Groźni Chińczycy 2

Chińskie produkty są często określane lekceważącym słowem "chińszczyzna". To synonim bardzo słabej jakości. Bo rzeczywiście, chińskie produkty były kiedyś kupowane wyłącznie ze względu na cenę. I nawet przy bardzo niskiej cenie nabywcy narzekali na denerwująco niską jakość. Dziś sytuacja jest już inna. Chińczycy potrafią wyprodukować towary najwyższej jakości. Oczywiście wciąż nie brakuje "chińszczyzny", tzn. produktów bardzo tanich, ale słabej jakości. Bo tak jak w każdym kraju, funkcjonują firmy szukające różnego klienta. Ale wiele znanych marek - od ubraniowych po technologiczne - produkuje swoje towary właśnie w Chinach. Bo pomimo niższej ceny otrzymuje towar najwyższej jakości.

Podobna przemiana dokonuje się w branży motoryzacyjnej. Pierwsze samochody Made in China, które pojawiły się na rynkach Zachodu, pasowały do określenia "chińszczyzna". Jakość wykonania była słaba, a technologicznie często były to kopie marek zachodnich. Samochody te mogły konkurować wyłącznie ceną, a i tak nie zdobywały popularności.

Sytuacja szybko jednak się zmienia. W Stanach Zjednoczonych chińskich samochodów wciąż jest niewiele. Ale nawet amerykańscy specjaliści przyznają, że dziś największą barierą są cła, a nie jakość wykonania. Co więcej, chińska technologia nie jest już dzisiaj kopią tej zachodniej. Pod wieloma względami myśl techniczna Państwa Środka dorównuje, a nawet przewyższa tę posiadaną przez uznane marki zachodnie. Doszło już do tego, że to zachodnie firmy podglądają Chińczyków, o czym za chwilę.

Blokowanie rynku cłami nie jest rozwiązaniem. Może jedynie dać kilka lat na lepsze przygotowanie się na chińską inwazję. W tym czasie powstaną fabryki chińskich marek w USA i żadne cło ich nie dosięgnie. Największy chiński producent samochodów BYD zbudował już fabrykę na Węgrzech, aby sprzedawać swoje auta bez cła w Unii Europejskiej. Fabryki będą też powstawać w Stanach Zjednoczonych. Produkcja może nie będzie tak tania, jak w Chinach, ale te samochody nie będą już konkurować ceną, ale jakością i techonologicznym zaawansowaniem. Podobnie było z markami japońskimi, a potem koreańskimi. Początkowo wyśmiewane za słabą jakość, mają dziś dużą część rynku i fabryki w USA.

Do jakości chińskich samochodów, a tym bardziej do ich technologicznego zaawansowania, wielu ludzi wciąż pozostaje nieprzekonanych. Ale eksperci mówią zgoła coś innego. Nawet szef koncernu Forda, CEO Jim Farley podziwia je zupełnie otwarcie, choć to przecież konkurencja. Konkurencja tak poważna, że w wywiadzie dla "Wall Street Journal" ocenił ją, jako "zagrożenie egzystencjalne". Przy innej okazji, o chińskiej motoryzacji powiedział: "To była najbardziej upokarzająca rzecz, którą widziałem. Ich samochody mają dalece doskonalszą technologię, niższy koszt i świetną jakość".

BYD Seal ma opracowane przez BYD akumulatory typu Blade. Ze względu na cła, w USA samochód nie jest obecnie sprzedawany, ale w Europie jako EV kosztuje od ok. 50 tysięcy dolarów. W wersji hybrydowej plug-in (PHEV) można go dostać już za ok. 36 tysięcy dolarów. W USA, bez podatku VAT ceny byłyby dużo niższe.


Postępy Chińczyków, a nawet ich przewagę najlepiej widać w segmencie samochodów elektrycznych (EV). Firma BYD sprzedała w ubiegłym roku 2,26 mln EV na całym świecie. To znaczy, że w globalnej sprzedaży wyprzedziła już pioniera i amerykańską dumę, firmę Tesla. Oczywiście BYD napędza swoją sprzedaż na potężnym rynku chińskim, ale prześcignęła też Teslę w Unii Europejskiej. I to samo zapowiada się w Wielkiej Brytanii i Japonii.

Sukces chińskich samochodów opiera się nie tylko na cenie, ale i własnej technologii. Ich gigant w produkcji akumulatorów, firma CATL, ma aż 38% światowego rynku. BYD opracowała własny rodzaj akumulatorów. Polega na specyficznej konstrukcji (stąd ich nazwa Blade - ostrze), a także zastosowanych materiałach. Wykorzystują oprócz litu także żelazo i fosforany (w odróżnieniu od najpopularniejszych akumulatorów litowo-jonowych, nazywane są akumulatorami litowo-żelazowo-fosforanowymi - LFP). Wyróżniają się termicznym bezpieczeństwem i żywotnością.

