Działania administracji prezydenta Donalda Trumpa często budzą kontrowersje i są zaskarżane do sądu. Tymczasem liczba prawników w administracji gwałtownie się zmniejszyła, utrudniając sądowe boje. Dziennik "The New York Times" podliczył, że w okresie od końca 2024 roku do marca 2026 roku, z federalnej administracji odeszło ponad 10 tysięcy prawników.
Strata takiej rzeszy specjalistów nie jest wynikiem naturalnej wymiany pracowników. Agencje federalne pozyskały w tym czasie tylko 3200 nowych prawników, choć przynajmniej w niektórych przypadkach obniżały wymagania. Strata netto 7 tysięcy ludzi jest ogromna i oznacza o 17% mniejszą liczbę prawników pracujących dla rządu. Na koniec marca było ich 37 tysięcy.
Wśród odchodzących są nie tylko pracownicy administracji niższego szczebla, ale także duża grupa prawników pracujących bezpośrednio w rządzie. Z departamentu edukacji odeszły 342 osoby, a więc ponad połowa (53%) prawników. Drugi największy odsetek - 40% - stracił Department of Housing and Urban Development, który zajmuje się sprawami mieszkalnictwa i urbanizacji. Około jedną czwartą prawników straciły też departamenty: pracy (27%), spraw wewnętrznych (27%), energii (26%), rolnictwa (26%), zdrowia (24%), transportu (23%).
To pokazuje, że problem jest systemowy. "The New York Times" przytacza wypowiedzi prawników, którzy odeszli. Wynika z nich, że wielu nie zgadza się z polityką prowadzoną przez prezydenta Trumpa i nie chce brać udziału w obronie jego działań.
Administracja rządowa potrzebuje prawników, ale praca dla niej stała się niepopularna.
Jednym z rozmówców dziennikarzy był młody absolwent szkoły prawniczej. Zwrócił on uwagę, że wielu jego kolegów po fachu zastanawia się, czy zatrudnienie w administracji Trumpa na liście miejsc pracy w resume będzie w przyszłości pomocne, czy może wręcz zaszkodzi. On też ma wątpliwości, choć sam określił się jako republikański konserwatysta.
Prawnicy mają problem z pracowaniem na rzecz administracji, gdyż jej działania są często krytykowane jako niezgodne z prawem. Potwierdzać to zdaje się fakt, że nawet departament sprawiedliwości stracił ponad jedną piątą - 21% - prawników. Liczbowo była to największa grupa, która zrezygnowała z pracy w rządzie. Zatrudnienie w tym departamencie zmniejszyło się aż o 2665 prawników.
Odchodzący z pracy w administracji federalnej przechodzą m.in. do administracji stanowych, ale także podejmują pracę na rzecz różnych organizacji. To dodatkowe utrudnienie dla administracji Trumpa, bo organizacje te są często pozywającymi jego rząd. Prawnicy, którzy przeszli na ich stronę wiedzą, jak skutecznie walczyć w sądzie z rządową administracją.
Na raport gazety "The New York Times" zareagował sam prezydent. Donald Trump napisał w internecie, że dziennik przedstawił utratę prawników jako "złą rzecz, gdy tak naprawdę, jest bardzo dobrą". Tłumaczy, że prawnicy ci "w wielu przypadkach, w ogóle nie powinni reprezentować USA". Zapewnia również, że "wielu z nich nie odeszło, ale zostało zwolnionych!". Nazywa ich też "radykalną lewicą".