W Polsce dzieje się dużo ciekawych rzeczy, ale w tym tygodniu największym zainteresowaniem cieszą się akurat wydarzenia poza granicami naszego kraju. Jednym z nich jest oczywiście zawieszenie broni pomiędzy Iranem i Stanami Zjednoczonymi oraz Izraelem. Ale bynajmniej nie dlatego, że Polacy jakoś szczególnie emocjonują się sukcesami ogłaszanymi przez prezydenta Trumpa, losem irańskiego reżimu, czy nawet ofiarami wśród cywilnej ludności w Iranie.
My mamy znacznie bardziej przyziemny powód do interesowania się wojną w Zatoce Perskiej. Jej efekt widzimy na co dzień, przejeżdżając obok stacji benzynowej. Przejeżdżając obok, bo nawet jak nie musimy na nią zajeżdżać, sprawdzamy aktualną cenę paliw. Obniżka podatku VAT i akcyzy przyniosła zapowiadaną obniżkę cen o ponad złotówkę, ale 6,21 zł, które dziś widziałam na Orlenie, to przecież ciągle dużo.
Dlatego z nadzieją przyjęliśmy informację z wtorkowej nocy, że dojdzie do zawieszenia broni i odblokowania Cieśniny Ormuz. Czyli benzyna zaraz stanieje? Bo przecież ropa już znacząco staniała. Będzie w końcu po 5,19 zł, jak kiedyś nieopatrznie zapowiedział premier Tusk? Wątpliwości są uzasadnione, bo przecież mieszkamy w Polsce nie od dziś i wiemy to od wielu lat, że jak jest powód, aby benzyna drożała, to drożeje, a jak jest powód, aby taniała, to cieszymy się, że... nie drożeje.
Tak było zawsze, więc pewnie będzie i teraz. Wątpliwości nie ma Prawo i Sprawiedliwość. I już zapowiedziało, że cena benzyny nie spadnie. I ma rację.
Chociaż wcale nie dlatego, że "Tusk będzie łupił" Polaków. Zawieszenie broni to jeszcze nie koniec wojny. Cena ropy spadła, ale ciągle jest bardzo wysoka. Tymczasem minister energii Miłosz Motyka, dopytywany był przez dziennikarzy, czy PiS ma rację, że benzyna nie stanieje. I cóż odrzekł? Że racji nie ma, bo jak ceny hurtowe benzyny zaczną spadać, to i na stacjach ceny będą niższe. Tyle że to stanie się kilka dni później.
Rany, co za wtopa. Niby powiedział prawdę i rzecz oczywistą. Ale nieopatrznie użył zwrotu "kilka dni". Młody chłopak, ten Miłosz, 33 lata. Niedoświadczony, to i nie rozumie, że Kowalski usłyszał w jego tłumaczeniu tylko te "kilka dni". A jak nie usłyszał, to PiS na pewno będzie te słowa ciągle przypominał. I pytał, dlaczego ceny ciągle nie spadły. Młody chłopak, ten Miłosz, ale to przecież uczeń Tuska. Czyż nie nauczył się od swego mistrza, że Polakowi nie wolno obiecywać niższych cen?
Tymczasem na kolejny dzień Miłosz zapowiedział cenę benzyny 6,27 zł. Sześć groszy... podwyżki.
Drugim tematem, którym Polacy się interesują w tych dniach, są wybory. Nie, nie w Polsce, u nas mamy w tej kwestii wyjątkowo długą przerwę. Wybory, które nas tak interesują, są w niedzielę na Węgrzech. Tam, po 16 latach jest szansa na odsunięcie od władzy Viktora Orbana.
Dla nas to ważne, bo węgierski premier jest ewidentnie agentem Putina. Pisałam już o ujawnieniu faktu, że jego minister przykazywał Rosjanom informacje z zamkniętych spotkań Unii Europejskiej. Teraz wyszło na jaw, że sam Orban zadeklarował w bezpośredniej rozmowie Putinowi, że chce mu "pomóc w każdy możliwy sposób".
Pomaga już w tej chwili. Zablokował 90 miliardów euro pomocy Unii Europejskiej dla Ukrainy. To ogromna suma, która może przesądzić o losach wojny. Zablokował też 2 miliardy dla Polski, które Unia miała nam dać jako zwrot kosztów pomocy dla Ukrainy. Nic więc dziwnego, że chcemy, aby Orban przegrał. Niech jedzie do Moskwy wspierać ruską wojnę za własne pieniądze.
