Prezydenckie koncerty - Plotki o artystach

4 lipca wypada w tym roku wygodnie w poniedziałek. Będzie długi weekend. A co robicie w następny weekend, powiedzmy w piątek 8 lipca? Może chcecie wybrać się na niezwykły koncert? No, oczywiście nie reklamowalibyśmy go, gdyby był zwykły. Specjalnością "Plotek" są przecież historie zwariowane, niezwykłe albo głupie. Tym razem chodzi o wszystkie te rzeczy naraz.

Wystąpi facet, który ma 66 lat, ale będzie to jakby jego debiut. Przynajmniej w sensie artystycznym, bo usłyszał już o nim cały świat i to w dodatku 40 lat temu. Tyle że potem o nim zapomniał. Mówi wam coś nazwisko John Hinckley Jr.? Nic? A pamiętacie zamach na prezydenta Ronalda Reagana?

W 1981 roku szaleniec oddał sześć strzałów raniąc Reagana i trzy inne osoby (sekretarz prasowy prezydenta został w wyniku postrzału sparaliżowany). To nie był akt polityczny. Wcześniej przymierzał się do zabicia prezydenta Jimmy'ego Cartera - demokraty, a Reagan był republikaninem. Wariat chciał "zaimponować" aktorce Jodie Foster, którą prześladował po zobaczeniu jej w kultowym filmie "Taxi Driver" w 1976 roku. Za wszelką cenę chciał zwrócić jej uwagę na siebie.

Ten szaleniec to John Hinckley Jr. W 1982 roku został uznany za niewinnego zamachu, ze względu na niepoczytalność. W klinikach psychiatrycznych spędził 40 lat, ale od 2016 roku był pacjentem już tylko dochodzącym. Musiał spełniać szereg wymogów, aż we wrześniu ubiegłego roku sąd zgodził się na jego pełne uwolnienie, które ma nastąpić w czerwcu.

Początek Hinckley'a był wystrzałowy, ale później jego kariera rozwijała się powoli.


Hinckley nie zmarnował ostatnich lat. Od czasu swojego "wystrzałowego" debiutu grał na gitarze w ramach terapii psychiatrycznej i uruchomił swój kanał na YouTube. Ma tam nawet 27 tysięcy abonentów i coś tam na tym zarabia. Postanowił więc spróbować występu na żywo. Znaleźli się tacy, którzy stwierdzili, że przy jego nazwisku da się zarobić. To Market Hotel na Brooklynie. Wbrew nazwie to nie hotel, ale sala widowiskowa przy ulicy Myrtle Avenue.

John Hinckley Jr. poinformował właśnie, że bilety na jego koncert już się rozeszły. Nie wiadomo czy to prawda, ale na stronie internetowej Market Hotel rzeczywiście ich już nie ma. Natomiast artysta-zamachowiec zaprasza na następny koncert - 16 lipca, w Space Ballroom w Hamden, w Connecticut. Bileciki tanie, bo po dwie dychy.

Taka jest Ameryka. Na wszystkim da się zarobić. Na krytykę, że dla takiej osoby organizuje się koncert, Market Hotel odpowiedział, że w przemyśle muzycznym były już gwiazdy, które usiłowały zabójstw. I dał przykład: Daniel Johnston "usiłował morderstwa więcej niż raz i próbował rozbić samolot". Człowiek, który postrzelił cztery osoby, w tym prezydenta, może więc koncertować. Są przecież gorsi.

Jeżeli Market Hotel ma wolne terminy, to może zaprosi Putina. Niech nam zagra na harmoszce. Zapłacimy. Przecież pieniądze są najważniejsze.

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!