Zima bez szczepionki na koronawirusa. 90% Amerykanów zagrożonych.

Pesymistyczne prognozy dotyczące epidemii koronawirusa w USA usłyszała senacka komisja, zajmująca się m.in. sprawami zdrowotnymi. Najszerzej komentowana jest wypowiedź zeznającego przed nią Roberta Redfielda. To szef Centers for Disease Control and Prevention, rządowej agencji znanej na całym świecie pod skrótem CDC.

Jej rekomendacje dotyczące leczenia i zapobiegania chorobom są brane pod uwagę przez wiele instytucji w innych krajach. W dobie Covid-19, agencja stała się znana także zwykłym obywatelom w wielu państwach. Wypowiedź jej szefa ma więc dużą siłę oddziaływania.

Tymczasem Robert Redfield stwierdził, że powszechne zastosowanie szczepionki na koronawirusa to jeszcze kwestia wielu miesięcy. Prezydent Donald Trump sugerował wcześniej, że szczepienia mogą rozpocząć się już nawet w październiku.

Czytaj także: Dla milionerów podatek, dla reszty po 500 dolarów

Prawdą jest, że obecnie aż cztery różne preparaty przechodzą badania kliniczne na ludziach. Prace nad szczepionką są więc bardzo zaawansowane. Ale wiele wskazuje na to, że najbliższą zimę społeczeństwo musi jeszcze przetrwać bez szczepionki.

Po pierwsze, nie ma żadnej pewności, że którykolwiek z czterech preparatów okaże się skuteczny, a jednocześnie będzie bezpieczny. To będzie wiadome najwcześniej w listopadzie, a może nawet w grudniu. Po drugie, wyprodukowanie setek milionów szczepionek zajmie sporo czasu. A po drodze mogą pojawić się problemy, jak na przykład braki w zaopatrzeniu w składniki.

Pierwsi zaszczepieni będą pracownicy służby zdrowia. W optymistycznym scenariuszu stanie się to już w pierwszych miesiącach przyszłego roku. Trzeba wziąć pod uwagę, że trzy z czterech testowanych preparatów wymaga dwukrotnego szczepienia, w odstępie jednego miesiąca. Robert Redfield twierdzi, że zaszczepienie całego społeczeństwa amerykańskiego zajmie czas do "kwietnia, maja, czerwca, może lipca".

Tu pojawia się kolejny problem. Nie wszyscy chcą się szczepić. Wiele osób uważa, że szczepionki powodują najróżniejsze choroby, choć badania tego nie potwierdzają. W przypadku szczepionki na Covid-19, sceptycy obawiają się dodatkowo, że będzie ona przygotowana w pośpiechu, a więc nie przebadana wystarczająco dokładnie. Według niektórych sondaży, aż jedna trzecia Amerykanów mówi, że nie przyjmie szczepionki na koronawirusa.

Czytaj także: Kto chce chodzić do szkoły?

Negatywna postawa tak dużej grupy utrudni zaszczepienie wystarczającej liczby ludzi, aby powstrzymać rozwój epidemii. Epidemiolodzy mówią, że szczepionkę powinno przyjąć około 70% społeczeństwa, aby oczekiwać wygaszania Covid-19.

Robert Redfield (w środku, na mównicy) w czasie konferencji prasowej w Białym Domu.


Przyjmuje się, że gdy 60%-80% społeczeństwa jest uodpornione na danego wirusa, można mówić o tzw. "uodpornieniu stada". Dochodzi do tego przy wszystkich kolejnych wirusach, np. zwykłej grypy. Wielu ludzi zaraża się nią, często nawet o tym nie wiedząc wobec braków objawów. Ale ich organizm wytwarza antyciała czyniąc ich odpornymi. Gdy odpornych ludzi jest większość, wirus nie jest już w stanie rozprzestrzeniać się i epidemia wygasa.

Czytaj także: Turysta za wszelką cenę

Na efekt "uodpornienia stada" liczyły władze niektórych krajów, jak Wielkiej Brytanii czy Szwecji. Mówi się o tym także w USA, ale szef CDC zdradził wstępne wyniki badań prowadzonych na ten temat. Robert Redfield podejrzewał, że liczba uodpornionych Amerykanów jest znacznie większa niż oficjalnie podawana liczba osób zakażonych. Obecnie jest to ponad 7 mln, co stanowi już ponad 2% amerykańskiego społeczeństwa.

Badania rzeczywiście pokazują znacznie większą grupę, która ma już antyciała. W skali kraju jest to jednak w dalszym ciągu tylko kilka procent. Szef CDC tłumaczy, że w związku z tym, ponad 90% Amerykanów wciąż jest narażonych na Covid-19.

Ryzyko jest jednak nierówno rozłożone pomiędzy stany. Redfield podał, że w niektórych stanach odsetek zakażonych jest mniejszy niż 1%, ale są stany, gdzie wynosi on aż 15%-20%. A w jednym stanie badania pokazały, że zakażonych jest aż 24%, czyli niemal co czwarty mieszkaniec. Końcowe wyniki badań na ten temat mają być dopiero przedstawione.

Czytaj także: Nosić maseczki czy nie?

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!