W nowoczesnych sprzętach najczęściej opisuje się zaawansowaną technologię w nich zastosowaną. Rozważa się, jakie przynosi korzyści, ale też czy będzie niezawodna. Tak też było przy oddawaniu do użytku największego na świecie lotniskowca USS Gerald R. Ford. Zastosowano w nim Electromagnetic Aircraft Launch System (EMALS), system służący do katapultowania startujących samolotów.
W tradycyjnych systemach, jako napędu używa się pary, której wysokie ciśnienie popycha tłok, ciągnący samolot. Rozprężanie się pary trwa tylko kilka sekund, ale z tak dużą mocą, że wystarcza do rozpędzenia startującego samolotu z krótkiego pasa lotniskowca.
W EMALS korzysta się natomiast z energii elektrycznej, przez zastosowanie liniowego silnika asynchronicznego. W systemie tym nie trzeba już czekać na wytworzenie odpowiedniej ilości pary, aby uzyskać wystarczające jej ciśnienie potrzebne do startu następnego samolotu. Czas pomiędzy startami kolejnych maszyn jest więc krótszy, co w warunkach bojowych jest niezwykle ważne. System elektromagnetyczny jest też precyzyjniejszy, bo siłę katapultowania można kontrolować, co w przypadku rozprężającej się pary jest mało dokładne.
EMALS został po raz pierwszy zastosowany w lotniskowcu USS Gerald R. Ford. Okręt zaczęto budować w 2005 roku, a oddano go do użytku dopiero w 2017 roku. Koszt budowy wyniósł 13,3 miliarda dolarów, który okazał się o 20% wyższy do pierwotnie założonego, głównie ze względu na zastosowanie różnych nowych technologii, takich właśnie jak EMALS.
USS Gerald R. Ford to największy lotniskowiec świata. Ma wyporność 100 tysięcy ton, długość 337 metrów i może przewozić do 90 samolotów (liczba zależy od ich rodzaju).
Do tego można doliczyć 4,7 miliarda dolarów wydanych na zaprojektowanie okrętu. Ten koszt rozłoży się jednak na wiele okrętów tej samej klasy, nazywanej od pierwszego okrętu Ford-class. Testy na morzu odbywa już bliźniaczy USS John F. Kennedy, który ma być oddany do użytku w przyszłym roku, a w budowie jest USS Enterprise, mający być gotowy w 2030 roku.
Zapowiedziano też budowę trzech kolejnych okrętów klasy Ford (o nazwach Dorris Miller, William J. Clinton oraz George W. Bush), które mają zastąpić okręty klasy Nimitz.
W rejsach testowych EMALS sprawiał dużo problemów i wymagał udoskonalenia. USS Gerald R. Ford wyruszył na swoją pierwszą misję 2 maja 2023 roku i od razu zaczął sprawiać problemy. Ich źródłem nie był jednak super nowoczesny system katapultowania samolotów.
Problem, który do dzisiaj nie został rozwiązany, sprawiają jak najbardziej tradycyjne... toalety. A dokładniej system kanalizacyjny, mający odprowadzać odchody. Okręt ma załogę liczącą 4600 osób, więc przepustowość kanalizacji musi być potężna. Zapewnia ją system o nazwie Vacuum Collection, Holding and Transfer (VCHT). Zgodnie z nazwą, ma zasysać, przechowywać i transferować wszystko, co trafia do toalety. System jest dobrze sprawdzony, bo używany na wszystkich wielkich statkach wycieczkowych. Pozostała część hydrauliki jest na okręcie bardziej skomplikowana, ale problemy są przede wszystkim z systemem VCHT.
Tak jak wszystkie lotniskowce, USS Gerald R. Ford ma specyficzny kształt pokładu.
Od czerwca 2023 roku, do naprawy lub udrożnienia systemu, wzywano specjalistów już 42 razy. Tylko w 2025 roku było to 32 razy, a więc średnio co 11 dni. Problemem jest też odkładający się w systemie kamień. Usuwa się go przez płukanie specjalnym kwasem.
Ale w przypadku potężnego lotniskowca, takie płukanie sporo kosztuje. Jednorazowe czyszczenie kamienia to wydatek aż 400 tysięcy dolarów. USS Gerald R. Ford miał płukany swój system toalet już 10 razy od 2023 roku.
Tymczasem dowództwo Navy za wszystkie problemy z toaletami obwinia... marynarzy. To oni mają zapychać toalety. W wystosowanym oświadczeniu napisano, że wiele problemów wynika "z wprowadzania do systemu niewłaściwych materiałów". Innymi słowy, do toalety wrzucane jest coś, czego system nie jest w stanie przyjąć.
Problem z toaletami może brzmieć śmiesznie, gdy mówimy o wojskowym okręcie, największym na świecie lotniskowcu, którego budowa kosztowała kilkanaście miliardów, a jego utrzymanie kosztuje 6-8 milionów dolarów dziennie. Ale warto wiedzieć, że właśnie tak błahy - wydawałoby się - problem spowodował utratę przez Niemców w czasie II wojny światowej jednej z ich łodzi podwodnych. W papierowym wydaniu gazety opisujemy tę niezwykłą historię.