Uwierzyli w swój film - Plotki o artystach

Wytwórnie filmowe inwestują ogromne pieniądze w kolejne filmy, a ich celem jest oczywiście zysk. Wykładając miliony dolarów muszą mocno wierzyć w talent ludzi, których zatrudniają. Ale okazuje się, że czasem sami zatrudniani wierzą w siebie bardziej niż wytwórnia. I co wtedy robią? Też inwestują.

Taką właśnie historyjkę opowiedział Tom Hanks. Był już uznanym aktorem, gdy wytwórnia Paramount zatrudniła go do filmu "Forrest Gump". Miał za sobą takie hity jak "Big" (1988) czy "Sleepless in Seattle" (1993). I przede wszystkim film "Philadelphia" (1993), za którego właśnie dostał Oskara.

Na reżysera został wybrany także nie byle kto, bo Robert Zemeckis (reżyser m.in. wszystkich trzech części "Back to the Future"). Przy takich sławach na planie można było oczekiwać sukcesu.

Czytaj także: Kto chce chodzić do szkoły?

A jednak gdy przyszło do realizacji filmu, okazało się, że aż takiego zaufania do gwiazd jednak nie ma. Szefowie studia zawsze oglądają każdy grosz do wydania, ale tym razem zakwestionowali jeden z kluczowych fragmentów filmu. Była to sekwencja scen, w których Forrest Gump biegnie przez całe Stany Zjednoczone.

Główny bohater miał pojawiać się w różnych miejscach kraju, więc podróżować musiała z nim cała ekipa filmowa. Paramount stwierdził, że to zbyt droga zabawa. Ale Zemeckis upierał się, że wyciąć tego ze scenariusza nie można. Poszedł więc do Hanksa i zaproponował mu spółę - obaj podzielą się kosztami zrobienia sekwencji scen.

Oczywiście nic za darmo. Oprócz realizacji artystycznej wizji, Zemeckis i Hanks otrzymali od wytwórni nieco większe udziały w ewentualnych zyskach. To było ryzyko, bo nie wiadomo było, jakie te zyski będą.

Czytaj także: Najwięksi hazardziści są w New Jersey

A koszt nakręcenia scen w różnych częściach USA był ponoć niemały, choć Hanks nie ujawnił, o jaką kwotę chodziło. Ale najwyraźniej aktor i reżyser bardziej wierzyli w sukces swego filmu niż sama wytwórnia, która ich zatrudniła.

I mieli rację. Film był ogromnym sukcesem. Zdobył aż 6 Oskarów, w tym za najlepszy film. Swoje statuetki dostali Zemeckis - dla najlepszego reżysera i Hanks - dla najlepszego aktora. I był to drugi z rzędu Oskar dla Toma Hanksa!

Sukces był też finansowy. "Forrest Gump" zarobił łącznie 683 miliony dolarów. Tom Hanks dostał z tego około 65 milionów. Ile musiał zainwestować w produkcję filmu z własnej kieszeni, dokładnie nie wiadomo. Ale biznes na pewno się opłacił, bo budżet Paramount na zrobienie całego filmu wynosił 55 milionów.

Zyskali nie tylko twórcy filmu. Widzowie także, bo powstała kultowa sekwencja, choć trwająca tylko 7 minut. Zaczyna się od sceny, gdy Forrest Gump budzi się rano po spędzeniu nocy z Jenny. Widząc, że jej nie ma zaczyna biec przed siebie "bez specjalnego powodu".

Jego bieg trwa 3 lata i zyskuje zainteresowanie całej Ameryki. Wielu ludzi przyłącza się do Gumpa wierząc, że biegnie on z jakimś przesłaniem. Gdy dziennikarze pytają go, co mu się przydarza na drodze, odpowiada, że "zdarza się gówno" - w ten sposób powstaje hasło "shit happens". Gdy biegnący donikąd Gump jest u szczytu popularności, w pewnym momencie zatrzymuje się i mówi: "Jestem zmęczony. Myślę, że pójdę teraz do domu". I zostawia na drodze tłumy zdezorientowanych ludzi, którzy biegli za nim.

Dzięki Tom, dzięki Bob, że wyłożyliście kasę i taka scena powstała.

Czytaj także: Chłopak spełnił marzenie - Plotki o artystach

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!