Pobita żona czy mąż? - czyli niełatwe plotkowanie o artystach

Fajnie jest poplotkować o sławnych ludziach, ponabijać się z ich fochów, fobii i różnych dziwnych zachować. Ale każda gazeta, nawet taka typowo plotkarska, musi uważać, żeby nie przesadzić. Żeby nie pomylić plotek z oszczerstwami. Nie zawsze się to udaje, bo fakty zdają się czasem mówić same za siebie, ale potem okazuje się jednak, że nie wszystko jest takie oczywiste.

Czytaj także: Szczepionka Billa Gatesa ze szpiegowskim czipem?

Przekonała się o tym gazeta "Sun" z Wielkiej Brytanii, która przecież plotkowaniem zajmuje się profesjonalnie. Ale musi teraz bronić się w sądzie, bo proces o zniesławienie wytoczył jej Johnny Depp. Zaprotestował przeciwko nazwaniu go w artykule z 2018 roku "bijącym żonę". I dotychczasowe zeznania jego i jego świadków rzeczywiście zmieniają obraz tego, co wcześniej opisywali zawodowi plotkarze.

Rzekomo bitą żoną (no, my się pilnujemy i dodajemy "rzekomo", ale w takiej sprawie to właściwie przy każdym słowie należałoby dodawać "rzekomo") była Amber Heard. Z "Piratem z Karaibów" poznała się w 2011 roku, na planie filmowym, gdy razem grali w "The Rum Diary". W 2015 roku, 29-letnia wówczas aktorka poślubiła 52-letniego wówczas Deppa.

Szczęście nie trwało długo. Zaledwie 15 miesięcy po ślubie dziewczyna wystąpiła o rozwód, mówiąc przy tej okazji publicznie, że Johnny ją bije. Na obecnym procesie w Londynie wyszło, że miał ją bić także przed ślubem. Prawnicy Heard twierdzą, że od roku 2013 do przemocy doszło co najmniej 14 razy.

Johnny Depp i Amber Heard wpadli sobie w oko na planie filmu "The Rum Diary", w 2011 roku.


Przez pięć dni sądowych przesłuchań Johnny Depp przekonywał jednak sąd, że było dokładnie odwrotnie. Nie tylko nazywa oskarżenia Heard kłamstwami, ale twierdzi, że to ona dopuszczała się przemocy wobec niego. Tłumaczy, że była żona zarzucała mu dokładnie wszystko to, co sama robiła. Uważa, że chciała się w ten sposób zabezpieczyć na wypadek zarzutów wobec niej.

A według słów Deppa i według zeznań jego świadków, byłoby co jej zarzucić. Najciekawsza była noc po jej 30-tych urodzinach, obchodzonych w Australii. Depp na imprezę trochę się spóźnił, bo miał spotkanie ze swoimi managerami. Nie mieli dla niego dobrych wieści - aktor stracił 650 milionów dolarów, a w dodatku zalegał 100 milionów w niezapłaconych podatkach.

Wiadomo, że w takich okolicznościach emocje mogły grać rolę. Ale według Deppa, to jego żona rzuciła się na niego, gdy leżał już w łóżku. W trakcie rozróby rzuciła w niego butelką tak nieszczęśliwie, że odcięła mu czubek palca. Mnóstwo krwi i odcięty kawałek znalazł następnego dnia asystent Deppa. Powiedział też, że łóżko aktora było pełne odchodów, które miała pozostawić Heard. Tłumaczyła ponoć później, że miał to być "niewinny żarcik".

Czytaj także: inne "Plotki o artystach"

Nieciekawie opowiadała o aktorce także jej własna asystentka. Kate James pracowała dla niej w latach 2012-2015. Wspominała m.in., że szefowa tekstowała do niej pijana między 2 a 4 rano, "prawie codziennie". Namawiała ją też do składania fałszywych zeznań, gdy Amber Heard została oskarżona o przemycenie do Australii dwóch psów. Sama też kłamała w liście do amerykańskiego urzędu imigracyjnego. Kate James zeznała, że przygotowywała jej ten list, w którym aktorka wstawiała się z jedną z pracownic planu filmowego. Zapewniała, że kobieta nigdy nie pracowała w USA, choć doskonale wiedziała, że to nieprawda.

Asystentka twierdzi też, że Amber Heard "ukradła" jej dramatyczną historię, którą przyżyła 30 lat wcześniej. Kate James opowiedziała kiedyś swojej szefowej, że w młodości, w Brazylii została brutalnie zgwałcona. Heard miała według niej przerobić tę opowieść na własny użytek.

W procesie zeznawała też Winona Ryder, chociaż nie była świadkiem żadnych scen bójek. W latach 90-tych była narzeczoną Deppa i opowiadała jedynie o niezwykle łagodnej naturze aktora. Zapewniała, że nigdy nie był agresywny ani wobec niej, ani wobec nikogo innego. I chociaż nie chce nikogo nazywać kłamcą, jest przekonana, że oskarżenia o bicie żony nie mogą być prawdziwe.

To oczywiście dopiero jedna strona medalu. Prawnicy wydawcy gazety "Sun" zaczynają teraz przedstawiać drugą stronę. Zapewne będzie zupełnie inna niż ta pierwsza.

Czytaj także: Nowinki kulturalne

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!