Czy Stany Zjednoczone są sojusznikiem Ukrainy?

Narasta napięcie pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Ukrainą. Tydzień temu napisaliśmy w artykule "Ameryka kupi diesla od Putina" o zawarciu porozumienia pomiędzy prezydentami Donaldem Trumpem i Władimirem Putinem". Amerykański prezydent ogłosił, że USA będą kupować od Rosji paliwo, choć wcześniej nałożyły sankcje na taki import. W dodatku we wrześniu amerykański kongres przyjął też niezwykle restrykcyjną wobec Rosji ustawę, a prezydent Trump ją podpisał, w sprawie zakupu rosyjskiej ropy. Ustawa pozwala prezydentowi na nałożenie cła w wysokości aż 100% na pięć państw, które będą kupować od Rosjan paliwo w największej ilości.

Teraz dziennik "The Wall Street Journal" podał, że w czasie rozmowy telefonicznej dwóch prezydentów omawiano nie tylko zakup paliwa, ale także plan trójstronnego spotkania w sprawie Ukrainy. Mają się spotkać trzej prezydenci, ale oprócz Putina i Trumpa w spotkaniu ma wziąć udział nie prezydent Ukrainy, ale Chin. Polscy komentatorzy mówią, że wygląda to na powtórkę Jałty, bo trzy mocarstwa będę decydować o losach innego państwa.

O plany takiego spotkania zapytany został sekretarz stanu Marco Rubio, który jest z wizytą w Uzbekistanie. "Cóż, nie wiem. To znaczy, myślę, że były rozmowy o spotkaniu. Nie wiem, czy cokolwiek zostało sfinalizowane" - odpowiedział wymijająco Rubio. Plany spotkania potwierdził natomiast w poniedziałek Kreml. "Wszystkie trzy głowy państwa mogą potencjalnie wziąć udział w szczycie w Chinach. Temat takiego hipotetycznego spotkania był rzeczywiście omawiany" - podały rosyjskie władze.

Prezydent Donald Trump napisał w internecie, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski "nie chce zakończyć tej wojny i prawdopodobnie nigdy nie chciał". Tłumaczy też swoje dogadywanie się z Putinem i zakupy rosyjskiego paliwa tym, że nie chce robić niczego, co "odciągnie Rosję od negocjacyjnego stołu". Zapewnia, że w rozmowach "dokonuje się wielki postęp".

Prezydent Zełenski w Białym Domu 28 lutego 2025 r. wysłuchuje pretensji prezydenta Trumpa, że nie jest wystarczająco wdzięczny za udzielaną Ukrainie pomoc.


Jednocześnie Trump żąda od Ukrainy wstrzymania ataków na rosyjskie rafinerie. Skarży się bowiem, że to powoduje wzrost cen paliwa, przede wszystkim diesla. Ataki takie nazwał "hańbą". Nie określił natomiast, czym są rosyjskie ataki na budynki mieszkalne, centrum handlowe, stację metra, czy nawet na szpital.

Przed tygodniem Trump ogłosił, że Rosja i Ukraina zgodziły się na wzajemne wstrzymanie ataków na cele związane z energetyką. Jednak ani Rosja, ani Ukraina nie potwierdziły, że doszło do takiego porozumienia. Wołodymyr Zełenski podał w niedzielę, że od czasu ogłoszenia porozumienia przez Trumpa, Rosja atakowała obiekty energetyczne w Ukrainie 76 razy.

Do silnej wymiany ciosów doszło w minioną niedzielę. Rosja przeprowadziła zmasowany atak na cele energetyczne w regionie Odessy. Ukraina zaatakowała natomiast terminal naftowy w St. Petersburgu, a także centra logistyczne w tym mieście. Rosjanie podali, że zestrzelili w nocy z soboty na niedzielę 1015 dronów. Ukraina podliczyła natomiast, że w ciągu 24 godzin, w Ukrainie i Rosji zginęło łącznie 11 osób, prawie 50 zostało rannych.

Ukraina skarży się na urywanie się komunikacji satelitarnej zapewnianej przez Amerykanów. Najpierw doszło do ograniczenia działania systemu StarShield, który jest wojskową wersją systemu StarLink. Nie mogły z niej korzystać obiekty poruszające się powyżej prędkości 160 km/h. Wiele ataków, jak i działań obronnych Ukrainy nie było przez to możliwych. Po jednym dniu ograniczenia zostały zdjęte, ale w następnych dniach Ukraińcy znów mieli problemy.

Niedzielny atak na Kijów rakietami balistycznymi nadszedł już trzeci raz bez ostrzeżenia wywiadowczego, przez co zginęli ludzie, którzy nie mieli czasu na ukrycie się. Zarówno Elon Musk, szef firmy operującej systemem StarLink, jak i prezydent Donald Trump zaprzeczają, aby zlecili jakiekolwiek ograniczenia dla Ukraińców.

W niedzielę Zełenski udzielił wywiadu dla programu "Meet the Press" telewizji NBC. Stwierdził w nim, że stanięcie Stanów Zjednoczonych po stronie Rosji byłoby "historycznym błędem". Na pytanie, czy Trump jest sojusznikiem Ukrainy, Zełenski odpowiedział: "Mam taką nadzieję". A zapytany o słowa Trumpa, który ocenił, że trudniej się z nim mu dogadywać niż z Putinem, powiedział: "Lepiej mieć partnerów, którzy są otwarci i przejrzyści, niż takich, którzy są mordercami, nawet jeżeli mają uśmiech na twarzy".

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!