Aby samochód NIE jechał szybciej

Samochody są coraz bezpieczniejsze, ale statystyki wypadków w ostatnich kilku latach znacząco się pogorszyły. W latach 2019-2022 liczba ofiar śmiertelnych na amerykańskich drogach wzrosła aż o 19%. Dość surowe - w porównaniu do Europy - ograniczenia prędkości nie powstrzymują kierowców od szybkiej jazdy. A im większa prędkość, tym większe niebezpieczeństwo, że wypadek zakończy się czyjąś śmiercią.

Policja ma wiele urządzeń pomagających w łapaniu kierowców łamiących przepisy. W rubryce "Technika i gadżety" opisaliśmy już urządzenie śledzące, które policja może wystrzelić w kierunku ściganego samochodu i przyczepić je do niego. Śledząc lokalizację samochodu przez GPS nie trzeba gonić go z zawrotną prędkością, ryzykując życie funkcjonariuszy i innych użytkowników drogi.

Tekst opisujący ten gadżet jest dostępny na naszej stronie internetowej abecadlo.com w zakładce "Technika i gadżety", z datą 31 stycznia 2024 roku i pod tytułem "Bezpieczny pościg".

Gadżetów policja ma więcej. Najpowszechniejsze jest zwykłe urządzenie radarowe, mierzące prędkość samochodu. Na skrzyżowaniach montuje się też kamery, które rejestrują samochody przejeżdżające na czerwonym świetle. W Polsce popularność zyskują tzw. odcinkowe pomiary prędkości. Na początku i końcu takiego odcinka instalowane są kamery, które odczytują tablice rejestracyjne przejeżdżających samochodów. Jeżeli któreś z aut pokona odcinek zbyt szybko, jego właścicielowi automatycznie wystawiany jest mandat.

Ustawodawca chce, aby samochód nie pozwalał jechać szybciej, niż pozwalają znaki.


Wszystkie takie rozwiązania mają jedną wadę. Służą jedynie wymierzeniu kary za złamanie przepisów. Nie zapobiegają jednak groźnym sytuacjom, gdy kierowca je łamie. W Kalifornii, tylko w jednym roku, California Highway Patrol wystawiła ponad 3000 mandatów za jazdę z prędkością ponad 100 mil na godzinę. Każda taka sytuacja groziła tragedią. Tragedii zresztą nie brakuje - w 2022 roku aż 4400 mieszkańców Kalifornii straciło życie w wypadkach samochodowych. W stosunku do 2019 roku był to wzrost aż o 22%.

Dlatego w Kalifornii pojawił się kolejny pomysł zaangażowania technologii do poprawienia bezpieczeństwa. Pojawił się projekt ustawy o nazwie Speeding and Fatality Emergency Reduction, której skrót nieprzypadkowo układa się w słowo SAFER (ang. bezpieczniej). Ustawa zakłada, że wszystkie "nowe samochody sprzedawane w Kalifornii" będą musiały być wyposażone w ogranicznik prędkości.

Działać ma w ten sposób, że nie pozwoli na rozwijanie wiekszej prędkości niż 10 mil na godzinę powyżej dozwolonej w danym miejscu.

Nad ustawą debatę rozpoczęła w ubiegłym tygodniu senacka Komisja Transportu stanu Kalifornia. Ale nawet jeżeli ustawa przejdzie cały proces legislacyjny, producenci będą mieli zapewne jakiś okres na wprowadzenie wymaganych urządzeń. Wbrew pozorom, może to nie być proste. Informację o limicie prędkości w danym miejscu posiada każdy GPS czy nawet program w telefonie. Czasem pojawiają się jednak błędy albo informacja nie jest zaktualizowana. Na przykład po zakończeniu robót drogowych, na mapie dostępnej dla GPS może wciąż obowiązywać rygorystyczne ograniczenie. Wówczas na wyremontowanej autostradzie większość samochodów mknąć będzie z dużą prędkością, a niektóre nowe, z wbudowaną blokadą, będą zmuszone do jazdy na przykład z prędkością 20 mil na godzinę. A to oznacza spore zagrożenie. Ustawodawcy mają jeszcze dużo do przedyskutowania.

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!