Secret Service boi się dronów

Agencja Secret Service pracuje nad metodami obrony przed atakami dronów. Wojna w Ukrainie pokazuje, że są one niezwykle skuteczną bronią, która potrafi precyzyjnie trafić nawet w pojedynczą osobę. Drony są ponadto stosunkowo tanie i dostępne nawet dla zamachowców działających w pojedynkę.

Secret Service uruchomiła nowy program dla opracowania dronów ofensywnych i defensywnych, a także innych metod zwalczania zagrożenia. Posiada już w swoim arsenale drony "myśliwskie", polujące na inne drony, które mogą zestrzelić albo złapać drona w siatkę. O tego typu dronach pisaliśmy już kilka lat temu w rubryce "Technika i gadżety".

Na czele programu o wielomilionowym budżecie stoi zastępca dyrektora Secret Service Mathew Quinn. Twierdzi, że "Biały Dom jest najbezpieczniejszym miejscem na świecie". Ale jednocześnie przyznaje, że agencja nie ma jeszcze skutecznych metod obrony przed atakiem tzw. roju dronów, czyli dużej liczby dronów atakujących jednocześnie.

- Roje są potężnym problemem i dużym zagrożeniem - powiedział dziennikarzom Quinn. - Bardzo chciałbym wam powiedzieć, że problem rojów jest rozwiązany. Nie jest - przyznał zastępca dyrektora Secret Service. - Wiemy, że ta technologia uderzy w naszą ojczyznę w którymś momencie - dodał Quinn.

W dzisiejszych czasach nie wystarczy już tylko ochrona Secret Service na ziemi. Atak może nadejść z powietrza.


Do prób ataków pojedynczymi dronami już dochodziło. Najpoważniejszym z nich była próba ataku w czasie tradycyjnego meczu futbolu amerykańskiego pomiędzy żołnierzami Army oraz Navy w grudniu ubiegłego roku. Na meczu był prezydent Donald Trump oraz członkowie Kongresu USA. Secret Service unieszkodliwił drona używając sprzętu do zakłócania sygnału radiowego, którym dron był sterowany.

Agencja ochraniająca wielu ważnych polityków i urzędników musi zajmować się ogromną ilością zagrożeń. Tylko w tym roku było ich już 10 tysięcy. To wzrost aż o 40% w stosunku do poprzedniego roku, jak podaje szef Secret Service Sean Curran.

Nawet sam Donald Trump był celem zamachowca trzykrotnie w ciągu ostatnich dwóch lat. Było to w waszyngtońskim hotelu w czasie kolacji dla korespondentów Białego Domu, wcześniej na polu golfowym na Florydzie, a jeszcze w czasie kampanii wyborczej w Butler, w Pennsylwanii na wiecu wyborczym.

W Butler Trump został postrzelony w ucho. Sean Curran był wówczas szefem grupy agentów zabezpieczających wiec. Po zamachu tłumaczył się niewystarczającą liczbą agentów, o zwiększenie której domagał się od zwierzchników. Trump przyjął jego tłumaczenia i dwa dni po swoim zaprzysiężeniu na prezydenta mianował go szefem całej agencji Secret Service.

Agencja boryka się z niedoborem agentów od lat. Raport Inspektora Generalnego Bezpieczeństwa Narodowego podaje, że grupa do walki ze snajperami liczy 73% agentów mniej niż niezbędne minimum. Matthew Quinn podaje, że obecnie szkolenie przechodzi 942 kandydatów na agentów, podczas gdy w ubiegłym roku było to "może ze 200".

Agenci przechodzą natomiast dodatkowe szkolenia, aby błędy z Butler się nie powtórzyły. Dodatkowe zabezpieczenia otrzymuje też limuzyna, którą podróżuje prezydent. Większość z nich jest tajna. Przez opancerzenie samochodu i wiele niezwykłych funkcji, ocenia się, że pojazd waży niemal 10 ton.

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!