Zalewanie wirusa alkoholem

Po wybuchu epidemii w USA w ubiegłym roku bary z alkoholem zostały zamknięte. To wcale jednak nie znaczy, że Amerykanie przestali pić. Znana firma badawcza Nielsen ustaliła, że stało się wręcz odwrotnie. Spożycie alkoholu wzrosło i to aż o 27%.

Czytaj także: Nietypowy ruch na granicy USA z Kanadą

Naukowcy tłumaczą, że to bardzo dobrze znane zjawisko. W czasach niepewności i stresu ludzie częściej sięgają po alkohol. A gdy już sięgają, piją go więcej niż zwykle. Próbują w ten sposób ukoić nerwy, zapomnieć o strachu i wszelkich problemach.

Alkohol rzeczywiście przynosi ulgę, ale - jak ostrzegają naukowcy - jest to ulga tylko chwilowa. I jak pokazują badania, gdy alkohol przestaje działać, złe samopoczucie powraca z większą siłą. To zachęca do ponownego skosztowania procentów.

Czytaj także: Pracownicy boją się wracać do biur

Tak rozkręca się spirala, która może prowadzić do systematycznego picia, a nawet alkoholizmu. Potwierdzają to sami alkoholicy, którzy w czasie leczenia wspominają początki swoich problemów. Wielu z nich wskazuje, że zaczęły się właśnie według takiego schematu.

Po zamknięciu barów spożycie alkoholu... wzrosło.


Wydział Departamentu Zdrowia o nazwie Substance Abuse and Mental Health Administration - zajmujący się m.in. problemem alkoholizmu - wskazuje na zmiany w okresie epidemii. Okazuje się, że więcej ludzi zgłasza się z problemami związanymi z nadużywaniem alkoholu. Wzrost widać wyraźnie w rejonach, gdzie w danym okresie efekty działania koronawirusa są najsilniejsze.

Czytaj także: Genetycznie zmodyfikowana armia komarów atakuje

Nadmierne spożywanie alkoholu jest obecnie podwójnym zagrożeniem. Nie tylko może prowadzić do uzależnienia, ale osłabia także system immunologiczny. A to właśnie osoby, których organizm jest osłabiony, w najcięższy sposób przechodzą COVID-19.

Dla osób, które mają problemy emocjonalne, lekarze sugerują to samo, co zawsze. Należy się dobrze wysypiać, dobrze odżywiać i zażywać ruchu. Aktywny tryb życia, kontakty z rodziną i przyjaciółmi, znalezienie czasu na relaks - to wszystko jest lepszą alternatywą od alkoholu i pozwala zachować dobre samopoczucie.

Czytaj także: Nadchodzi najgorsza susza od wielu lat

Osoby, które decydują się na alkohol, powinny kontrolować spożywane ilości. National Institute on Alcohol Abuse and Alcoholism podaje maksimum, którego nie należy przekraczać. Dla kobiet jest to jeden drink dziennie, a dla mężczyzn dwa drinki. Przy piciu "z jakiejś okazji", można sobie pozwolić na 3-4 drinki.

Za jeden drink uznaje się półtorej uncji (42,5 grama) 40-procentowej wódki. Nieważne czy wypitej jako czysta wódka, czy rozcieńczonej sokiem lub colą. Jeżeli pijemy wino, to w przypadku trunku o zawartości 12 procent alkoholu, jeden drink oznacza 5 uncji (142 gramy) tego płynu. To odpowiada przeciętnemu kieliszkowi do wina. Natomiast pijący piwo, jeden drink zaliczają po wypiciu 12-uncjowej butelki (1/3 litra), która zawiera 5% alkoholu.

Wytyczne Instytutu to oczywiście maksimum, na jakie można sobie pozwolić. Spożywanie alkoholu nawet poniżej tego limitu, ale codziennie, także nie jest wskazane. Osoby pijące alkohol codziennie, powinny raz na jakiś czas odmówić go sobie na kilka dni. Przykładowo, 5-dniowa abstynencja pozwoli sprawdzić, z jakim trudem przyjdzie nam zmienić swoje przyzwyczajenie. Im większy sprawi to kłopot, tym bardziej powinniśmy zacząć robić sobie przerwy. Kto w ogóle nie jest w stanie zrobić sobie przerwę, powinien szukać porady terapeuty.

Czytaj także: Czy prezydent Joe Biden może przyjmować Komunię Świętą?

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!