Skąd się nam wzięła ta nadwaga?

Często zadajemy sobie pytanie, jak ze zdrowych ludzi - myśliwych i zbieraczy sprzed tysięcy lat, staliśmy się obywatelami współczesnego świata obarczonymi dziesiątkami chorób. 99,5% czasu istnienia naszego gatunku, czyli ok. 2,5 mln lat, to okres, kiedy ludzie byli szczupli i praktycznie wolni od chorób. Okres ten znany jest jako era paleolitu.

W tym czasie żyło ponad 80 tys. pokoleń. Dla porównania: era rolnictwa trwała 333 pokolenia (10 tys. lat), a era industrialna zaledwie 20 pokoleń (400-600 lat). W każdym z tych okresów stosowaliśmy inny model odżywiania. Od produktów zebranych i upolowanych przez uprawione na polu aż do przemysłowo przerobionych.

Problem nadwagi i otyłości pojawił się wraz z popularyzacją mąki i cukru. Już w w początkach XIX wieku zauważono, że powstrzymywanie się od pokarmów zawierających skrobię lub mąkę, prowadzi do redukcji masy ciała. Z otyłością próbowano walczyć na różne sposoby: jeść mniej, więcej ćwiczyć, upuszczać krew czy wprowadzać do odbytu pijawki - wszystko na nic. Uznano nawet otyłość za chorobę nieuleczalną.

Pionier badań nad otyłością - francuski lekarz Jean-Francois Dancel - jako pierwszy zauważył w 1844 roku zależność nadwagi od spożywanych pokarmów, bogatych w węgiel i wodór. Pierwsi zwolennicy diety niskowęglowodanowej zauważyli, że tkanka tłuszczowa powstaje na skutek jedzenia węglowodanów i cukru, a nie białek. Za przykład podawali dziko żyjące zwierzęta, głównie drapieżniki, takie jak gepardy, tygrysy czy wilki, które zachowały smukłą sylwetkę, jedząc wyłącznie produkty białkowe. Natomiast zwierzęta wyglądające na otyłe, takie jak hipopotamy, żywią się właśnie węglowodanami.

Prekursorem w odchudzaniu był angielski przedsiębiorca, William Banting. W 1865 roku miał 65 lat, ważył 101 kg i od blisko 30 lat próbował schudnąć. Próbował wszystkich, polecanych w tym czasie metod: był aktywny fizycznie, ograniczał ilość spożywanych kalorii, brał środki przeczyszczjące i odwadniające.

Na właściwy trop naprowadził go lekarz William Harvey, który sugerował, aby Banting ograniczył spożywanie węglowodanów, głównie cukru i mąki, które organizm przetwarza na glukozę. Wszystkie węglowodany są w gruncie rzeczy formą cukru, powodują podwyższony poziom glukozy, a co za tym idzie rozwój cukrzycy, sprzyjającej otyłości.

Odtąd Banting miał jeść jak paleolityczni myśliwi i zbieracze: trzy razy dziennie mięso, ryby, dziczyznę z niewielkim dodatkiem czerstwego chleba. W wyniku tych zmian w żywieniu, Banting schudł 25 kg w ciągu roku. Dieta ta osiągnęła taki rozgłos, że nawet za wyrażenie "być na diecie" stosowano zamiennie "bantingować".

W XX wieku, wraz z rozwojem medycyny, odkryto rolę genów i hormonów. Do przyczyn otyłości dodano oprócz złego odżywiania zaburzenia hormonalne, a w szczególności rolę insuliny jako czynnika odpowiadającego za regulację gospodarki tłuszczowej. Po drugiej wojnie światowej do głosu doszła jeszcze jedna teoria: bilans energetyczny. Uważano, że gdy ilość przyjętych kalorii jest zbyt duża w stosunku do kalorii spalonych, to powstaje nadwaga.

Z upływem lat teorie na temat diety się zmieniały. Od lat 50-tych zeszłego wieku uważano, że spożywanie tłuszczy sprzyja chorobom serca. Nie zważając na inne aspekty, jak palenie papierosów, zaczęto uważać tłuszcz za źródło chorób serca. Propagowano diety niskotłuszczowe, zastępując tłuszcz cukrem.

