W Nowy Rok znowu wszyscy czynią postanowienia. Nie wiem po co, skoro i tak nikt o nich potem nie pamięta. Przypomina sobie zwykle dokładnie po roku, kiedy czas zrobić nowe postanowienia. Ale po co robić nowe, skoro stare są ciągle dobre.
Pewnie wśród najpopularniejszych postanowień jest to, że muszę schudnąć. Ale nie będę was zanudzać moimi problemami. Znacznie fajniej jest popatrzeć, co nie udało się innym.
Najczęściej piszę tu o polityce, więc niepowodzeń poszukam wśród naszych polityków. Wiem, idę na łatwiznę, bo przecież niemal każdy z nich dostarcza nam przykładów na co dzień. To niekoniecznie są nieudane postanowienia noworoczne. Nie wiem, czy oni w ogóle robią jakieś postanowienia. Chyba też nie widzą w tym sensu, bo przecież esencją ich działania jest zmienianie zdania i wypieranie się tego, co powiedzieli wczoraj. Albo nawet dzisiaj. Albo nawet jeszcze tego nie powiedzieli, ale już się tego wypierają.
Szukanie niewykonanych zadań zacznijmy naturalnie od rządzących. Bo oni mają różne zadania do wykonania. Na tym polega rządzenie. Opozycja nic nie musi. Co jednak nie znaczy, że to im także mogło się nie udać.
Zaczynamy od rządzących, czyli nie od prezydenta, choć jemu się wydaje, że to on rządzi. Ale on jest z pewnością w opozycji. Tylko takiej, która coś jednak musi. Ma pewne obowiązki, jak na przykład zaprzysięgać oficerów, sędziów, ambasadorów. Na razie mu to nie wychodzi.
Ten, co naprawdę rządzi, też zaliczył niepowodzenia. Donald Tusk na fotelu prezydenta nie posadził swojego ucznia Rafałka. To na pewno było na jego liście, nie tyle postanowień, co pewniaków. No, sami widzicie, że nie ma co robić ambitnych postanowień, skoro nawet najprostsze rzeczy mogą się nie udać.
Listę tego, co nie udało się Tuskowi, codziennie publikuje telewizja Republika, więc chyba nie muszę jej tu powtarzać. Lista jest długa, ale wciąż udoskonalana, dzięki czemu coraz ciekawsza. Działacze Republiki są bardzo kreatywni, ale w pokorze przyjmują fakt, że sami nie wszystko są w stanie wymyśleć. Więc pozwalają na prezentowanie jeszcze bardziej niezwykłych pomysłów, co źle zrobił Tusk, przez zapraszanych gości.
Szymon Hołownia też ma sporo niepowodzeń. Jako marszałek Sejmu był drugą osobą w państwie. Zapragnął być pierwszą, ale nie udało się. Potem chciał już tylko pozostać tą drugą. Ale pamiętliwi koalicjanci z Lewicy przypomnieli mu, że jest marszałkiem rotacyjnym i w połowie kadencji to ich człowiek ma go zastąpić. No to ostatecznie Szymek stwierdził, że może być Wysokim Komisarzem ONZ. Pozostał tylko wysokim.
Na pocieszenie ciągle jest wicemarszałkiem Sejmu. Ale nie chce już być nawet przewodniczącym Szymona Hołowni. To znaczy partii o nazwie Polska 2050 Szymona Hołowni. Bo tam już tylko zgliszcza i 2-procentowe poparcie. Ale nawet te 2 procent
@---niektórzy chętnie wezmą i stają do wyborów nowego przewodniczącego. Są wśród nich ludzie, którym też się nie udało. Jak Ryszard Petru, któremu nie udała się Nowoczesna. Albo Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, której nie udało się zostać wicepremierem, choć tak bardzo chciała.
Nie udała się też Trzecia Droga. Polakom w zupełności wystarczą dwie drogi. Jedna prowadzi w jedną stronę, a druga w drugą. Logiczne. Każdy może sobie wybrać, czy chce jechać na wschód, czy na zachód. Trzecia Droga poszła do rozbiórki. Zarówno politycy Polski 2050, jak i PSL tłumaczyli, że była to Droga Tymczasowa i rozbiórka była planowa. Ale zakłócenia w ruchu uderzyły w obydwie partie i teraz nawet razem nie mają 5 procent potrzebnych na wejście do Sejmu.
Szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz radzi sobie dobrze. Jest nie tylko wicepremierem, ale i ministrem obrony, jakże ważnym w obecnych czasach. Dostał ogromne pieniądze do wydania i ma dobre notowania osobiste. Ale nie pociągnął nimi całego PSL. Może dlatego, że on się zajmuje obroną, a tu potrzebny jest atak.
