W czwartek wieczorem, 15 lipca, prezydent Donald Trump wygłosił 25-minutowe przemówienie do Amerykanów. Poruszył w nim temat wyborów prezydenckich w 2020 roku, o których od sześciu lat powtarza, że zostały mu "ukradzione". Nigdy nie przedstawił na to dowodów, a po złożeniu 60 pozwów sądowych w różnych stanach w tej sprawie, wszystkie procesy przegrał.
W przemówieniu ogłosił odtajnienie dokumentów, które mają pokazywać, że na wybory w 2020 roku wpływały Chiny. Sprawa była badana przez amerykańskie służby, ale ich końcowy raport pojawił się w marcu 2021 roku, a więc kilka tygodni po objęciu władzy już przez prezydenta Joe Bidena. Dlatego Trump ignoruje te ustalenia, a nawet oskarża służby i poprzednią administrację o ukrywanie prawdy.
Odtajnione dokumenty mają te oskarżenia potwierdzać, ale półtora roku po przejęciu władzy przez Trumpa, nikomu nie postawiono w tej sprawie prokuratorskich zarzutów. Prezydent Trump nie zgłasza też pretensji do samych Chin, które odwiedził w maju. Zaledwie dwa miesiące temu chwalił tam chińskie władze. Prezydenta Xi Jinpinga nazywał "przyjacielem" i "wielkim przywódcą".
Donald Trump przypomniał w czwartkowym przemówieniu sprawę zdobycia przez Chiny informacji o amerykańskich wyborcach. Stwierdził, że Chiny wykradły lub kupiły dane o 220 milionach Amerykanów. Jednak już wcześniej wyjaśniło się, że dane te są publicznie dostępne w różnych bazach danych. Media komentują, że zarzuty stawiane w czwartkowym przemówieniu są powtórzeniem znanych już faktów.
W swoim przemówieniu Trump podważał w ogóle wiarygodność systemu wyborczego USA. Nawoływał do przyjęcia przez Kongres ustawy SAVE America Act, która wymaga sprawdzania obywatelstwa wyborców. Ustawa ta była już kilkakrotnie przegłosowana przez Izbę Reprezentantów, ale odrzucana w Senacie. To również jest powodem oskarżeń Trumpa.
O przyjęciu ustawy mówił: "Jak łatwo jest to zrobić, chyba że chcesz oszukiwać". Jednak Senat odrzuca ustawę, choć republikanie mają w nim wyraźną większość. W izbie tej zasiada 53 senatorów republikańskich i tylko 45 demokratycznych (dwóch jest niezależnych).
Prezydent Donald Trump
Prezydent Trump poddał w wątpliwość także działanie urządzeń do głosowania. "Są bezbronne i łatwe do przejęcia" - powiedział. Ta kwestia była również rozstrzygnięta już w sądach. Telewizja Fox, która wspierała teorię Trumpa o zmanipulowanych wyborach, musiała zapłacić gigantyczne odszkodowanie. Firmie Dominion Voting Systems zapłaciła aż 787 milionów dolarów, aby uniknąć procesu o jeszcze większą sumę. Z drugim producentem urządzeń do głosowania, Smartmatic, do ugody nie doszło. Proces jeszcze się nie zaczął, a firma żąda od telewizji Fox aż 2,7 miliarda dolarów.
Krytycy prezydenta Trumpa twierdzą, że usiłuje on zdyskredytować proces wyborczy, spodziewając się zdecydowanej porażki republikanów w listopadowych wyborach. Przegrana partii, z której jest prezydent, jest dość częsta w wyborach środka kadencji (midterm). Sondaże wskazują, że w najbliższych wyborach porażka może być bardzo zdecydowana. Poparcie dla prezydenta utrzymuje się na niskim poziomie, w okolicach 37%. W niemal wszystkich sondażach od początku roku, więcej wyborców zapowiada oddanie głosu na demokratów niż na republikanów.
W czwartkowym przemówieniu prezydent Trump bardzo krytycznie odniósł się też do telewizyjnych sieci. Ogólnokrajowe telewizje ABC oraz NBC zdecydowały, że wystąpienie będą transmitować jedynie na swoich platformach streamingowych. Na kanałach telewizyjnych nie zrezygnowały z nadawania przewidzianych wcześniej programów. Przemówienie było wygłoszone w czasie największej oglądalności.
Trump odniósł się do ich decyzji w swoim przemówieniu. "Oni i inni w mediach są częścią spisku" - oskarżył. "Z jakichś powodów chcą kontynuacji tego oszustwa" - dodał prezydent. Stwierdził, że telewizje korzystają z przyznanych licencji na korzystanie z fal radiowych do nadawania programów. "Oszustwo takie jak to, oznacza odebranie im licencji" - uznał Donald Trump.
Sieci telewizyjne nie są jednak zobowiązane do transmisji przemówień prezydenta. Ich szefowie podejmują o tym decyzję na podstawie poruszanych tematów. Gdy Trump wygłaszał przemówienie do Amerykanów w kwietniu, na temat wojny z Iranem, wszystkie główne sieci je nadawały na żywo. Wówczas również było to w czasie największej oglądalności.
Teraz, z czterech ogólnkrajowych sieci telewizyjnych tylko Fox nadawał na żywo całe przemówienie prezydenta. Telewizja CBS zaznaczyła przed emisją wystąpienia, że "wiele z tego, co powiedział prezydent [o bezpieczeństwie amerykańskich wyborów] jest nieprawdą". Spiker wyjaśnił jednak powody nadawania przemówienia: "Pojawia się argument, że emisja mowy prezydenta dzisiaj jest nieodpowiedzialna. Ale ta mowa zostanie wygłoszona. Będzie wiadomością. A naszym zadaniem jest przekazywać wiadomości". Telewizja CBS ucięła jednak emisję przemówienia około 5 minut przed jej końcem. Było to chwilę przed tym, gdy prezydent Trump oskarżył media o spisek.