Żydzi i katolicy protestują przeciwko restrykcjom

Ortodoksyjni żydzi wyszli na ulice nowojorskiego Brooklynu, protestując przeciwko ponownemu wprowadzeniu restrykcji związanych z epidemią koronawirusa. Setki osób demonstrowało w dzielnicy Borough Park, licznie zamieszkanej przez ortodoksyjnych żydów.

Na ulicy wzniecony został ogień, po podpaleniu kartonów i różnych śmieci. Protestujący wrzucali do niego maseczki ochronne oraz skandowali hasło "Jewish lives matter", na podobieństwo hasła "Black lives matter". Straż pożarna nie mogła gasić ognia ze względu na duży tłum. Strażacy musieli się wycofać, tłumacząc, że nie czuli się bezpieczni.

Nie interweniowała także policja. Nikt nie został aresztowany, choć doszło do przemocy. Jeden z ortodoksyjnych żydów próbował nawoływać do założenia maseczek. Został jednak zwyzywany jako "kapuś" i pobity. Inna osoba została obrzucona kamieniami i odwieziona do szpitala w stanie krytycznym. Burmistrz Nowego Jorku Bill de Blasio zapowiedział, że dla przemocy "nie będzie tolerancji".

Czytaj także: Nowy Jork wraca do życia, ale w połowie kraju jest gorzej

Protesty były reakcją na ogłoszenie przez gubernatora stanu Andrew Cuomo, że dziewięć obszarów Nowego Jorku uznane zostało za tzw. strefę czerwoną. To konsekwencja większej liczby zakażeń koronowirusem w tych miejscach. Obszar uznaje się za strefę czerowną, jeżeli przez 7 dni odsetek pozytywnych wyników badanych osób przekracza 3%.

Ortodoksyjni żydzi na Brooklynie palili maseczki na znak protestu przeciwko restrykcjom.


Niektóre obszary w Nowym Jorku miały odsetek znacznie wyższy, sięgający nawet 8% (dla całego miasta wynosi on obecnie 1,39%). Jednocześnie kilkanaście kolejnych miejsc ogłoszono strefą pomarańczową.

Czytaj także: Ucieczka z Nowego Jorku

W strefach czerwonych przywrócono szereg restrykcji. Sklepy, które nie są kluczowe dla funkcjonowania społeczeństwa, zostały zamknięte. Restauracje mogą sprzedawać posiłki tylko na wynos. Zamknięte zostały też budynki szkolne i nauka odbywa się wyłącznie zdalnie.

Największy sprzeciw wywołał jednak zakaz zgromadzeń, w tym także w świątyniach. Będzie mogło w nich przebywać jednocześnie zaledwie 10 wiernych (w strefach pomarańczowych 25). W dodatku ograniczenie do tej liczby obowiązuje bez względu na pojemność świątyni.

Ortodoksyjni żydzi uważają, że zakaz uderza w ich prawo do praktyk religijnych. Czują się wręcz zaatakowani, bo wszystkie dziewięć czerwonych stref obejmuje obszary licznie przez nich zamieszkiwane.

Powrotem do restrykcji zaniepokojony jest także kościół katolicki. Biskup Nicholas DiMarzio z Brooklynu stwierdził, że bezpieczeństwo parafian jest priorytetowe i że kościół podporządkował się przepisom obowiązującym w czasie epidemii. Ale funkcjonują one dobrze i ograniczanie wolności religijnej jest nieuzasadnione.

Biskup zauważył także, że parafie musiały ponieść spore koszty, aby dostosować się do nowych przepisów. A teraz i tak kościoły nie będą mogły przyjmować wiernych. Bo przecież ich pojemność liczona jest w setkach, a niekiedy nawet w tysiącach, więc pozwolenie na wpuszczenie 10 osób jest praktycznie zamknięciem świątyni.

Diecezja Brooklynu ma około 1,5 miliona wiernych. Uczęszczają oni do 230 kościołów na Brooklynie i Queensie. Nowe restrykcje mają obowiązywać przez co najmniej 14 dni. Organizatorzy nielegalnych zgromadzeń mogą być ukarani grzywną 15 tysięcy dolarów.

Czytaj także: Nosić maseczki czy nie?

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!