Pożary małe i duże

Nie mogę dziś nie zacząć od pożaru w Puszczy Solskiej, pod Biłgorajem. Dla osób z innych regionów Polski podam, że to piękne obszary leżące pomiędzy Zamościem a Stalową Wolą. Ogień pochłonął już wiele hektarów lasu, zginął też pilot samolotu, który się rozbił w czasie akcji gaszenia. W chwili, gdy piszę te słowa, pożar jest wciąż nieopanowany, a ze względu na wiejący wiatr szybko się rozprzestrzenia.

Zagrożone są liczne domy, w kierunku których ogień może się przemieścić. Niektórzy już ewakuują się z nich, co jest rozsądnym działaniem, nawet jeżeli zagrożenie jest niewielkie. Lepiej bowiem spakować się mając na to czas, niż czekać z tym do momentu, gdy trzeba będzie uciekać.

Jeżeli miałoby dojść do takiej ucieczki w ostatniej chwili, to pewnie niejeden pożałuje, że zignorował broszury, które niedawno rozesłane zostały do domów wszystkich Polaków. Zawierają bowiem instrukcje, jak przygotować się do ewakuacji. Co trzeba mieć przygotowane na taką ewentualność, co ze sobą zabrać itd. Rozsyłanie broszur było kojarzone z zagrożeniem wojennym, chociaż dotyczą one także sytuacji katastrofy naturalnej. Być może teraz instrukcje zostaną potraktowane nieco poważniej.

Tyle razy słyszeliśmy o wielkich pożarach tam u was, w Ameryce. Szczególnie o tym żywiole w Kalifornii, gdzie w ostatnich latach dokonywał zniszczeń praktycznie co roku. Mówiło się w tym kontekście o zmianach klimatycznych, ale dla nas to wszystko było bardzo odległe. Teraz widzimy, że brak opadów ma już tak dramatyczne skutki, że i u nas może dochodzić do wielkich pożarów.

Swego rodzaju pożary wybuchają także w polskiej polityce. W tych mniejszych mogą spłonąć pojedyncze drzewa, ale jednak znaczące. Prokuratura interesuje się byłym marszałkiem Sejmu Szymonem Hołownią. Sprawę już w 2024 roku opisywały media, przy okazji afery uczelni Collegium Humanum, która rozdawała dyplomy za odpowiednią opłatą dla osób, które nie miały czasu przychodzić na zajęcia.

Wśród nagrodzonych ma być Hołownia, który jednak nigdy dyplomem się nie pochwalił i twierdzi, że nawet o niego nie zabiegał. Zapisać miał go kolega z Polski 2050, Michał Kobosko, który teraz też jest na celowniku prokuratury. Ten przyznaje, że złożył dokumenty na uczelni, ale nauki nie podjął i nic w tej sprawie już nie robił. Zobaczymy, co powie prokuratura, która postawiła już zarzuty 84 osobom.

Gdy afera wybuchła, była wiązana z politykami PiS, którzy szybko potrzebowali odpowiedniego wykształcenia, aby zasiadać w zarządach spółek skarbu państwa. PiS głosiło, że to polityczna nagonka, ale gdy okazało się, że śledczy interesują się też osobami z obozu władzy, argument zniknął. Ale pewnie pojawi się znowu, jeżeli Hołownia i Kobosko zdołają się oczyścić z zarzutów. Jeżeli.

Spłonąć może też poseł Koalicji Obywatelskiej Wojciech Król. Nim też zainteresowała się prokuratura i to w dodatku Prokuratura Europejska. Polskie CBA aresztowało już w grudniu kilka osób w związku z aferą przy modernizacji tramwajów na Śląsku. Malwersacje dotyczyły także pieniędzy z Unii Europejskiej, stąd zainteresowanie Prokuratury Europejskiej.

Ciekawa jestem, jak politycy Prawa i Sprawiedliwości ocenią takie "wtrącanie się" obcych w nasze sprawy. Do tej pory, żądania praworządności i uczciwości, pochodzące z Europy były traktowane jako wciskanie nas "pod niemiecki but". Pozbawianie immunitetu kolejnych europosłów PiS przez Parlament Europejski był oczywiście "motywowany politycznie". No, ale jak oskarżony zostanie poseł KO, to pewnie mowa będzie inna.

