W ciągu ostatniej dekady linie lotnicze wprowadziły szereg zmian przy zakupie biletów, aby zmaksymalizować zyski. Pisaliśmy już kilkakrotnie o ograniczaniu ilości bagażu, jaki pasażer może ze sobą zabrać, kupując najtańszy bilet. W ten sposób mogą być reklamowane niskie ceny, choć w praktyce pasażerowie często płacą więcej. Wybierają bowiem droższy bilet dający możliwość zabrania bagażu lub dopłacają za każdą walizkę.
Innym sposobem na dodatkowy dochód jest ograniczenie możliwości wyboru miejsca w samolocie. Minęły już czasy, gdy wczesne dokonanie przez internet potwierdzenia lotu (check-in) pozwalało na wskazanie dowolnego fotela, na którym chce się siedzieć. Obecnie normą jest pobieranie dodatkowej opłaty za możliwość takiego wyboru.
Oczywiście naturalne jest żądanie dopłaty za miejsce, które oferuje na przykład więcej miejsca na nogi. Ale linie lotnicze każą sobie płacić również za zarezerwowanie zwykłego miejsca. Wiele osób to robi, jeżeli chce mieć zagwarantowane miesce na przykład przy przejściu albo przy oknie. Pozostali mogą jedynie liczyć na to, że spośród miejsc niezarezerwowanych system przydzieli im takie miejsce w sposób losowy.
W systemie dopłat za wybór miejsca prawnicy doszukali się jednak błędu. Do sądu złożyli wniosek o przyjęcie pozwu zbiorowego. Pozew taki zakłada, że w razie wygranej sprawy, wypłatę odszkodowania otrzymają wszyscy potencjalni poszkodowani, nawet jeżeli sami w procesie nie uczestniczyli i pretensji nie zgłaszali.
To oznacza, że linie lotnicze mogą być zmuszone do zwrócenia dopłat dla tysięcy swoich pasażerów, co przełoży się na wielomilionowe straty.
W sądzie federalnym w San Francisco złożono wniosek o pozew zbiorowy przeciwko United Airlines. Analogiczny wniosek wpłynął do sądu federalnego na Brooklynie, w Nowym Jorku, przeciwko Delta Air Lines. W obydwu pozwach chodzi o sprzedaż biletów określanych jako "miejsce przy oknie" ("window seat"). Jednak w samolotach Boeing 737s, 757s oraz Airbus A321s - z których linie korzystają - są miejsca przy zewnętrznej ścianie samolotu, przy których nie ma żadnego okna.
Linie lotnicze uważają, że "miejsce przy oknie" wcale nie gwarantuje okna.
Pasażerowie, którzy dopłacali za takie "miejsce przy oknie", mogli więc trafiać tak naprawdę na ścianę. Przy rezerwacji nie mieli bowiem informacji, że przy ich fotelu okna nie ma. Chociaż przy robieniu dopłaty mieli podaną informację, że uzyskują "window seat". Taką samą informację mieli wydrukowaną na karcie pokładowej. O pechowej lokalizacji dowiadywali się dopiero na pokładzie samolotu.
W San Francisco sąd właśnie przyjął pozew, odrzucając argumenty prawników United, którzy próbowali proces zablokować. Przekonywali oni, że określenie "window seat" wskazuje jedynie na lokalizację fotela w samolocie. Nie jest natomiast gwarancją widoku na zewnątrz. Wskazywali też na prawo federalne, które oddaje w ręce linii lotniczych ustalanie nomenklatury przy sprzedaży biletów. Sędzia uznał jednak, że rozważanie, czy użyte określenie obciąża przewoźnika odpowiedzialnością, powinno być przedmiotem procesu.
Wykupywanie fotela przy oknie powszechnie kojarzy się z chęcią podziwiania widoków. Powodów dopłacania za takie miejsce jest jednak więcej. Widok na otwartą przestrzeń poza samolotem pomaga osobom z klaustrofobią, które cierpią zamknięte przez kilka godzin w kabinie. Wielu pasażerów boi się też latania samolotem i dla niektórych obserwacja otoczenia łagodzi strach. Wyglądanie przez okno może też zmniejszać symptomy choroby lokomocyjnej.
Dla wszystkich tych osób, brak miejsca przy oknie oznacza większy problem niż tylko utratę ciekawych widoków. Zwrot dopłaty niewiele im teraz pomoże, ale proces powinien zabezpieczyć przed taką sytuacją pasażerów w przyszłości. Linie lotnicze zapewne zmienią sposób informowania o miejscu "przy oknie".