojawiał się podczas rozmów prezydenta Karola Nawrockiego z Donaldem Trumpem". To ciekawe, że musi o tym zapewniać. Dla mnie wydaje się to oczywiste, bo nie wyobrażam sobie, aby prezydent Polski zabiegał u prezydenta Stanów Zjednoczonych o ukrywanie przestępcy.
Ale w Kancelarii widocznie oczywiste to nie jest. W sumie nie jestem zaskoczona. Przypomnę, że za kadencji Andrzeja Dudy - gdy Kancelarię prowadzili ludzie z tej samej ekipy - w Pałacu Prezydenckim schowano dwóch przestępców - Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Jaka ekipa, takie zwyczaje.