Strzelają to źle, nie strzelają - też niedobrze

Sekretarz obrony Pete Hegseth ponownie znalazł się w ogniu krytyki w związku ze strzelaniem przez amerykańskie wojsko do łodzi na wodach międzynarodowych, podejrzewanych o przewożenie narkotyków. Tym razem krytykowany jest nie za dobijanie tych, którzy przeżyją pierwszy atak na łódź, ale za coś dokładnie odwrotnego.

Przypomnijmy, że w pierwszym ataku na łódź, do którego doszło 2 września, pierwsze uderzenie przeżyły dwie osoby. Wobec rozbitków użyto broni ponownie, w wyniku czego mieli oni zostać "rozerwani w wodzie". Bezpośredni rozkaz kolejnego uderzenia wydał admirał Frank M. "Mitch" Bradley.

Miało to jednak być wykonanie polecenia sekretarza obrony. Pete Hegseth miał nakazać wojskowym "zabicie wszystkich" na łodzi. Prawnicy twierdzą, że dobijanie rozbitków jest z całą pewnością nielegalne i nazywają je zbrodnią wojenną. Zabrania tego nawet własny instruktaż Pentagonu o prawie wojennym.

Teraz dziennik "The Washington Post" podał, że w jednym z kolejnych ataków, przeprowadzonym 16 października na łódź podwodną, ponownie nie wszyscy zginęli. Z czterech osób w łodzi, dwie przeżyły atak i zostały wyłowione przez amerykańskich żołnierzy. Jeden z ocalałych został wydany władzom Kolumbii. Drugim był 42-letni obywatel Ekwadoru, Andres Fernando Tufino Chila. Jego również Amerykanie oddali władzom jego kraju.

Nagranie z ataku przeprowadzonego 2 września 2025 r. zostało odtajnione.


"The Washington Post" zaznacza jednak, że wraz z odesłaniem Ekwadorczyka nie przekazano żadnych dowodów jego winy. Narkotyki, które miały znajdować się na łodzi, poszły na dno. Nie odnaleziono też jego telefonu, Amerykanie nie przekazali żadnych danych z telefonu czy systemu GPS. Mężczyznę po prostu wysłano do Ekwadoru, gdzie władze nie mogły mu nic zrobić.

Nie mając kompletnie żadnych dowodów, że dopuścił się jakiegoś przestępstwa, nie miały go o co oskarżyć. Choć był on już notowany za przemyt narkotyków, po przybyciu do Ekwadoru musiał zostać wypuszczony na wolność.

Na temat tego przypadku wypowiedział się demokratyczny kongresman z Teksasu Joaquin Castro. Jest członkiem kongresowej komisji do spraw wywiadu oraz komisji spraw zagranicznych. "Jeżeli ci ludzie są przemytnikami narokotyków i zasługują na śmierć, jak to się dzieje, że są wyławiani a potem po prostu wypuszczani?" - dziwił się kongresman.

Dziennikarze komentują natomiast, że doprowadziło do tego podejście sekretarza Hegsetha do akcji uderzania na łodzie. Określane jest jako "najpierw strzelaj, przesłuchuj potem". W jednym przypadku doprowadziło do śmierci rozbitków, a teraz pozbawiło możliwości ukarania przemytnika przez zniszczenie wszystkich dowodów przeciwko niemu.

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!