Borat powraca na wybory - Plotki o artystach

Ten to umie robić zamieszanie. Jego filmy mogą się podobać albo nie, ale trzeba przyznać, że zdobywają rozgłos. Nawet gdy jeszcze nie trafiły do kin. Albo jak w tym przypadku - do internetu. Bo teraz premiery odbywają się w różnych serwisach internetowych i nawet po wirusie już chyba tak zostanie. Różne Netflixy, Amazony i inne Hulu płacą kasę za wyłączność, żeby ludzie wykupili ich serwis, jeżeli chcą obejrzeć ten właśnie film. Bilet do kina już nie wystarczy. Ech, czasy.

Czasy są też takie, że filmy robi się na polityce. Bo to jest nośne, ludzi rajcuje opluwanie politycznych przeciwników, więc trzeba dać im takich igrzysk na ekranie. Kupią to, a my zarobimy.

Czytaj także: Niepoprawne politycznie "Plotki o artystach"

Zorientował się w tym gość, znany jako Sacha Cohen. Dodał sobie jeszcze tytuł, a może imię - trudno powiedzieć - Baron i tak każe się nazywać. I zrobił film, który kręcić się będzie wokół polityków. Żeby się dobrze sprzedał, premierę wyznaczono na 23 października - 11 dni przed wyborami prezydenckimi. Pojawić się ma na Amazon Prime Video.

Sacha Baron Cohen zdobył sławę filmem "Borat". Pełny tytuł miał aż 12 słów, które plotły coś o nauce kultury amerykańskiej dla dobra narodu kazachskiego. Bo główny bohater, tytułowy Borat Sagdiyev był reporterem z Kazachstanu. Prowadził wywiady z Amerykanami, które miały obnażać ich głupotę albo inne wady. Sam Borat też był porąbany, bo miał obsesję na punkcie dawnej gwiazdy serialu "Baywatch" Pameli Anderson, którą przez cały film ścigał.

O Pameli Anderson czytaj także w artykule: Sam na sam ze wspomnieniami czyli "Plotki o artystach" w pandemii

To był rok 2006. Od tego czasu dużo się zmieniło i to nie biegające panienki w kostiumach kąpielowych są sexy, ale politycy. Sacha Cohen przetestował temat już w 2018 roku, w serii programów "Who is America" na Showtime. Wrabiał polityków w pseudowywiady i udało mu się to nawet z byłym wiceprezydentem USA, Dick'iem Cheney.

A teraz Borat powraca z drugim filmem, który kręcony był w tajemnicy. Bo Sacha Cohen w nim też namawiał - poprzez swoich ludzi - na wywiady różnych polityków, którym mówił, że chodzi o materiały dokumentalne. Sądząc po jeszcze dłuższym roboczym tytule niż poprzednio - 18 słów (tytuł w końcu skrócono do banalnego: "Borat Subsequent Moviefilm") - tym razem reporter z Kazachstanu ma obsesję na punkcie obecnego wiceprezydenta Mike'a Pence.

Plotkarskie media podają, że politycznych tematów będzie więcej. Mają to być m.in. związki Trumpa z Epsteinem, czyli gościem oskarżonym o dostarczanie VIP-om nieletnich prostytutek, który w więzieniu popełnił samobójstwo. Taka zapowiedź na pewno rozgrzeje niektórych widzów, którzy zapragną zobaczyć film. Chociaż dziennikarze w tej sprawie zapewne już dawno odkryli wszystko, co było do odkrycia.

Jedna ze scen filmu pokazuje, jak Sacha Cohen wkradł się na wiec wiceprezydenta Mike'a Pence w przebraniu Donalda Trumpa.


Można się łatwo domyśleć, że drugi "Borat" wzbudzi jeszcze większe kontrowersje niż pierwszy. Podział podoba się/nie podoba się - będzie pewnie przebiegał według partyjnej linii. A o ocenę prawdziwości "wywiadów" będzie jeszcze trudniej niż w pierwszym filmie. Już wtedy, przynajmniej niektóre sceny wyglądały na sfingowane przyłapanie ludzi na różnych głupotach. Za plecenie bzdur na ekranie nie trzeba dużo płacić. Wielu robi to nawet za darmo.

A przyłapać kogoś naprawdę jest znacznie trudniej. W lipcu br. Borat próbował tego z Rudym Giuliani. Były burmistrz Nowego Jorku a potem adwokat prezydenta Trumpa zorientował się, że z jego wywiadem coś śmierdzi i wezwał policję. Sacha Cohen uciekł ratując się przed aresztowaniem. Giuliani go nie ścigał, mówiąc, że Borat jest nawet śmieszny i podkreślając, że nie dał mu się nabrać.

Cohen musi też uciekać przed innymi bohaterami jego filmu. Do pseudowywiadu namówił Judith Dim Evans, Żydówkę, która przeżyła holokaust. Powiedziano jej, że wywiad będzie dotyczył właśnie zagłady Żydów i żydowskiej kultury i ma służyć filmowi dokumentalnemu. Gdy po fakcie dowiedziała się prawdy, była oburzona i odmówiła przyjęcia zapłaty za udział w filmie.

Kobieta zmarła w tym roku, ale w jej imieniu córka złożyła pozew sądowy. Żąda usunięcia z filmu sceny wywiadu z matką i zadośćuczynienia finansowego. Ma to jednak być kwota tylko 75 tysięcy dolarów, więc Amazon i Borat stwierdzą zapewne, że zyski z filmu będą większe. W końcu przecież chodzi w tym wszystkim tylko o kasę.

Czytaj także: Co się dzieje ze sportem w telewizji?

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!