Nadzieję na zwycięstwo węgierskiej opozycji wyraził kilka tygodni temu Donald Tusk. Prezydent Karol Nawrocki chce robić wszystko odwrotnie niż Tusk, więc poparł Orbana. I zrobił to nie tylko słownie. Pojechał do Budapesztu, żeby się z Orbanem uściskać, popozować do fotek i wspólnie ponarzekać na wrogą Unię Europejską. O Rosji nie wypadało mówić, bo to przecież przyjaciel gospodarza.
W ostatnich dniach na Węgry przyjechał też wiceprezydent USA, JD Vance. Chociaż generalnie kochamy Amerykę, jego słów trudno nam było słuchać. Pouczał całą Europę, że powinna brać przykład z Węgier, które prowadzą suwerenną politykę. Gdyby wzięła z nich przykład, to teraz nie miałaby kłopotu z drogą benzyną - twierdzi Vance.
Głoszenie tych bzdur zrzucamy na niewiedzę Amerykanina, który znalazł się w środku Europy. Węgry prowadzą tak suwerenną politykę, że 90% ropy naftowej biorą od Rosji. Są teraz od niej całkowicie uzależnione. A ceny benzyny mają nawet nieco wyższe niż w Polsce. I to po wprowadzeniu limitów na ceny paliw, podobnych do tych w Polsce. JD Vance powinien jednak chociaż wiedzieć, że ceny benzyny to teraz problem na całym świecie. Przecież mocno podrożała nawet u was w Ameryce, chociaż Stany Zjednoczone są samowystarczalne pod względem ropy naftowej.
Pojawienie się w wiceprezydenta USA w Budapeszcie na kilka dni przed wyborami i wyraźne poparcie dla Orbana było też krytykowane jako wtrącanie się w wewnętrzne sprawy innego kraju. Podobnie zresztą jak przyjazd Nawrockiego. Zobaczymy, czy przełoży się to na wygraną kolegi Putina. Nie jest to wykluczone, chociaż sondaże dają mu kilkanaście punktów procentowych straty do opozycji. Specyfika ordynacji wyborczej na Węgrzech, którą Orban wprowadził, może jednak pozwolić mu utrzymać się przy władzy.
Pojawiła się zajawka jeszcze jednego tematu, który ma szansę stać się w Polsce bardzo głośny. To już sprawa wewnętrzna, ale być może bardzo duża. Szykuje się bowiem kolejna afera finansowa. Portale Money i Wirtualna Polska ujawniły bowiem analizę, która wykazała dramatyczny spadek rezerw bitcoinów giełdy Zondacrypto.
Jak dramatyczny? O 99 procent. Nic dziwnego, że użytkownicy giełdy już zgłaszają problemy z wypłatą środków. Prezes giełdy Przemysław Kral uspokaja, że giełda zachowuje płynność finansową, ale czyż nie tak uspokajali wszyscy zamieszani w kolejne afery, jak Amber Gold czy GetBack?
Premier Tusk ogłosił natomiast, co w sprawie Zondacrypto przekazała mu Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Kral miał dokonać wpłat na rzecz dwóch fundacji - 450 tys. zł dla fundacji Instytut Polski Suwerennej Zbigniewa Ziobry oraz 70 tys. euro dla fundacji Dobry Rząd posła Konfederacji Przemysława Wiplera. Ważny jest moment wpłat, bo było to w czasie, gdy rząd próbował przeforsować ustawę o kontrolowaniu rynku kryptowalut. Prezydent Nawrocki ją zawetował, a PiS i Konfederacja głosowały przeciwko odrzuceniu weta.
Rząd próbuje ponownie przeforsować ustawę o kontroli kryptowalut i Tusk apeluje o jej poparcie. Nie omieszkał też przypomnieć, że Zondacrypto była głównym sponsorem prawicowej imprezy CPAC, z udziałem ówczesnego prezydenta Andrzeja Dudy i kandydującego wówczas na ten urząd Karola Nawrockiego.
A ja pokuszę się o przewidywanie. Jeżeli Zondacrypto będzie kolejną aferą finansową i tysiące Polaków straci majątek na kryptowalutach, PiS i Konfederacja będą pierwsze w oskarżeniu rządu, że tych kryptowalut odpowiednio nie kontrolował.