Bill Cosby czyli Ameryka w pigułce - Plotki o artystach

Jaka jest Ameryka każdy widzi. A jak nie widzi, niech spojrzy na Billa Cosby'ego. Jest doskonałym studium systemu społeczno-prawno-finansowego, jaki funkcjonuje w Stanach Zjednoczonych. W jednej tylko sprawie, są wszystkie elementy tak charakterystyczne dla Ameryki. Elementy, które widzimy na co dzień, tyle że dotyczące różnych spraw i różnych ludzi. Teraz mamy wszystko w pigułce.

Ale po kolei. Najpierw gwiazdor oskarżony zostaje o brzydkie rzeczy przez kobietę. Już 15 lat temu Andrea Constand poskarżyła się prokuratorowi, że czarnoskóry aktor naszprycował ją narkotykami i zgwałcił. Brakowało dowodów, a kobiecie trochę się myliły fakty. Najpierw powiedziała, że było to w 2005 roku, potem, że w 2004, chociaż mówiła o wydarzeniach sprzed miesięcy, a nie wielu lat. No i o takich wydarzeniach, których raczej się nie zapomina.

Prokurator stwierdził, że nie ma szans na udowodnienie czegokolwiek Cosby'emu. Żeby nie ponieść całkowitej porażki, zaproponował układ. W ogóle nie wniesie oskarżenia, jeżeli aktor złoży zeznania pod przysięgą. Gdyby oskarżenie wniósł, Cosby nie musiałby ich składać. Prawo chroni każdego przed tzw. samooskarżeniem - własne zeznania nie mogą być dowodem przeciwko oskarżonemu. Układ z prokuraturą polegał na tym, że zeznania będą wykorzystane tylko w pozwie cywilnym.

Czytaj także: Jak Amerykanie uśmiercają skazańców?

Taki pozew złożyła pani Constand. Cosby przyznał w swoich zeznaniach, że częstował kobiety środkiem uspokajającym o nazwie Quaalude. W latach 70-tych stał się tak popularny, że w 1984 roku został uznany za narkotyk i zakazany. Fakt używania go przez Cosby'ego był obciążający, więc gwiazdor musiał dogadać się ze skarżącą go kobietą. I choć twierdził, że jej nie zgwałcił, bo seks odbywał się za jej zgodą, zapłacił jej za odstąpienie od pozwu. W 2006 roku dostała 3,38 mln dolarów.

W 2014 roku dziennikarze dotarli do zeznań Cosby'ego i zrobiła się afera. Prokuratorem dystryktu Montgomery County w Pennsylwanii, gdzie mieszka aktor, był już ktoś inny. Artykuły w mediach wydały mu się ważniejsze niż umowa prokuratury z poprzedniej dekady. W 2015 roku kazał aresztować bohatera artykułów i wniósł sprawę do sądu.

Nie było łatwo, bo pierwszy proces skończył się bez wyroku. Sędziowie przysięgli mieli podzielone zdania. Czas grał jednak na korzyść prokuratora. Rozwijał się ruch MeToo, zapoczątkowany w 2017 roku sprawą Harvey'a Weinsteina, hollywoodzkiego producenta wykorzystującego swoją pozycję w relacjach z młodymi aktorkami. Wiele kolejnych kobiet zaczęło sobie przypominać, że zrobiły karierę tylko dlatego, że przeszły przez łóżko wpływowego człowieka. No, po prostu szok.

Czytaj także: Nowy gigant w Las Vegas

Kolejne kobiety zaczęły też sobie przypominać o gwałceniu ich przez Billa Cosby'ego. Zgłosiło się ich prawie 60. W jego ponownym procesie w 2018 roku - wciąż dotyczącym jednak tylko sprawy pani Constand - przysięgli nie mieli już wątpliwości. Bill Cosby został skazany na 10 lat więzienia, z koniecznością odsiedzenia co najmniej 3 lat.

Bill Cosby ostatecznie wygrał.


No i praktycznie tyle odsiedział - prawie 3 lata. W maju oferowano mu zwolnienie warunkowe, jeżeli weźmie udział w programie resocjalizacyjnym dla gwałcicieli. Władze chciały się upewnić, że 83-letni pan nie będzie już gwałcił wszystkich kobiet dookoła. Cosby odmówił, bo stwierdził, że nigdy nikogo nie zgwałcił i nie musi się resocjalizować. Powiedział, że woli odsiedzieć całe 10 lat niż zgodzić się na określenie zboczeńca.

Czytaj także: A taki był z niego miły facet... - Plotki o artystach

Oczywiście i tak wielu go w ten sposób określa. Ale 10 lat słynny aktor nie odsiedzi. Sąd Najwyższy stanu Pennsylwania uznał, że został przez prokuraturę oszukany. Złożył zeznania, które wykorzystane zostały do oskarżenia go. W dodatku za ich złożenie, prokuratura miała go nie oskarżać. Sąd Najwyższy nie miał właściwie wyboru. Bill Cosby wyszedł na wolność i nie może już być sądzony w sprawie pani Constand. Oczywiście płyną pod jego adresem pogróżki, że czeka na niego jeszcze wiele innych spraw. Ale od lat nic z nich nie wynikło.

Podsumujmy więc całą historię, mającą tyle charakterystycznych elementów dla Ameryki.

1. Kobieta oskarża sławnego i bogatego (ocenianego na 400 milionów dolarów) o gwałt.
2. Układ z prokuraturą pozwala na umorzenie dochodzenia.
3. Broniąc się przed procesem, bogaty oskarżony wypłaca sporą kasę osobie skarżącej.
4. Dziennikarze ujawniają zeznania obciążające gwiazdora.
5. Ambitny prokurator odgrzebuje sprawę, która zrobiła się głośna, nie patrząc nawet na wcześniejsze zobowiązania.
6. Poszkodowanych są tuziny, każdemu należy się kasa, a przynajmniej 5 minut sławy w mediach.
7. Słynny gwiazdor zostaje skazany w procesie, który obserwuje cała Ameryka, a znaczna jej część oczekuje przykładnego wyroku.
8. Prawnicy, zapewne bardzo drodzy, odkręcają całą sprawę i skazany wychodzi na wolność.

Czego jeszcze brakuje? Może książki albo filmu opisującego perypetie skazanego? Zapewne powstaną. A może jeszcze jednego zwrotu akcji? Ale w którą stronę? Prawnicy mówią, że teraz piłeczka jest po stronie Billa Cosby'ego. To on może wnieść pozew o bezprawne oskarżenie i proces. W końcu odsiedział prawie trzy lata. Cała ta historia pewnie nie jest jeszcze zakończona.

Czytaj także: Płeć "X" w Nowym Jorku, coraz więcej osób LGBT w USA

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!