Amerykańscy meteorolodzy ostrzegają, że kończące się lato nie oznacza końca pogodowych anomaliów i ekstremalnych zdarzeń. Zapowiadają trudną jesień i zimę, w czasie których wciąż będzie dochodzić do ulewnych deszczów i powodzi. I tłumaczą, z czego wynika wyjątkowo trudny rok.
Powodzie, do których dochodziło w najróżniejszych stanach - na Hawajach, w Teksasie, Missouri, Indianie, Kentucky, Wirginii Zachodniej i Nowym Jorku - wydają się być nie związane ze sobą.
Ale naukowcy tłumaczą, że wszystkie są następstwem większej niż zwykle ilości pary wodnej w powietrzu. Na Pacyfiku i na większości obszarów Stanów Zjednoczonych poziom pary wodnej jest o 5% do 15% wyższy niż zwykle.
Analiza przedstawiona w dzienniku "Washington Post" pokazuje, że od czerwca br., wilgoć przenoszona znad Pacyfiku na kontynent amerykański spowodowała rekordowe opady w aż 44 stanach z 48 stanów kontynentalnych (czyli oprócz Hawajów i Alaski).
Ogromne ilości pary wodnej w powietrzu powodują, że o deszcz nietrudno.
- To dlatego mamy te opady określane jako 1 na 1000 lat - tłumaczy meteorolog Jeff Berardelli. - Bo prawdopodobieństwo jest obliczane na podstawie klimatu w przeszłości. Teraz mamy nowy klimat. Dużo więcej wilgoci daje możliwość tworzenia się burz. El Nino bardzo wzmacnia obecnie ten efekt, ale stoi za tym mechanizm długoterminowego ocieplania się klimatu. - mówi Berardelli.
Zjawisko El Nino, polegające na nieprzeciętnie wysokiej temperaturze powierzchni Oceanu Spokojnego w części równikowej i wschodniej, jest w tym roku wyjątkowo silne. Ocenia się współcześnie żyjący człowiek nigdy wcześniej takiego nie doświadczył. Również instrumenty pogodowe nie zarejestrowały tak ekstremalnych parametrów od 1850 roku.
Agencja Unii Europejskiej Copernicus Climate Change Service (C3S) podała, że 22 sierpnia padł rekord średniej temperatury oceanu. Wyniosła 21.10 stopnia Celsjusza (69.98 Fahrenheita). Poprzedni rekord zanotowano zaledwie dwa lata temu, w marcu 2024 roku.
Duża ilość wilgoci w powietrzu nie przekłada się jeden do jednego na opady. Ale różne zjawiska, jak na przykład front atmosferyczny albo niskie ciśnienie wywołują gwałtowne uwalnianie pary wodnej. A jej ilość jest wyjątkowo duża ze względu na podwyższanie się temperatur. Temperatury rosną przez zmiany klimatyczne, a w tym roku dodatkowo przez silne zjawisko El Nino.
Zgodnie z prawami fizyki, maksymalna ilość pary wodnej, która może znajdować się w powietrzu, zależna jest od ciśnienia i od temperatury. Wzrost temperatury tylko o 1 stopień Celsjusza powoduje, że powietrze może zawierać 7% więcej pary wodnej. Masy ciepłego powietrza zawierają więc ogromne ilości wody, która prędzej czy później spadnie na ziemię.
Meteorolodzy przewidują, że przyszły rok może być znowu rekordowy. Ilość wilogci w powietrzu może być jeszcze większa niż w roku obecnym. Jeff Berardelli powiedział dziennikarzom, że przewiduje duże opady już w zimie, szczególnie na południu kraju. Ale ekstremalne zjawiska będą odczuwalne w całym kraju, a nawet globalnie. "To, co zobaczymy jesienią i zimą, może być bezprecedensowe" - mówi Berardelli.