Sam na sam ze wspomnieniami czyli "Plotki o artystach" w pandemii

Są tacy, co narzekają, że się wysiedzieli w domu w czasie pandemii. Wynudzili się, bo brakowało im imprez czy nawet zwykłych spotkań towarzyskich. No ile można siedzieć z własnym mężem albo żoną?

To teraz pomyślcie, co przeżywały gwiazdy i gwiazdeczki, które tlen biorą nie z powietrza, ale z ciągłego zainteresowania ich osobą. Z ganiania za nimi paparazzich, nagabywania przez przypadkowych ludzi o wspólne selfie czy autograf, z okrzyków i wzdychania fanów i wszelkich widzialnych i słyszalnych zachwytów otaczającej ich ziemskiej atmosfery. Te wszystkie gwiazdy nie tyle się nudziły, co po prostu DUSIŁY się siedząc w luksusowych rezydencjach czy na wypasionych jachtach.

Piszę o tym, bo chcę, żebyście z pewnym zrozumieniem podeszli do tego, jak niektórym w tych rezydencjach odwalało. I to sami celebryci o tym donosili, umieszczając swoje opowieści na przeróżnych portalach. Bo bez tego opowiadania o sobie też żyć nie mogą, a w ostatnim czasie nie mieli o czym opowiadać, jak tylko o tym, co też robili w domu.

Różne historie się pojawiały, nie będę was katował przepisem na zrobienie jajecznicy, który niejedna gwiazdka teraz nagle odkryła. Albo instrukcją, jakie środki służą do mycia kibla, na wypadek gdyby pokojówka przez wirusa nie mogła się zjawić w pracy. Wybrałem znacznie lżejszy kaliber.

Pamiętacie "Baywatch"? Pewnie że pamiętacie, bo nawet najmłodsi Czytelnicy mieli zapewne niejedną okazję obejrzeć powtórkę serialu, który był rozkoszą miłośników anatomii i fizyki. Jak żadne inne naukowe opracowanie, pozwolił na dokładne prześledzenie, w zwolnionym tempie, jak obfite części anatomiczne kobiety zachowują się w czasie ruchu poziomego, pionowego, bujanego i w ogóle przyspieszenia niekoniecznie ziemskiego.

Serial leciał w latach 90-tych, ale kto przyjechał do USA później i tak pewnie zna go z Polski jako "Słoneczny patrol". Nawet teraz, w polskiej telewizji leci jego kolejna powtórka. Jest okazja przypomnieć sobie wielką gwiazdę serialu i jej wielkie... hmm... zalety, Pamelę Anderson (na fotografii u góry).

Pamela występowała w serialu w latach 1992-97, grając dzielną ratowniczkę plażową C. J. Parker. Gdy odchodziła z serialu, jej manager tłumaczył, że robi to, aby "zróżnicować i uzupełnić swoją karierę". Wielkiej zróżnicowania czy w ogóle kariery aktorskiej jednak nie zrobiła. Każdy ją pamięta chyba tylko z "Baywatch". A jedynym uzupełnieniem tej roli były liczne sesje rozbierane dla "Playboy'a".

Jak się nie ma co się lubi, to się przeżywa to, co się miało. Tak właśnie robi Pam, czym niedawno się pochwaliła. Wciąż ma swój czerwony strój plażowy, który w serialu walczył o utrzymanie biustu w czasie podskoków aktorki na piasku. Teraz kostium jest ciągle pod ręką - "w górnej szufladzie!" - wyznała Anderson w wywiadzie dla Fox News.

To nie wszystko. Aktorka zapewnia, że ciągle sprawdza, czy jeszcze na nią pasuje. Założyła go nawet, gdy przyszli do niej znajomi, "tak dla kawału". No, to jeszcze można zrozumieć. Ale Pamela zwierzyła się, że kostium zakłada częściej. Po co? Żeby tylko pochodzić w nim po mieszkaniu.

Dziewczyno, przestań żyć przeszłością. Młode ciało to niejedyna fajna rzecz w życiu. Masz dopiero 53 lata i możesz jeszcze niejedno zrobić! Stać cię na więcej niż tylko na wielki biust.

PS. Pamela skończyła 53 lata dosłownie przed chwilą, bo 1 lipca. Przy tej okazji zobaczyliśmy na portalu Onet jej fotografię. Podpis, jak również jedno z pierwszych zdań artykułu brzmiało: "Ciężko uwierzyć, że już za kilka dni Pamela Anderson skończy 63 lata". Rzeczywiście, ciężko nam było w to uwierzyć. Artykuł ma wiele fajnych zdjęć z różnego okresu i jest wciąż dostępny tutaj.

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!