Natomiast przekonanie, że żadnych europejskich głosów nie powinniśmy słuchać, wciąż panuje w Kancelarii Prezydenta RP. Tu też poczuli zagrożenie pożarowe, więc do działania przystąpił pierwszy strażak prezydenta, Zbigniew Bogucki. Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł bowiem, że żadne władze nie mają prawa przeszkadzać w podjęciu pracy nowo wybranym członkom Trybunału Konstytucyjnego. Siedmiu sędziów ETPCz stwierdziło to jednogłośnie i kategorycznie, nakazując, aby natychmiast dopuścić sędziów TK do pracy.

Wiadomo, że wyrok w praktyce dotyczy Bogdana Święczkowskiego, który pełni funkcję szefa TK i nie przydzielił nowym sędziom nawet gabinetów, nie mówiąc już o sprawach do rozpatrywania. Przychodzą do budynku TK i siedzą na korytarzu, albo pójdą czasem do biblioteki. Na orzeczenie zareagował Bogucki, jako szef Kancelarii Prezydenta, bo to od Karola Nawrockiego zaczął się problem. I na niego powołuje się Święczkowski, nie dopuszczając sędziów do pracy. Prezydent nie zorganizował uroczystości złożenia przysięgi przez sześciu sędziów, a jedynie zrobił to tylko dla dwojga. Pozostała czwórka złożyła przysięgę w Sejmie, zaznaczając, że robi to "wobec prezydenta" i składając podpisaną przysięgę w jego kancelarii. Ale prezydent nie uznaje takiej przysięgi, bo uważa, że to on musi się zgodzić na wybór sędziów, a zgodził się tylko na dwóch.

Pan Bogucki to teraz powtórzył. Mówiąc że to Konstytucja jest najwyższym prawem w Polsce stwierdził, że nie ma innego organu niż Trybunał Konstytucyjny, który może rozstrzygać polskie spory. Tym samym uznał, że wszystkie rozstrzygnięcia w europejskich trybunałach, które od dekad Polska respektuje, są w Polsce nieważne. Umowy międzynarodowe, które podpisaliśmy, członkostwo w Unii Europejskiej, nie obowiązują, nie są już ważne. Najwyraźniej jego zdaniem, nie jesteśmy już w UE, ani w Europie w ogóle, czy nawet w gronie cywilizowanych krajów, które respektują umowy i słuchają trybunału orzekającego w prawach człowieka.

Pan Bogucki powołał się na Konstytucję. Tę samą, która nakazuje nam respektować międzynarodowe umowy i tym bardziej prawa człowieka. Żeby było śmieszniej, przypomniał, że prezydent skierował do TK wniosek o rozstrzygnięcie rzekomego sporu konstytucyjnego w sprawie wyboru sędziów do TK. Chociaż Konstytucja mówi wprost, że to Sejm wybiera sędziów, kropka. Jedynie ślubowanie składane jest "wobec prezydenta", co wcale nie wymaga "obecności prezydenta". Bo prezydent nawet nie "odbiera" ślubowania, więc nie może go przyjąć lub nie przyjąć. Ale prezydent chciałby, żeby było inaczej, nieważne co mówi Konstytucja.

Prezydent chciałby, żeby w ogóle Konstytucja mówiła co innego. Powołał kolejną już radę, która ma radzić, jaką by tu nową konstytucję napisać. Ta obecna jest zła, bo przecież są ciągłe spory pomiędzy rządem a opozycją. Jedni drugim wytykają, że konstytucję łamią. Spory są tak zaognione, że można je już nazwać pożarem. Tylko że nowa konstytucja tego pożaru nie ugasi. Bez względu jak by nie była napisana, zawsze ktoś może powiedzieć, że ją rozumie inaczej. Każdą konstytucję można łamać. Więc może to nie konstytucję trzeba wymienić, tylko tych, którzy ją łamią.

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!