Dlaczego właściciele samochodów elektrycznych wracają do spalinowych

Od kilkunastu lat w rubryce "Technika i gadżety" ekscytujemy się samochodami elektrycznymi. Wielokrotnie wymienialiśmy ich zalety i opisywaliśmy rozwój technologii w tej dziedzinie. Nie wycofujemy się z przewidywań, że do aut określanych skrótem EV (Electric Vehicle) należy przyszłość motoryzacji. Ale musimy też napisać o przeszkodach, jakie elektryczna rewolucja napotyka.

Naprawdę znacząca przeszkoda jest właściwie tylko jedna, choć bardzo poważna. To ładowanie akumulatorów pojazdów EV. Ktoś powie, że od samego początku był to problem czyniący samochody elektryczne niepraktycznymi. To prawda, ale 10-15 lat temu problem ten polegał na braku odpowiedniej technologii. Dziś jest to problem braku infrastruktury wykorzystującej powstałą technologię.

Obecna technologia pozwala naładować akumulatory stosunkowo szybko. Ładowarki Tesli pracujące na napięciu 480V - określane jako Superchargers - potrafią uzupełnić 80% energii w ciągu 30 minut. A wprowadzane są już ładowarki na 800V i różne firmy obiecują skrócenie czasu ładowania do kilkunastu, a nawet kilku minut.

Czytaj także: Uczelnie walczą o kandydatów i przyjmują coraz mniejszy ich odsetek

Na razie jednak najpopularniejsze są ładowarki na niższe napięcie. Pracujące na napięciu 240V określane są jako Level 2. Ale wymagają już podłączenia samochodu na wiele godzin. Ekspert motoryzacyjny agencji Bloomberg Kevin Tynan ładował takim urządzeniem testowany samochód Chevrolet Volt aż 6 godzin, aby po rozładowaniu akumulatora uzyskać ponownie zasięg 300 mil.

Dojeżdżając resztkami energii do ładowarki, która jest zajęta, musimy czekać na powrót kierowcy samochodu podłączonego do ładowarki - w tym wypadku Forda Mustanga Mach-E.


To nie koniec złych wiadomości. Level 2 to dla wielu właścicieli EV luksus. Instalacja takiej ładowarki w domu to dodatkowy koszt i obciążenie domowej sieci. Czasem konieczne są nawet jej przeróbki i kładzenie nowych kabli, które wytrzymają duży pobór mocy.

Czytaj także: Spłacanie domu i pożyczki pod zastaw domu w czasie epidemii

A korzystanie ze zwykłego gniazdka na 120V - co określane jest jako Level 1 - oznacza ślimacze wręcz tempo ładowania. Kevin Tynan podłączył w ten sposób testowany samochód Ford Mustang Mach-E. Po godzinie ładowania, zasięg samochodu powiększył się o... 3 mile.

Naukowcy z University of California przeprowadzili sondaż wśród osób, które kupiły EV w latach 2012-2018. Zauważyli, że jedna piąta tych entuzjastów - jak chyba można nazwać nabywców samochodów elektrycznych - powróciła do samochodów spalinowych. Zapewne trudno ich będzie przekonać, aby ponownie spróbowali korzystać z EV. A to oznacza kłopot z przestawieniem motoryzacji na samochody elektryczne w 100%.

Czytaj także: Nie daj policji pretekstu do zatrzymania

Głównym powodem zniechęcenia do EV są problemy z ładowaniem akumulatorów. Aż 70% kierowców, którzy przesiedli się z powrotem do aut spalinowych, nie miało w domu ładowarki Level 2. A publiczne ładowarki tego typu, choć dostępne w wielu miejscach, nie rozwiązują problemu. Prawie dwie trzecie posiadaczy samochodów elektrycznych, biorących udział w sondażu, z nich nie korzysta.

Ładowanie samochodu ze zwykłego gniazdka domowego jest możliwe, ale niezwykle powolne.


Naukowcy nie pytali o powód niekorzystania z publicznych, szybkich ładowarek. Można jednak łatwo się domyślać, że chodzi o koszt. Samochód elektryczny jest znacznie bardziej ekonomiczny od spalinowego. Ale oszczędność szybko znika, gdy trzeba zapłacić za prąd znacznie wyższą cenę w publicznej ładowarce.

Czytaj także: Trump i Obama na cenzurowanym

Samochód Ford Mustang Mach-E testowany był także przez magazyn "Road & Track". W czasie testu trzeba było doładować akumulator, zwiększając zasięg auta z 83 do 166 mil. Koszt skorzystania z ładowarki w sieci Forda wyniósł 13,29 dolarów. Jak przeliczył dziennikarz magazynu, płacąc za benzynę 3 dolary za galon i przejeżdżając 25 mil na jednym galonie, za 13,29 dolarów można przejechać 112 mil.

Cena prądu to niejedyny problem. Dziennikarz "Road & Track" wskazywał na kłopoty ze znalezieniem publicznej ładowarki. Sieć FordPass, działająca przy współpracy z firmą Electrify America, jest teoretycznie największą w USA, bo liczy aż 16 tysięcy punktów. Ale ładowarek jest w nich niecałe 40 tysięcy, więc często stacja ma tylko pojedynczą ładowarkę. Wybierając jedną z lokalizacji, kierowca ryzykuje, że po dojechaniu na miejsce zastanie ładowarkę zajętą. Ponadto szybkie ładowarki nie zawsze też pracują z pełną mocą. Szczególnie gdy obciążone są kilkoma samochodami.

Użytkowanie EV nie wygląda więc jeszcze tak jak powinno. To jednak nie zmienia faktu, że nie ma już odwrotu dla zastąpienia silnika spalinowego elektrycznym. Kolejne koncerny zapowiadają, że za 10-15 lat nie będą już nawet produkować samochodów na benzynę. Badania agencji Bloomberg, dotyczące rynku europejskiego, przyniosły ostatnio informację, że samochody elektryczne będą już tańsze niż spalinowe za 6 (sedany) lub 7 (mniejsze auta) lat.

Czytaj także: Air Force przystosowuje bombowiec B-52 dla kobiet

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!