Prezydent Trump cieszy się z bogactwa

Już za tydzień, we wtorek 3 listopada odbędą się wybory do Kongresu. Prezydent Donald Trump prowadzi intensywną kampanię wyborczą, przemawiając na wiecach w różnych stanach. Chce wspomóc Partię Republikańską, która według sondaży straci większość w Izbie Reprezentantów, a być może także w Senacie.

Amerykanie narzekają na wysokie ceny benzyny, rosnące przez to ceny innych produktów i w ogóle na wysokie koszty życia. Prezydent przekonuje na wiecach, że sytuacja nie jest zła, posuwa się nawet do stwierdzeń, że jest bardzo dobra. Niektóre jego argumenty na potwierdzenie tego są jednak zaskakujące.

Przykładem są jego twierdzenia o działaniu ceł. Na wiecu w Montanie 14 października stwierdził: "Nie mamy inflacji i cła nie powodują inflacji. Wiecie, co one powodują? Bogactwo". Ekonomiści banku centralnego Federal Reserve są odwrotnego zdania. Ze względu na rosnącą inflację, po raz pierwszy od trzech lat podwyższyli we wrześniu stopy procentowe. Przewiduje się, że w grudniu zrobią to ponownie. Cel inflacyjny Fed wynosi 2%, natomiast inflacja w sierpniu wyniosła już 3,4%, a we wrześniu 3,7%.

Ekonomiści Fed są też zgodni, że cła powiększają inflację. Przygotowali nawet raport pt. "Jak szybko cła przechodzą na ceny konsumenckie". Obliczyli w nim, że po roku od wprowadzenia cła, jeden punkt procentowy nałożonego cła powoduje wzrost cen konsumenckich o jedną czwartą punktu procentowego.

Rafineria koncernu Valero w mieście Three Rivers, w Teksasie, 70 mil od San Antonio, gdzie mieści się siedziba Valero.


Z kolei w ubiegłą sobotę prezydent Donald Trump przemawiał na wiecu w Georgii. Zapewnił, że ceny ropy naftowej są jedynie "tymczasowo wysokie". Przekonywał przy tym, że zablokowanie Cieśniny Ormuz w wyniku ataku na Iran jest korzystne dla amerykańskiego biznesu. Uniemożliwienie eksportu z Zatoki Perskiej spowodowało bowiem przekierowanie kupujących ropę do Stanów Zjednoczonych. Koncerny naftowe w Teksasie, Oklahomie i Luizjanie znacząco zwiększyły w ten sposób swoją sprzedaż.

"Branża ropy i gazu w Stanach Zjednoczonych zarabia setki miliardów dolarów" - stwierdził Trump. I dodał z pewnym zawahaniem, ale też i z euforią: "Nie obchodzi mnie to, powiem to: robimy cholerną fortunę!"

Chodzi rzeczywiście o ogromne pieniądze. Branżowy magazyn "Oil & Gas Journal" opublikował raport dotyczący drugiego kwartału. Podliczono w nim zyski przykładowych 38 producentów i rafinerii. W stosunku do analogicznego okresu przed rokiem, firmy te zarobiły łącznie aż o 140 miliardów dolarów więcej.

Radość prezydenta z tego powodu jest jednak bardzo zaskakująca. Wprawdzie rosną wpływy z podatków koncernów naftowych, ale główna część zwiększonych zarobków pozostaje w koncernach i trafia do ich udziałowców. Cała reszta Amerykanów musi natomiast płacić wysokie ceny za paliwo i rosnące przez to ceny innych produktów.

Średnia cena benzyny zwykłej wynosiła w poniedziałek 26 października 4,29 dolara za galon. Dzień przed atakiem na Iran cena wynosiła 2,98 dolara. W jeszcze większym stopniu wzrosła cena paliwa diesel. To szczególnie istotne, bo paliwo to jest używane do transportu towarów, w rolnictwie, w maszynach roboczych i przez wiele pojazdów używanych w biznesie. Dzień przed atakiem na Iran diesel kosztował 3,75, a obecnie 6,35 dolara.

Wydaje się, że prezydent Trump zdawał sobie sprawę, że jego radość z zarobków wielkich koncernów nie będzie dobrze przyjęta. Powiedział bowiem: "Już widzę kłamliwe nagłówki - »Prezydent Trump mówi tylko o pieniądzach, które zarabiają, a ludzie cierpią przy dystrybutorach«". Tym samym więc sam skomentował swoją wypowiedź. I choć zrobił to trafnie, określił taki komentarz jako kłamliwy (użył często używanego przez siebie słowa w stosunku do prasy "fake").

Znacznie bardziej kuriozalne jest jednak to, że prezydent najwyraźniej nie widzi problemu w tym, że "ludzie cierpią przy dystrybutorach". I nie rozumie, że nie pocieszy ich fakt, że milionerzy zarabiają znacznie więcej niż zwykle.

Z polskiego punktu widzenia trzeba też zauważyć, że na wysokich cenach ropy zarabiają nie tylko amerykańskie koncerny. Na eksporcie ropy naftowej i gazu zarabia także Rosja. Ogromna zwyżka cen surowców zapewniła Putinowi wielkie, dodatkowe dochody na zbrojenia i prowadzenie wojny.

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!