Emma Thompson wreszcie przeżywa orgazm

Aktorka angażuje się w działalność społeczną, wspiera Greenpeace, mniejszości i aktywistki walczące o prawa kobiet. Chwała jej za to. Bardzo lubię tę aktorkę i podpisuję się obiema rękami pod tym co robi.

Ostatnio przeniosła swą pomoc na plan filmowy, gdzie propaguje szukanie siebie w towarzystwie przystojnego "ciacha". W ostatnim filmie "Good Luck, Leo Grande" gra kobietę dojrzałą (sama jest po sześćdziesiątce), czyli można by powiedzieć, że gra postać reprezentatywną dla swego pokolenia.

Jeśli myślicie, że w filmie walczy o równouprawnienie kobiet, czy o prawa mniejszości, to nic bardziej mylnego. Film ma za zadanie, owszem, pomóc kobietom, ale w sferze erotycznej. Ma pomóc kobietom uwolnić skrywane pragnienia i fantazje erotyczne. Jednym słowem, Emma walczy o równouprawnienie kobiet do orgazmu.

W filmie wciela się we wdowę, która postanawia spełnić swoje nigdy nie zrealizowane fantazje erotyczne. Kobietę, emerytowaną nauczycielkę religii, matkę dorosłych dzieci, która przez całe życie była tylko z jednym partnerem, swym mężem. Teraz chce pokonać swoje kompleksy i odkryć przyjemność z seksu. Kobieta nigdy bowiem nie miała orgazmu.

Tu rodzi się pytanie, kim był jej mąż? Nie widział, że podczas seksu układała w głowie listę zakupów czy zastanawiała się, co zrobi jutro na obiad? Widocznie nie przywiązywał wagi do tego, czy ona ma przyjemność, tylko całą uwagę skupiał na sobie. Niestety, nie może się już bronić. Jedyne co może, to przewrócić się w grobie.

Nancy, postać grana przez Emmę Thompson, do zrealizowania swych zamiarów podchodzi bardzo profesjonalnie. Nie szuka pana w swoim wieku, który miałby pokazać jej coś w alkowie, jeśli jeszcze byłby w stanie. Ona wynajmuje pracownika seksualnego. Brzmi bardzo profesjonalnie, a kiedyś to po prostu waliło się prosto z mostu i określało mianem: męska dziwka czy żigolak.

Pan jest młody, przystojny, jednym słowem bóg seksu. Dla niego robota jak każda inna, wynajmują go przeważnie starsze panie, a nie ryczące trzydziestki. Dla niej to przeżycie nowe, ekscytujące i odkrywające nieznane jej strony erotyzmu. Konfrontuje z nim przekonania dotyczące seksu, rodziny i pragnień dojrzałej kobiety.

Kochanek na etacie to wbrew pozorom dość wrażliwy facet. Nie oferuje swoim klientkom tylko ciała, ale słucha je i próbuje zrozumieć. No po prostu chodzący ideał. Może twórcy filmu specjalnie tak stworzyli tę postać, aby zachęcić panie do sięgnięcia po telefon i skorzystania z takich usług? Sam scenariusz i pomysł filmu powstał na bazie wielogodzinnych rozmów online z kobietami, które już to zrobiły. Jak widać, zapotrzebowanie jest duże, dojrzałych kobiet chcących się zabawić nie brakuje. Pytanie ilu młodzieńców znajdzie się, aby poradzić sobie z długo tłumioną namiętnością dojrzałych pań.

Podziwiam Emmę Thompson za odwagę pokazania ciała dojrzałego przy boku młodego męskiego. Nie robi problemu ze swego wieku i nie odmładza się na siłę, jak wiele innych aktorek. Nie o to przecież w tym filmie chodzi. Ale i tak trzeba było mieć odwagę, żeby na takie sceny się zdecydować.

A więc panowie, zwracajcie uwagę na potrzeby swych żon! Bo inaczej przyjdzie wam się zmierzyć z guru od seksu. Lepiej zapobiegać niż znaleźć się w takiej sytuacji. Utarło się, że to mężczyźni mają młode kochanki. Po obejrzeniu filmu, nie wszystkie panie będą czekać aż mąż umrze, aby odnaleźć samą siebie.

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!