Atakować miał też Adam Bodnar. Jako prokurator generalny miał zapełnić więzienia kombinatorami z PiS. Ale sprawami kierował z wrodzoną delikatnością i nikogo za kratki nie wsadził. Więc Tusk, bez wrodzonej delikatności, wywalił go z rządu i wziął sobie Waldemara Żurka. A żurek zwykle jest gorący.
Przejdźmy do opozycji. Karol Nawrocki odniósł niezwykły sukces zostając prezydentem. Niesiony tym powodzeniem stwierdził, że rozwali rząd i w ogóle wszystko, co rząd buduje. Postanowienia nie wypełnił, bo rządu nie rozwalił, a Tusk ze swoją Koalicją Obywatelską rośnie w siłę. Zresztą tak jak i Polska, która ma najwyższy wzrost gospodarczy w Europie.
Nie mógł rozwalić rządu, to rozwalił Okrągły Stół. W częściach wywiózł go z Pałacu Prezydenckiego i mówi, że rozwalił też postkomunizm. Tyle, że drugim człowiekiem w państwie jest teraz Włodzimierz Czarzasty. No, ale patrząc z jaką przeszłością mamy pierwszego obywatela, to postkomunista na drugim miejscu to i tak niski wyrok.
Nie udało się też Jarosławowi Kaczyńskiemu. Po zwycięstwie Nawrockiego w wyborach prezydenckich myślał, że będzie miał w polskich władzach konia trojańskiego. Tymczasem ma czarnego konia prawicy, który wierzga jak chce. Ale tak to już z koniem jest. Koń jaki jest, każdy widzi. No, właściwie nie każdy, bo połowa narodu dała mu dużo większe mieszkanie niż te, które zakosił panu Jerzemu. A na zagraniczne wycieczki, na które już wcześniej jeździł za państwowe pieniądze, może zabierać teraz nie tylko żonę, ale i kumpli.
Wśród kumpli też nie wszystkim się powiodło. Wielki Bu nie dostał listu żelaznego i Niemcy oddali chłopa polskiej policji.
Dla odmiany poseł PiS Marcin Romanowski nie powrócił na ojczyzny łono. Zalega na Węgrzech. Na pocieszenie przyjechał do niego jego szef, zwany też mocodawcą, Zbigniew Ziobro. Ziobrze też się w tym roku nie powiodło. Nie uciekł przed zeznawaniem przed komisją śledczą, przed prokuratorskimi zarzutami, uciekł więc na Węgry. Nie został jednak męczennikiem, bo sondaże pokazują, że Polacy go olewają.
Smutny jest też Przemysław Czarnek. Tyle milionów wydłubał z państwowej kasy na różne wille, które miały być ostoją fundacyjek, dających przeżyć w czasie braku dostępu do koryta. A tu fundacyjki w ogóle nie działają i wille muszą oddawać.
Nietrafiona była też inwestycja w Roberta Bąkiewicz. Dobrze, że w porównaniu z Czarnkiem dostał tylko na waciki, zaledwie 5 milionów. Ale miał zatrzymać te niemieckie czołgi na naszej zachodniej granicy, a ich nawet nie znalazł. Zamiast tego, sfrustrowany rzucił się na polskich funkcjonariuszy Straży Granicznej i dostał zarzuty.
Słabo idzie też w samym PiS - Harcerzom, Maślarzom i innym frakcjom. Chciały już przejąć schedę po Kaczyńskim, a ten na emeryturę ciągle się nie wybiera. Zresztą schedy może w ogóle nie być, jak PiS dalej będzie tak zjeżdżał w sondażach.
Niepowodzenia doznał także Sławomir Mentzen. Bardzo sprytnie rozgrywał wybory, ale to nie on został królem, a może koniem prawicy. Ale o wiele gorsze jest to, co stało się po wyborach. Przedtem były dwie Konfederacje w Konfederacji - jego i Krzysztofa Bosaka. A teraz są już trzy, bo własną ma jeszcze Grzegorz Braun. Znaczy jest Trzech Króli.
Braun też nie zrealizował swoich postanowień. W tym roku nie zgasił Chanuki, choć gaśnicę wypolerował. W ogóle nie wpuścili go do sejmu. A z europarlamentu, gdzie jest posłem, go wyprowadzili. A potem jeszcze odebrali immunitet i postawili przed sądem.
Jakoś nie mam współczucia dla tych wszystkich, którym się tyle nie udało. Jedyne, czego żałuję, to że pan Jerzy nie odzyskał mieszkania. Dalej jest w domu opieki, choć teraz może się chwalić, że dożywotnio ma się nim opiekować sam prezydent. Ma. Przed świętami nawet go odwiedził, tradycyjnie raz w roku. W domu opieki, bo mieszkania nie oddał.