Wspomnieliśmy, że zachodnie firmy zaczęły podglądać Chińczyków. Podglądanie konkurencji jest naturalne, ale wszak jeszcze niedawno, chińskie produkty były jedynie kopią zachodnich. Teraz to Zachód chce się dowiedzieć, jakie pomysły mają Chińczycy. Zdradził to niedawno Jon McNeill, który był szefem Tesli w latach 2015-2018. W wywiadzie dla "Business Insider" powiedział, że Tesla kupowała chińskie samochody, które rozkładała na części, aby poznać ich tajemnice.

Taka praktyka jest powszechna w branży motoryzacyjnej. Znamienne jest jednak, że pionier samochodów elektrycznych XXI wieku, który pokazał światu, że technologia EV jest już możliwa, podgląda Chińczyków, traktowanych jako potrafiących tylko coś skopiować. I było to dekadę temu, gdy królował wprowadzony w 2012 roku Model S, który właściwie nie miał jeszcze konkurencji. W USA.

Z rozłożonych samochodów z Chin, Tesla dowiedziała się, że kluczem do uzyskania niskiej ceny (ale też poprawienia niezawodności) jest stosowanie tych samych elementów w różnych modelach. Wszystkie elementy niewidoczne dla klienta - od silniczka wycieraczek po elementy napędu - BYD stosuje te same we wszystkich swoich modelach. Masowa produkcja obniża koszty, pozwala też na lepsze ich dopracowanie.

Chińczycy imponują nie tylko samochodami elektrycznymi, choć spalinowe nie są w USA sprzedawane. Chery Tiggo 8 to duży, 7-osobowy SUV, właśnie z silnikiem spalinowym. W Europie jego cena zaczyna się od ok. 36 tysięcy dolarów (w Polsce od 130.900 zł), ale w USA, bez podatku VAT byłby dużo tańszy.


W czasach szefowania w Tesli McNeilla, w jego firmie powstawały Model 3 oraz Model Y. Pierwszy pojawił się w sprzedaży w 2017 roku, a drugi w 2020 roku. I choć to dwa różne samochody, innej kategorii (sedan oraz kompaktowy SUV), aż 75% ich elementów jest identycznych. Tesla ewidentnie coś zyskała z podglądania Chińczyków. Ale jeżeli chce z nimi konkurować, nie może tylko ich naśladować. Musi wprowadzać własne innowacje, lepsze od chińskich.

Oczywiście chińskie samochody wciąż mają swoje problemy. Na rynku pojawiło się dużo różnych marek, oferujących różną jakość wykonania. Badania Initial Quality Study firmy J.D. Power, czyli sprawdzanie problemów pojawiających się w nowo wyprodukowanych samochodach, pokazują błędy w oprogramowaniu elektroniki chińskich samochodów oraz w ich systemie inforozrywkowym (infotainment). Nawet taki potentat jak BYD ma wpadki. Do poprawy wadliwej konstrukcji (tzw. recall) musiał przyjąć 210 tysięcy samochodów. Takie sytuacje pojawiają się we wszystkich markach, ale w przypadku marek chińskich są głośno komentowane jako rzekome potwierdzenie ich słabej jakości.

Reputację porządnej marki buduje się przez długie lata. Zachodnie marki mają więc jeszcze czas, aby nie przegrać z chińskimi markami. Pomóc powinna nie tylko tradycja, ale i rozbudowana sieć dealerów sprzedaży, a więc i punktów napraw. Ale czas biegnie dziś bardzo szybko. Szczególnie, że coraz ważniejszym segmentem rynku są samochody elektryczne, w których tradycje nie grają aż tak ważnej roli.

Najlepiej pokazała to Tesla, która w ciągu zaledwie kilkunastu lat pogrążyła Wielką Trójkę z Detroit. Pokazuje to wycena giełdowa poszczególnych koncernów. Wartość General Motors to dziś 68 mld dolarów. Ford jest wyceniany przez giełdę na 47 mld, a Stellantis (powstał po połączeniu Fiata i Chryslera) - 19 mld dolarów. Wartość Tesli to 1486 mld dolarów. A więc 11 razy więcej niż trzy koncerny z Detroit razem wzięte.

Tymczasem badania pokazują, że już ponad połowa Amerykanów jest otwarta na kupno chińskiego samochodu.

Przeczytaj też pierwszy artykuł "Groźni Chińczycy".

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!