Święty George i jego czyny - Plotki o artystach

Magazyn "GQ" ogłosił, że George Clooney jest nie tylko "Człowiekiem roku", ale nawet "Ikoną roku". Ikona to obraz świętego, więc wychodzi na to, że aktor jest takim amerykańskim świętym. No, trzeba przyznać, że jak na hollywodzkie standardy, zachowuje się przyzwoicie. Wraz z żoną Amal Alamuddin angażuje się też w problemy tego świata. Nagłaśnia je używając swojej popularności i wywiera presję na różnych decydentów.

No dobrze. Ale żeby zostać świętym, nie wystarczy być grzecznym i wrażliwym. Czy nawet przystojnym i sexy, jak mówią o George'u kobiety. Muszą też być cuda. No i trzeba przyznać, że magazyn "GQ" zadziałał tu zgodnie z prawidłami sztuki. Ogłaszając go "Świętym roku", opisał także cud, dokonany przez Clooney'a.

Do świętości potrzeba dwóch cudów, jeden wystarcza tylko na to, żeby zostać błogosławionym. Ale Clooney był już błogosławiony. I to wielokrotnie. Przez wspomniane kobiety, które mają go za seksownego przystojniaka. Nie raz czuły stan uniesienia wpatrując się w ekran. A pewnie niejedna po seansie zaciągnęła męża do sypialni, co czasem skutkowało stanem błogosławionym.

Więc wystarczy nam już tylko jeden cud, aby uznać Clooney'a za świętego. Zresztą opisany w "GQ" cud to właściwie 14 cudów, tego samego typu. Bo porządny święty cuduje seriami, nie ma się co rozdrabniać.

Czytaj także: Nigdy nie wierz mężczyźnie. Ale z kobietami też uważaj - Plotki o artystach

Na czym polegał cud - czy też 14 cudów - opisał sam George. Trochę to niezręczne, że robi to sam zainteresowany, ale przecież świętemu wypada uwierzyć. Zresztą pierwszy raz opisał to już w 2017 roku jego kumpel, Rande Gerber. Znowu pewna niezręczność, bo to jednak kumpel. No, ale kumpel świętego.

Rzecz się działa w 2013 roku. Słynny aktor zaprosił na kolację do swojego domu 14 bliskich przyjaciół. Naprawdę bliskich, takich których ma od 35 lat. A więc od czasów, gdy nie był jeszcze sławny, bogaty i sexy. Gdy wszyscy już przyszli, zaprosił ich do stołu. A tam czekały na nich nie tylko sztućce i talerze. Ale i walizka przy każdym krześle.

Co było w walizkach? W każdej z nich okrągły milion dolarów w gotówce. Przypomnę w tym miejscu, że nie opisuję kolejnego filmu sensacyjnego z udziałem Clooney'a. Żaden "Ocean's 14" (chociaż by pasowało, bo gości było 14, a seria tych filmów skończyła się na 13). To się wydarzyło naprawdę.

Czytaj także (o zupełnie innej niż Clooney'a postawie celebryty): Na miliard składa się tysiąc milionów - czyli "Plotki o artystach"

W wywiadzie dla "GQ" George w końcu potwierdził tę historię. I opowiedział, co go skłoniło do tak hojnych prezentów. "Przez lata pomagali mi, gdy potrzebowałem pomocy - opowiada Clooney. - Spałem u nich na kanapie, kiedy nie miałem się gdzie podziać, pożyczali mi pieniądze, kiedy ich nie miałem".

George Clooney nie zawsze był sławny, nie zawsze był bogaty, ani nawet sexy. Na fotografii po lewej - Clooney w serialu "The Facts of Life", w którym zagrał majstra w 17 odcinkach, w latach 1985-1987. Sława przyszła dopiero dekadę później, wraz z serialem "ER", gdzie z majstra awansował na lekarza.


Aktor przyznał, że wszyscy są zapisani w jego testamencie, "gdyby walnął w niego autobus". Bo jak sam zauważył, większość z nich jest od niego starsza. Statystycznie, kasę dostaną raczej tylko w razie wypadku. I wtedy Clooney'a olśniło: "To czego, k...wa, ja czekam na autobus?!". I dał wszystkim po milionie od razu.

No, może nie tak od razu. Bo najpierw musiał przygotować 14 milionów dolarów w gotówce. Takiej kwoty nie wypłaca się w okienku bankowym. A skąd się bierze 14 milionów w 20-dolarowych banknotach? Kupuje się.

Tak jest. Kupuje. Clooney ujawnił, że chcąc zdobyć wypełniacz walizek, znalazł w internecie ogłoszenie, że ktoś w Los Angeles sprzedaje gotówkę. Pewnie jakoś to musiał sprawdzić, że to nie bandyci po skoku na bank albo jacyś dealerzy prochów. Świętemu z takimi się zadawać nie wypada. No i że kasa jest prawdziwa, ale z taką filmową miał wiele razy do czynienia, więc sam jest ekspertem.

Dzięki filmowemu doświadczeniu wiedział też, jak załatwić transport. Pojechał odrapanym vanem, z napisem "Florist", żeby nie zwracać uwagi. No, zupełnie jak w filmie. O transporcie wiedział tylko jego asystent i kilku ochroniarzy, którzy - jak pisze "GQ" - "robili w portki". Oczywiście Clooney był cool, nie takie sceny już odgrywał. Czyż nie należy mu się tytuł "Świętego roku"?

Czytaj także: Planowe wygrywanie na loterii

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!