Przeczytałam wyniki sondażu, w którym zapytano "Jak ogólnie oceniasz Kościół katolicki w Polsce?" Aż 45% odpowiedziało, że negatywnie. Pozytywnych ocen było mniej, bo tylko 38%. Pozostałe 17% nie wiedziało, jak odpowiedzieć.
Ankietowanych poproszono też, aby porównali swoją ocenę do oceny sprzed kilku lat. Dokładnie połowa - 50% - stwierdziła, że dziś oceniają Kościół gorzej. Pozostali niemal wyłącznie nie zmienili zdania - 45% powiedziało, że ocenia go tak samo, a tylko 5% - że lepiej.
Czytając te wyniki pomyślałam, że nie wiedziałabym, jak odpowiedzieć na pytania tego sondażu. Kościół to przecież grupa ludzi wierzących w Boga, wyznająca tę samą wiarę i składająca się z najróżniejszych osób. Jak mam tych ludzi oceniać? I porównywać do swojej oceny sprzed kilku lat. Czy mam zauważyć, że więcej albo mniej grzeszą?
Ale gdy zaczęłam czytać analizę eksperta, zrozumiałam, że przeprowadzający sondaż mieli chyba na myśli nie tyle Kościół, co ludzi pełniących w nim funkcje duchowne. Bo ekspert wyjaśnił, że pogorszenie się oceny wynika z ujawnionych różnych skandali związanych z tymi osobami. Więc także ankietowani uznali, że Kościół to tylko osoby duchowne. Jak się źle zachowują, to Kościół jest do bani.
To ciekawe, że nigdy nie spotkałam się z pogorszeniem się oceny Kościoła w związku z jakimś gorszącym zachowaniem osoby świeckiej. Świeckiej, ale wierzącej, więc będącej takim samym członkiem Kościoła jak ksiądz czy zakonnica. No bo ludzie są przecież grzeszni - słyszałam zawsze wyjaśnienie.
A księża? No nie, oni mają przecież święcenia. To sakrament! Dobra, jakieś małe grzeszki można im wybaczyć. Ale jak ksiądz ma kochankę, to znaczy, że coś z tym Kościołem jest nie tak. Facet, który przyjął sakrament kapłaństwa, nie może się tak zachowywać!
I tu się zgadzam. Sakramenty zobowiązują. Tylko że osoby świeckie też przyjmują sakramenty. Chrzest, bierzmowanie, większość ludzi ma także sakrament małżeństwa. Facet, który przyjął sakrament małżeństwa też nie może mieć kochanki. Ale tu jakoś wybaczenie przychodzi nam bardzo łatwo. No, różnie w życiu bywa, wszyscy jesteśmy grzeszni. Zgadza się, wszyscy. Księża też. Tylko dlaczego wyłącznie ich grzechy mają nas zniechęcać do wiary?
Bo oni przecież mają nas nauczać, mają być wzorem - słyszę wytłumaczenie. A czy facet zdradzający żonę nie musi być wzorem dla swoich dzieci? Czy świecki członek Kościoła nie gorszy innych, gdy po pijanemu spowoduje wypadek? Jakoś to wszystko łatwo przychodzi nam wybaczyć. Usprawiedliwiamy się, że nam wolno więcej.
Przepraszam za to moralizowanie, ale to efekt kilku wydarzeń ostatnich tygodni. Najpierw święta Bożego Narodzenia, w tym tygodniu Trzech Króli i ten sondaż o Kościele. W Boże Narodzenie poszłam na pasterkę i zobaczyłam, że nasz nieduży kościół wypełnił się ludźmi. Nie piszę tego, żeby przekonywać, że sytuacja w Kościele jest dobra. Wręcz przeciwnie, wywołało to u mnie raczej dość smutne spostrzeżenie. Jak to jest, że na zwykłej niedzielnej mszy, ludzi jest o połowę mniej? Nie tylko w porównaniu do pasterki, ale też i innych mszy w pierwszy dzień Bożego Narodzenia. Najwyraźniej na święta mobilizujemy się, aby pójść do kościoła. W zwykłą niedzielę przecież już nie trzeba.
Jesienią każdego roku w kościołach przeprowadzane jest liczenie wiernych. Odsetek przychodzących do kościoła spadał przez 30 lat, a w pandemii runął z niecałych 40% do niecałych 30%. Pandemia się skończyła, ale odsetek niecałych 30% pozostał.
