Zapewne cała Anglia, która jest ojczyzną piłki nożnej, śledzi występy swojej reprezentacji na mistrzostwach świata. Najbardziej zagorzali kibice wybrali się nawet do Ameryki, aby na żywo oglądać swoich zawodników. Był wśród nich 65-letni Michael Hewitt, zagorzały fan klubu Leeds United F.C.
Jego droga do Bostonu wiodła przez Barcelonę, gdzie miał przesiadkę. Miał też tam spędzić kilka dni przed dalszą podróżą do USA. Rozmawiał przez telefon ze swoją rodziną już z Hiszpanii, informując, że szczęśliwie dotarł do Barcelony. Potem jednak kontakt z nim się urwał. Jego telefon był wyłączony, a mężczyzna przez kilka dni nie przekazał żadnej wiadomości, co się z nim dzieje.
Jego brat Gary Hewitt sprawdził, że Michael nigdy nie wsiadł do samolotu do Bostonu i tam nie dotarł. Zgłosił więc zaginięcie, ale sprawa była utrudniona, bo dotyczyła terytorium innego kraju. Zaangażować musiało się brytyjskie ministerstwo spraw zagranicznych, aby uruchomić poszukiwania w Hiszpanii.
"Jako rodzina, chcieliśmy zawstydzająco prostego, ale szczęśliwego zakończenia tego okropnego epizodu i teraz je mamy" - poinformował w końcu Gary Hewitt. Michael Hewitt odnalazł się po 10 dniach cały i zdrowy. A powód jego zniknięcia okazał się rzeczywiście zawstydzająco banalny. Mężczyzna... zgubił telefon.
Mistrzostwa świata w piłce nożnej można też oglądać w barze.
Jego przypadek pokazuje, jak współczesny człowiek stał się uzależniony od telefonu. Bez niego staje się niemal bezradny. Po stracie telefonu Hewitt nie poleciał do Bostonu, bo bilet lotniczy miał w telefonie. Uznał więc, że nie ma jak dostać się na samolot i po prostu został w Barcelonie.
Nie poszedł do brytyjskiej ambasady, bo wciąż miał paszport i pieniądze. Uznał więc, że placówka dyplomatyczna nie będzie interesować się zwyczajnym zgubieniem telefonu.
Bez telefonu 65-latek nie miał też dostępu do internetu, więc nie miał pojęcia, że jest poszukiwany. Nie mógł zadzwonić do rodziny, bo wszystkie numery miał zakodowane w telefonie i ich nie pamiętał.
Natomiast w Barcelonie bardzo mu się spodobało. Miasto mające znany klub piłkarski żyje mistrzostwami tak jak Michael Hewitt. Mężczyzna przedłużył więc tu pobyt, chodząc po barach sportowych i oglądając mecze wraz z innymi kibicami. Przynajmniej to mógł robić bez telefonu.