Po raz pierwszy w historii, obydwie izby amerykańskiego Kongresu zagłosowały za odebraniem prezydentowi prawa do kontynuowania wojny. Na początku czerwca zrobiła to Izba Reprezentantów, stosunkiem głosów 215-208. Do demokratów żądających zakończenia wojny z Iranem dołączyło wtedy w głosowaniu czterech kongresmanów republikańskich. Teraz, we wtorek 23 czerwca, to samo przegłosował Senat, stosunkiem głosów 50-48.
Demokraci wielokrotnie próbowali przeforsować odebranie Donaldowi Trumpowi prawa do prowadzenia wojny. Praktycznie za każdym razem, gdy Kongres się zbierał, zgłaszano rezolucję na ten temat, powołując się na War Powers Resolution, rezolucję przyjętą przez Kongres w 1973 roku, po ciągnącej się wojnie w Wietnamie.
Wtorkowe głosowanie w Senacie było już dziesiątym, bo we wszystkich wcześniejszych rezolucja była odrzucana przez większość republikańską. Za jej przyjęciem głosowało tylko czterech republikańskich senatorów - Lisa Murkowski z Alaski, Susan Collins z Maine, Rand Paul z Kentucky oraz Bill Cassidy z Luizjany. Z kolei demokratyczny senator z Pennsylwanii John Fetterman głosował za jej odrzuceniem. Przyjęcie rezolucji w dziesiątym głosowaniu było możliwe dzięki nieobecności dwóch senatorów republikańskich.
Decyzja dwóch izb Kongresu o zakończeniu wojny pozostanie prawdopodobnie jedynie symboliczną. W 1983 roku Sąd Najwyższy USA uznał, że rezolucja tego typu musiałaby być podpisana przez prezydenta, lub jego weto musiałoby być odrzucone w Kongresie, aby stała się obowiązująca.
Niszczyciel USS Rafael Peralta patrolujący Morze Arabskie w ramach blokady statków płynących z portów Iranu, 18 maja 2026 roku.
Jest oczywiste, że to się nie zdarzy. Dlatego prezydent Trump nazwał rezolucję Kongresu "nie mającą znaczenia". Podobne stanowisko prezentują republikanie.
Demokraci wskazują natomiast, że Konstytucja USA oddała decyzję o prowadzeniu wojny Kongresowi, a nie prezydentowi. Prezydent może prowadzić wojnę bez zgody Kongresu przez 60 dni. Może ten okres przedłużyć jeszcze o 30 dni, powołując się na zagrożenie bezpieczeństwa państwa. Potem jednak musi otrzymać zgodę legislatorów, aby kontynuować działania wojenne. Sprawa może więc trafić do sądu, choć nie jest to przesądzone.
Decyzja Senatu o wstrzymaniu wojny zbiegła się w czasie z prośbą Pentagonu o dodatkowe fundusze. Sekretarz obrony (wciąż nazywany tak przez większość amerykańskich mediów, choć formalnie jego departament zmienił nazwę na Departament Wojny) Pete Hegseth chce 80 miliardów dolarów na uzupełnienie uzbrojenia, osłabionego przez wojnę w Iranie. Pentagon oceniał w pierwszym tygodniu wojny, że jej koszt wyniesie... 11,3 miliarda dolarów. Obecnie eksperci obliczają koszty na około 100 miliardów.
To jednak nie wszystkie koszty ataku na Iran. Ogromne pieniądze Amerykanie wydali na droższą benzynę. Droższe paliwo diesel do maszyn rolniczych i droższe nawozy wywołają wzrost cen żywności. Mniejszy będzie całkowity wzrost gospodarczy USA. Dodatkowo, w porozumieniu podpisanym w ubiegłym tygodniu z Iranem, zawarto utworzenie funduszu na odbudowę Iranu w wysokości 300 miliardów dolarów.
Wszystkie te koszty mają być poniesione, aby powrócić do sytuacji sprzed wojny. Media wciąż przypominają, że Iran podpisał już umowę z nuklearnymi mocarstwami w 2015 roku. Zobowiązał się wówczas do rezygnacji z pozyskania bomby atomowej i zgodził się na cykliczne kontrole w jego ośrodkach nuklearnych. Ówczesny prezydent Barack Obama obiecał natomiast Iranowi wypłatę kwoty 1,7 miliarda dolarów. Umowę zerwał prezydent Donald Trump w czasie swojej pierwszej kadencji.
Opublikowany we wtorek sondaż Ipsos, dla agencji Reuters, pokazał słabe poparcie dla wojny z Iranem. Zaledwie co czwarty Amerykanin uważa, że jest ona warta pieniędzy, które kosztuje. Większość badanych nie wierzy także, że porozumienie z Iranem utrzyma się.