Niskotłuszczowe szaleństwo rozpanoszyło się jeszcze bardziej w latach 70-tych, kiedy amerykańska komisja senacka opublikowała dokument "Założenia dietetyczne dla Stanów Zjednoczonych", w którym zalecano by ograniczać tłuszcze, a 50% dostarczanych kalorii żeby pochodziło z węglowodanów. Dokument ten stał się punktem wyjścia dla piramidy żywieniowej, która obowiązuje do dziś. Piramida, jako podstawę odżywiania zaleca węglowodany w ilości od 6 do 11 porcji dziennie, a tłuszcze ogranicza niemal do zera.

Do lat 70-tych obowiązywała teoria mówiąca o tym, że jedyny skuteczny sposób walki z otyłością to jeść mniej, więcej się ruszać, a tłuszcz to zabójca. Jednak talie Amerykanów wciąż się poszerzały, a liczba zachorowań na serce, raka czy cukrzycę rosła. Aby sprostać wymaganiom rynku i obniżyć zawartość tłuszczu w produktach spożywczych, a jednocześnie zachować ich walory smakowe, producenci żywności zaczęli dodawać cukier niemal do wszystkiego: od sosów do spaghetti po dressingi do sałatek. Etykiety i opakowania zachęcały do kupna, reklamowano produkty jako zdrowe, nie zawierające tłuszczy, a nie wspominano o ilości cukru, prawdziwej przyczyny tycia.

Pod koniec lat 70-tych na rynek wprowadzono syrop glukozowo-fruktozowy (high-fructose corn syrup, HFCS). Zaczęto dodawać go do słodzonych napojów oraz jedzenia. Wynikiem tego, w latach 80-tych odnotowano w USA wzrost spożycia cukru z 54 do 68 kg rocznie na osobę. W 1999 roku spożycie cukru wynosiło 70,3 kg na osobę. Taka ilość odpowiada 52 łyżeczkom substancji słodzących na osobę dziennie.

Syrop HFCS to najgorszy ze wszystkich cukrów. Ale jest tani w produkcji i łatwy w dystrybucji. Jego płynna konsystencja oraz gęstość sprawiają, że jest idealnym dodatkiem do napojów. Może również zastępować tłuszcz w gotowych produktach, jak np. frytki.

W grę wchodziły olbrzymie pieniądze. Kiedy to tłuszcz okrzyknięto wielkim złem, firma Corn Products Company, produkująca margarynę Mazola, prowadziła programy edukacyjne dla lekarzy. Uczono ich, że wielonienasycone tłuszcze zawarte w oleju kukurydzianym obniżają poziom cholesterolu, w przeciwieństwie do masła. Była to wojna tłuszczu z tłuszczem, ale dziś wiemy, że tłuszcze utwardzone, zawarte w margarynach można porównać do plastiku, podczas gdy masło jest praktycznie nieszkodliwe. Wpływowi urzędnicy publicznej służby zdrowia przyjmowali gratyfikacje od prywatnych firm, takich jak producenta płatków Post oraz napojów i słodyczy - Cool Aid, Oscar Mayer, Coca-Cola. W zamian propagowano cukier jako czynnik nie powodujący tycia.

Postęp cywilizacyjny ogarnął świat, a produkcja trudno psującej się żywności, czyli cukru, mąki i wytwarzanych z nich artykułów, rozwinęła się w najlepsze. Już w drugiej połowie XIX wieku zaczęto donosić o przypadkach chorób cywilizacyjnych, jak otyłość, cukrzyca, choroby serca, nadciśnienie, udary czy nowotwory. Dziś są zabójcami numer jeden.

Na temat zdrowego odżywiania się napisano tony książek, które dostarczają nam gotowe przepisy na zdrowe posiłki. Jest w czym wybierać. Aż nie wiadomo, na co się zdecydować. Z drugiej strony, wszędzie otacza nas przetworzona żywność, fast food na każdym kroku i gotowe do spożycia dania. Nie mamy czasu na przygotowywanie sobie posiłków od zera. W dzisiejszym świecie czas to pieniądz. W tym pędzie zapominamy jednak o tym, że zdrowie to podstawa wszystkiego. Czytajmy etykiety, wybierajmy "mniejsze zło". Zmieńmy swe niezdrowe nawyki żywieniowe i spróbujmy ograniczać cukier, przynajmniej tam, gdzie możemy. W sumie jesteśmy tym, co jemy.


Informacje zawarte w rubryce "Dla Zdrowia i Urody" nie stanowią porady lekarskiej i nigdy nie powinny jej zastępować. Wszelkie zabiegi muszą być wykonywane przez dyplomowanych specjalistów, a lekarstwa lub inne preparaty mogą być przyjmowane wyłącznie po konsultacji z lekarzem.

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!