Podwyżki większe niż inflacja

Od 18 stycznia usługi pocztowe znowu poszły w górę. United States Postal Service (USPS) jest w trudnej sytuacji, bo z jednej strony musi wypełniać swoje ustawowe obowiązki wobec obywateli, a z drugiej konkuruje z prywatnymi firmami. Firmy takie jak UPS czy FedEx mogą koncentrować się na produktach, na których mają największy zysk. Mówiąc w uproszczeniu, są to przeważnie paczki. Ale USPS musi zająć się także listami, które nie są dochodowe.

Dawniej poczta zarabiała także na listach. Ich ogromne ilości sprawiały, że wysyłanie listonosza do każdego domu, codziennie przez sześć dni w tygodniu, miało ekonomiczny sens. Przez rozwinięcie się poczty elektronicznej, liczba wysyłanych listów w kopercie radykalnie stopniała.

Ale listonosz musi w dalszym ciągu przyjść do każdego domu codziennie. Rozwożenie paczek to jakby oddzielny biznes, w którym prywatne firmy stanowią ostrą konkurencję.

Amerykańska poczta podwyższa ceny swoich usług ostrożnie, aby nie wypaść z rynku, ale jednocześnie mieć fundusze na swoje utrzymanie. Ustala podwyżki inaczej dla listów, a inaczej dla paczek. Najnowsza podwyżka nie dotyczy znaczków określanych jako First Class (na list do wagi 1 uncji), których cena powinna być zmieniana proporcjonalnie do inflacji. W górę idą natomiast inne przesyłki, których cenę ustala się przy uwzględnieniu warunków rynkowych.

Znaczki to nie tylko sposób opłaty za przesyłkę. To również upamiętnienie wydarzeń, jak na znaczku powyżej - historycznej współpracy USA i ZSRR w kosmosie.


Podwyżki są zdecydowanie wyższe niż obecna inflacja. Dla poszczególnych produktów ceny rosną o więcej niż 5%: Priority Mail - 6,6%, Priority Mail Express - 5,1%, Ground Advantage - 7,8%, Parcel Select - 6,0%. Ceny zmieniły się wbrew zapowiedzi szefa USPS, który we wrześniu ubiegłego roku zapowiedział, że w styczniu - gdy tradycyjnie ceny są zmieniane - nie będzie podwyżek żadnych kluczowych usług.

Tymczasem nie zmieniła się tylko cena znaczka First Class. Ale w tym przypadku nie było takiej potrzeby, bo podrożał on całkiem niedawno, w lipcu ubiegłego roku. W dodatku podrożał z 73 centów do 78 centów, co oznacza podwyżkę o 6,8%. Inflacja w USA wynosi obecnie 2,7%.

Cena znaczka zmienia się w ostatnich latach szybciej niż wymuszałaby to inflacja. I co ciekawe, wzrosty ceny są teraz większe niż w okresie, gdy rozwijała się poczta elektroniczna i podwyżki były usprawiedliwione zmniejszającą się liczbą listów. W 2001 roku cenę znaczka ustalono na 34 centy. Do 2018 roku inflacja powinna wymusić zmianę ceny na 48 centy i rzeczywiście ustalono ją na niewiele większą, bo na 50 centów.

Od 2018 roku podwyżka znacznie przewyższa inflację. Ze względu na inflację, cena First Class powinna zmienić się z 50 centów na 65 centów. Tymczasem ustalona została na 78 centów. Wzrost ceny jest więc niemal dwa razy większy, niż wynikałoby to z inflacji - zamiast 15 centów podwyżki, jest 28 centów.

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!