Ten odsetek liczony jest w stosunku do wszystkich ludzi mieszkających w dzielnicach, które obejmuje dana parafia. Ma pokazywać, ilu Polaków chodzi do kościoła. Ja bym dodała do tego liczenie wiernych w Boże Narodzenie. I obliczyła jaki odsetek tych, co przyjdą do kościoła w to święto, chodzi też w zwykłą niedzielę. Byłby to odsetek wiernych w grupie ludzi, którzy myślą o sobie, że są wierzący. Tyle że do kościoła nie chodzą, bo ci księża przecież źle się prowadzą.
W moim miasteczku dużo ludzi było nie tylko na mszy w Boże Narodzenie, ale też na orszaku Trzech Króli. Przeszedł przez całe miasto, a królowie jechali w pięknych strojach na koniach. Było na co popatrzeć, na koniec było wspólne śpiewanie kolęd na miejskim rynku przed ratuszem. Byłam zaskoczona frekwencją, bo mróz ściskał.
Szkoda że nie spotkałam tam mojej koleżanki, z którą miałam okazję niedawno pogadać przy kawie, w grupie kilku osób. Załamywała ręce nad sytuacją w polskim Kościele, mówiąc, że kolejne parafie są likwidowane. Stwierdziła, że brakuje księży. To samo zaczęły mówić inne moje rozmówczyni, podając przykłady różnych parafii.
Zamykanie parafii - których w Polsce jest ciągle ponad 10 tysięcy - to jednak nie wina braku księży, ale wiernych. Bo księży jest akurat bardzo dużo. Gdy próbowałam to powiedzieć, zostałam niemal zakrzyczana, że przecież w ogóle nie ma żadnych powołań. To prawda, od 2018 roku jest ich aż o połowę mniej. A w stosunku do początku lat 90-tych - aż pięć razy mniej. Ale tzw. pokolenie JPII (Jana Pawła II), przyniosło nam wielu księży i w 2016 roku była ich w Polsce rekordowa łączna liczba 25 tysięcy. Dane z 2024 roku pokazują nieco ponad 23 tysiące, ale w stosunku do 1990 roku to i tak dużo więcej. Bo wtedy było ich 19 tysięcy.
Księży mamy więc dużo. Jednocześnie do kościoła przychodzi dużo mniej ludzi. W mojej parafii, nawet gdy na mszy jest mało ludzi, najczęściej odprawia ją dwóch księży. A w niedzielę nawet trzech. Księży mamy dużo, ale przy takiej liczbie wiernych chodzących do kościoła, powołań będzie coraz mniej. I to nie jest wina księży.
Zawsze jednak trzeba wskazać winnego i najłatwiej pokazać palcem na tego, który jest na świeczniku. W Polsce spadł duży śnieg, ścisnął mróz, winny jest oczywiście rząd. W Mławie ktoś nie odśnieżył peronu i urosło to do rangi katastrofy. Gdzieś zepsuł się pociąg w szczerym polu i ludzi trzeba było z niego ewakuować. Jak rząd mógł do tego dopuścić?! Gołoledź na jednej z dróg ekspresowych spowodowała problemy ciężarówek, które zablokowały drogę. Dlaczego władze dopuściły do gołoledzi? Nigdy tego nie było!
To wszystko dlatego, że w Polsce mamy dyktaturę. Ale jest nadzieja, że się skończy. Po porwaniu dyktatora Wenezueli, niektórzy politycy zaczęli przewidywać, że Tusk będzie następny. Mariusz Kamiński z PiS napisał: "Zobacz @Donald Tusk, jak kończą dyktatorzy". Arkadiusz Mularczyk (zbiegiem okoliczności także z PiS) zapytał internautów: "Jak myślicie, co teraz dzieje się w głowie Tuska". I żeby już naprawdę było śmiesznie dodał: "Proszę tylko o poważne komentarze".
Żeby nie było, że cytuję tylko polityków PiS, to dorzucę jeszcze ich propagandzistę, szefa TV Republika. Tomasz Sakiewicz napisał: "Assad, Maduro…Tusk?". Czy oni naprawdę myślą, że przekonają ludzi, że Tusk jest dyktatorem, takim jak Maduro czy Assad, który zabił kilkaset tysięcy ludzi? I że Amerykanie też go porwą? Że wyślą swój lotniskowiec na Bałtyk, zbombardują polską obronę powietrzną i zrobią desant w Warszawie? Naprawdę?
Nieoczekiwanie ośmieszył ich poseł PiS, Zbigniew Kuźmiuk. Zapytany przez dziennikarzy, czy wpis Kamińskiego jest skandalem wyjaśnił: "Żyjemy w wolnym kraju, mamy swobodę wypowiedzi". Oj, słaba ta dyktatura Tuska.