Turniejowe afery i "afery" - Plotki o artystach

W poniedziałek rozpoczął się tenisowy US Open. Nasza rakieta numer 1, Iga Świątek, rozbudza wielkie nadzieje, ale jak to w sporcie, nic nie wiadomo. Również Hubert Hurkacz ostrzy sobie pazurki na świetny wynik. Jeden rywal już mu odpadł, bo serbski tenisista Novak Djoković konsekwentnie odmawia zaszczepienia się na Covid, za co nie ma zgody na wjazd do USA. Jednak i tak już wygrał, jeśli chodzi o popularność, o dyskusje i komentarze na jego temat.

Dopiero początek turnieju, a już pełno skandali i kontrowersji. Do głównego turnieju, czyli pierwszej rundy zakwalifikowała się 16-letnia Czeszka Sara Bejlek. Z radości pobiegła do swego ojca i zarazem trenera. Ten w przypływie uczuć objął ją, długo poklepywał po pośladkach, a na koniec pocałował w usta. Ci, co to widzieli, uznali ten gest za niesmaczny i dwuznaczny. Tenisistka ma dopiero 16 lat, a w dodatku to córka. Wytykają, że to podobno nie pierwszy raz, kiedy tatuś w taki sposób okazuje swoją radość po wygranym meczu córki.

Trzeba jednak uczciwie dodać, że chwilę później dziewczyna obejmowała się z drugim facetem, pewnie też jakimś trenerem i ten tak samo ją poklepywał po pośladkach. Zobaczymy co będzie się działo po kolejnym meczu. Amerykanie to jednak naród pełen sprzeczności. Na co dzień tacy rozwiązli, a tu doszukują się nie wiadomo czego jako strażnicy moralności.

Kilka dni wcześniej, na kortach, gdzie rozgrywany jest turniej US Open, zorganizowano zbiórkę dla Ukraińców dotkniętych wojną. Czołowi tenisiści rozgrywali mecze towarzyskie, pieniądze z biletów i te z puszek przeznaczone zostały na szczytny cel. Nasza Iga grała w parze ze swoim idolem, Rafą Nadalem.

W wydarzeniu wzięło udział wiele znanych nazwisk. Chęć swoją zgłosiła również Wiktoria Azarenka, dziewczyna ma dobre serce, niech wszyscy widzą, że chce pomóc. Niestety, nie pozwolono jej. Bo to Białorusinka, a w dodatku ulubienica tyrana Łukaszenki. No niestety, nie można zjeść ciastka i mieć ciastko. Natomiast drogę wjazdu do ojczystej Rosji zamknęła sobie tenisistka, Daria Kasatkina. Jako jedna z nielicznych wśród swoich rodaków, jednoznacznie potępiła agresję Rosji na Ukrainę.

Trzeba teraz przypomnieć, że w tym samym kraju, w Cincinnati w stanie Ohio, na wcześniejszym turnieju wyproszono z trybun kobietę. Dlaczego? Owinięta we flagę ukraińską, siedziała jak trusia i oglądała mecz Rosjanki, Anastazji Potapowej. Rosjanka poskarżyła się sędzi. Sędzia chciała delikatnie i powiedziała, że to "nie jest miłe" dla Rosjanki. Kobieta odpowiedziała roztropnie, że "nie jest miłe najeżdżać na inny kraj".

Iga Świątek miała okazję pograć ze swoim idolem Rafalem Nadalem.


Ostatecznie opuściła mecz, ale i tak jej nie dano spokoju. Ochrona znalazła ją w tłumie na terenie ośrodka, gdzie odbywał się turniej i kazała się wynosić. Panią z flagą ukraińską postraszono też policją. Tłumaczono się potem, że... flaga była za duża.

Nie trzeba było długo czekać, żeby w internecie zatrzęsło się od zdjęć kibiców na meczach z dużymi flagami innych państw. Jak to nazwać? Dwulicowość? Podwójne standardy? Przecież Amerykanie bardzo wspierają Ukrainę, prezydent wydał już miliardy dolarów na pomoc militarną. A tu Rosjanka przyjeżdża do ich kraju i każe wyrzucić kogoś, kto wspiera ten uciemiężony kraj. Jak to możliwe?

Nie można być jednocześnie za i przeciw. Chyba że tak jak poseł Jarosław Gowin, który głosował za, ale był przeciw i głosując "się nie cieszył". Czyżby Amerykanie oglądali obrady naszego Sejmu i już się czegoś nauczyli?

Dobrze, że do grania dopuszczają Igę. Ona od napaści Rosji na Ukrainę ma przyszytą flagę Ukrainy do swej nieodłącznej czapeczki. Przecież mogliby na przykład powiedzieć, że flaga jest za mała. Tak samo absurdalny powód, jak to, że jest za duża.

Na US Open doszło też do "afer", które wzbudzają uśmiech. Bianca Andreescu z Kanady oskarżyła o utrudnianie jej gry... swojego sponsora. Już po kilku pierwszych piłkach podeszła do sędziego i poprosiła o przerwę, gdyż musi się przebrać. To się zdarza, tenisistki mają zresztą zagwarantowane dwie przerwy "na toaletę" w czasie meczu.

Andreescu poprosiła jednak nie tylko o przerwę, ale też o to, aby sędzia nie policzył jej tej przerwy jako jednej z dwóch przepisowych. Tłumaczyła bowiem, że "ta sukienka jest taka zła". Chciała dodatkowej przerwy na przebranie się, bo przecież "to nie jest moja wina, to wina Nike". Sędzia był miły i się zgodził. Pytanie, czy ludzie z Nike będą też tacy mili.

Na usprawiedliwienie tenisistki, to nie był przypadek złej baletnicy, co jej przeszkadzał rąbek u spódnicy. Wiatr rzeczywiście podwiewał jej sukienkę, która utrudniała odbicia rakietą. Może Nike to dostrzeże i ukarze własnych projektantów, a nie tenisistkę. Andreescu w nowej sukience poradziła sobie z rywalką i wygrała mecz.

Plotkarze znaleźli też temat na widowni. Na meczu Sereny Williams (kończąca w tym miesiącu 41 lat tenisistka gra zapewne swój ostatni turniej) dostrzegli na widowni Billa Clintona. To żadna sensacja. Ale drugiego dna doszukują się w tym, kto na widowni towarzyszył byłemu prezydentowi. Nie, żadna młoda dziewczyna. Przeciwnie, 94-letnia kobieta. To dr Ruth Spark, znana seks-terapeutka. Czyżby 76-letni Clinton wciąż walczył ze swoimi żądzami?

US Open jeszcze się nie skończył. Zobaczymy, jakie tematy przyniesie.

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!