Prezydent zgadza się z obywatelami - Plotki o artystach

Okres Bożego Narodzenia to piękny okres. Dzieją się niezwykłe rzeczy. Nikogo nie powinna więc dziwić historia, która wydarzyła się w samą Wigilię. Nie, tym razem nie chodzi o gadające zwięrzęta. Raczej o gadających ludzi.

Jednym z nich był sam prezydent Joe Biden. Razem z żoną podążał za tradycją Białego Domu i ucinał telefoniczne pogawędki z obywatelami, którzy chcieli mu tego dnia złożyć świąteczne życzenia. Jednym z obywateli, którym udało się dodzwonić do samego prezydenta, był 35-letni Jared Schmeck ze stanu Oregon.

Rozmowa zaczęła się zupełnie normalnie. Pan Schmeck okazał się być ojcem czwórki dzieci, więc Joe Biden był ciekaw, jakich prezentów oczekują od Świętego Mikołaja. Schmeck zapewniał, że jego 2-letnia córka będzie uszczęśliwiona każdym podarunkiem. A jemu samemu marzy się spokojna noc. Prezydent żartobliwie życzył więc ojcu czwórki dzieci "dużo szczęścia" w tej sprawie, co wywołało śmiech wszystkich rozmawiających.

Rozmowa ciągnęła się jak prawdziwa sielanka, ale trzeba było już ją kończyć. Wszyscy pożyczyli więc sobie wesołych świąt, przy czym obywatel Schmeck nieoczekiwanie dokleił do życzeń znany ostatnio zwrot i powiedział: "Merry Christmas and let's go Brandon".

Stali Czytelnicy "Plotek o artystach" zapewne pamiętają, jak powstał zwrot "Let's go Brandon" i co oznacza. Pozostałym przypomnę, że zaczęło się od wywiadu ze zwycięzcą jednego z wyścigów samochodowych NASCAR. Nazywa się właśnie Brandon, Brandon Brown.

W czasie wywiadu telewizja pokazała publiczność na wyścigowym torze, która akurat zaczęła skandować "F..k you Biden". Reporterka prowadząca wywiad zwróciła uwagę na okrzyki widzów i doniosła radośnie kierowcy, że skandują oni jego imię: "Let's go Brandon". W ten sposób "Let's go Brandon" stał się synonimem "F..k you Biden". Pisaliśmy o tym w artykule pt. "Narodziny gwiazdy - Plotki o artystach".

Takiego prezydenta (i jego żony) nie możemy nie lubić. Uśmiechnięty zgadza się z obywatelami, cokolwiek powiedzą.


Nagranie z wywiadu stało się w internecie bardzo popularne. Swoje dołożył czarnoskóry raper Loza Alexander, który stworzył dość prosty utworek, w którym na przemian słychać dwa hasła. Raper powtarza po reporterce "Let's go Brandon", a w odzewie słychać tłum skandujący "F..k Joe Biden".

A ja dziś obrastam w piórka, bo opisując tę sprawę w październiku prorokowałem, że hasło zostanie z nami na dłużej. I faktycznie, powtarzane jest przy wielu okazjach, słyszałem nawet jak jakiś kongresman zakończył nim swoje przemówienie. Nic więc dziwnego, że i obywatel zwrócił się tymi samymi słowami do swojego prezydenta.

Nic dziwnego. Ale odpowiedź tegoż prezydenta była już bardzo dziwna. Cóż odrzekł Joe Biden? Powtórzył to samo! I dołożył jeszcze dla pewności "zgadzam się". Żeby nie było wątpliwości, zacytuję całość w oryginale. Joe Biden powiedział: "Let's go Brandon, I agree".

Czyżby prezydent nie wiedział, co to hasło znaczy? Nikt z jego zwolenników nie próbował go tak tłumaczyć. Mówiono raczej, że jego odzywka "to dowód pewności siebie". Przeciwnicy mówili oczywiście, że jednak Joe nie wie, co mówi.

Jared Schmeck zarzeka się, że nie jest "Trumperem". Przyznaje, że jest sfrustrowany tym, co robi prezydent i uważa, że mógłby robić więcej. Ale wcale nie chciał go obrażać, a "Let's go Brandon" miało być takim żarcikiem. Trzeba przyznać, że żarcik mu wyszedł.

A ja tam nie wnikam, co sobie Joe Biden myślał, zgadzając się z hasłem "F..k Joe Biden". Ale od prezydenta supermocarstwa oczekiwałbym innej odpowiedzi. Na przykład takiej: "Masz synu mi coś do powiedzenia? To powiedz otwarcie, jak mężczyzna. A jak cię wybiorą chociaż na burmistrza jakiejś pipidówy to pogadamy o rządzeniu".

No, ale było inaczej. Let's go Brandon, I agree.

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!