Amerykańska armia jest najpotężniejszą na świecie, ale nawet taka armia ma swoje techniczne ograniczenia. Po zaatakowaniu Iranu przez USA i Izrael, Iran zaczął sam atakować różne cele na Bliskim Wschodzie, w tym m.in. amerykańskie bazy wojskowe, które się tam znajdują. Amerykanie posiadają broń, którą mogą skutecznie bronić się, ale problemem okazała się ilość. Już po tygodniu od rozpoczęcia ataku na Iran, pojawiły się informacje, że ilości posiadane przez Amerykanów nie pozwolą na prowadzenie długiej wojny. Natomiast amerykańskie firmy produkujące broń zaczęły informować swoich klientów, że muszą spodziewać się opóźnień w dostawach albo nawet czasowego ich wstrzymania.
Iran przeprowadza liczne ataki przy użyciu dronów własnej produkcji o nazwie Shahed. Pod nazwą Geran produkują ją także Rosjanie. Drony te mogą przenosić 110 funtów (50 kg) ładunku i mają ogromny zasięg 1200 mil (prawie 2 tysięcy kilometrów). Nie wymagają specjalnej wyrzutni, więc nie ma możliwości powstrzymania ich użycia przez zniszczenie miejsca ich wystrzeliwania. Lecą natomiast ze stosunkowo niską prędkością, bo około 115 mil na godzinę (185 km/h), dzięki czemu stosunkowo łatwo można je zestrzelić. W działaniach na Bliskim Wschodzie mówi się o ponad 80-procentowej skuteczności ich unieszkodliwiania.
Jednak nawet te kilkanaście procent dronów, które dociera do celu, czyni z nich groźną broń. Bo swoją skuteczność uzyskują poprzez ilość. Kilka miesięcy temu oceniano, że Iran posiada od kilku tysięcy do kilkunastu tysięcy dronów Shahed. Na początku lutego pojawiła się informacja, że może ich posiadać nawet 80 tysięcy. W dodatku mogą być szybko produkowane. Według różnych źródeł, Iran może wytwarzać aż 400 dronów dziennie.
Największym problemem dla amerykańskiej armii jest jednak fakt, że Shahedy są tanie. Używanie przez Iran dużych ilości dronów do atakowania jest realne, bo wyprodukowanie jednego kosztuje między 20 tysięcy a 50 tysięcy dolarów. Produkcja w Rosji może być jeszcze tańsza, bo w granicach 20-30 tysięcy dolarów za sztukę.
Tymczasem Amerykanie używają do zestrzelenia drona dużo droższej broni. Generalnie są to rakiety ziemia-powietrze Standard Missile-2 (SM-2). Jedna taka rakieta kosztuje aż 2,1 miliona dolarów. Jest więc zrozumiałe, że liczba posiadana przez armię jest ograniczana kosztem. Również możliwości produkcyjne są ograniczone, bo zamówienia nie są wielkie i przede wszystkim rozłożone w czasie.
RTX Coyote nie ma imponującego wyglądu, ani wymiarów. Ale ma być skuteczną bronią przeciwko dronom.
Poza nadążaniem z produkcją rakiet, problemem jest oczywiście aspekt ekonomiczny. Strzelanie do drona za kilkadziesiąt tysięcy dolarów rakietą, która kosztuje ponad dwa miliony, a więc może nawet 100 razy więcej, nie jest efektywne. Amerykanie dostrzegli ten problem już wcześniej, widząc jak wygląda wojna w Ukrainie. Wydaje się jednak, że zareagowali i tak dość późno i po ataku na Iran nie są gotowi na wojnę dronami.
Odpowiednią technologię posiadają jednak amerykańskie firmy. W tygodniu napaści Rosji na Ukrainę, w lutym 2022 roku opisywaliśmy w rubryce "Technika i gadżety" amerykański dron Switchblade 300. Jego pokaz urządził zaledwie dwa miesiące wcześniej producent, którym jest amerykańska firma AeroVironment. Dziennikarze, którzy oglądali pokaz, byli zaskoczeni możliwościami, jakie daje dron ważący zaledwie 5,5 funta (2,5 kg).
Jak potem opisywali, dron w czasie prezentacji nadleciał z tak dużą szybkością, że trudno było go śledzić gołym okiem. Zasilany z akumulatora pojazd zatoczył koło nad pustynią w poszukiwaniu celu, na który został zaprogramowany. Chwilę później wleciał do wystawionego jako cel pustego pickupa przez okno od strony kierowcy, wysadzając natychmiast samochód w powietrze. Wtedy taki dron był zaskoczeniem. Dziś jest codziennością w wojnie w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie.
Technologię posiada też firma RTX (dawniej Raytheon), która produkuje m.in. rakiety SM-2. Jej oddział RTX produkuje natomiast coś, co nosi nazwę Coyote. Formalnie jest to wciąż nazywane rakietą, a dokładniej counter-unmanned aerial systems (C-UAS), czyli bronią do zwalczania "bezpilotowych systemów powietrznych" (UAS), a potocznie mówiąc dronów. Coyote ma więc zupełnie inne parametry niż Shahed. Jego zasięg to zaledwie 9 mil, bo jego przeznaczeniem jest zestrzelenie nadlatującego drona. Ma tylko 2 stopy długości (ok. 60 cm) i waży tylko 13 funtów (6 kg). Trafiając Shaheda i tak skutecznie go unieszkodliwia. Ma natomiast możliwość dogonienia irańskiego drona, bo jego prędkość wynosi ponad 300 mil na godzinę (prawie 500 km/h).
Największą zaletą jest jednak cena, przez co Coyote też nazywa się już potocznie dronem, albo anty-dronem. RTX sprzedaje go po około 100 tysięcy dolarów za sztukę. To wciąż 2-3-krotnie więcej niż kosztuje Shahed, ale takie proporcje dają już możliwość przedłużającej się walki. U.S. Army złożył więc zamówienie w RTX na kwotę 5 miliardów dolarów. To oznacza, że dostanie 50 tysięcy dronów Coyote.
To bynajmniej nie rozwiązuje problemu Amerykanów w walce z Iranem. Bo zamówienie w RTX złożone zostało dopiero w październiku ubiegłego roku. I ma być realizowane aż przez 8 lat - do końca września 2033 roku. To oznacza, że U.S. Army otrzymywać będzie zaledwie kilka tysięcy dronów Coyote rocznie. To oczywiście nie jest jedyna broń, którą Amerykanie mają przeciwko dronom, ale być może najbardziej efektywna kosztowo.
Oczywiście to, co jest tanie dla U.S. Army, jest potężnym zamówieniem dla RTX. Według renomowanej firmy S&P Global Market Intelligence, RTX ma marżę na swojej produkcji w wysokości 10,7%. W przypadku zamówienia na drony Coyote, marża ma wynieść 9,7%. Od kwoty 5 miliardów i po rozłożeniu na 8 lat to ok. 61 milionów rocznie zysku. To dużo, ale dla firmy produkującej rakiety dla amerykańskiej armii to mniej niż 1% aktualnych zysków. W 2025 roku zysk RTX wyniósł 6,73 miliarda dolarów. Każda kolejna wojna dobrze firmie rokuje.
W papierowym wydaniu "abecadła" piszemy także o nowym tureckim dronie, który parametrami przypomina już drogi pocisk manewrujący i radzi sobie nawet bez sygnału GPS.