Walka o liczenie głosów - cz. 1/2

Trzy dni po wyborach żaden z kandydatów nie uznał jeszcze wygranej oponenta. Wręcz przeciwnie, obydwaj są przekonani o swoim zwycięstwie. A Donald Trump mówi wprost, że wybory zostały sfałszowane.

"Licząc legalne głosy, z łatwością wygrałem. Licząc nielegalne głosy, mogą próbować ukraść nam zwycięstwo" - stwierdził prezydent już w czwartek, 5 listopada.

Słowa te wywołały dość powszechne oburzenie i żądanie przedstawienia dowodów na jakieś oszustwa. Ostro komentowały je nie tylko media i demokraci, ale od wypowiedzi Trumpa odcinali się nawet niektórzy republikanie, jak np. wspierający go Chris Christie, były gubernator New Jersey. "Musi nam pokazać dowody" - stwierdził.

Czytaj także: Pakiet stymulacyjny ochronił przed ubóstwem, ale na krótki czas

Po przeliczeniu większości głosów, w środę wydawało się, że Donald Trump ma wielkie szanse na reelekcję. Głosy liczono jednak dalej, bo karty wyborcze nadsyłane pocztą wymagają więcej czasu do odczytania.

Donald Trump mówi w Białym Domu, że wybory zostały sfałszowane.


Z sondaży i oficjanych danych z 20 stanów wynika, że pocztą częściej głosowali wyborcy zarejestrowani jako demokraci. Dlatego przewaga Trumpa zaczęła się zmniejszać.

Według danych dostępnych w piątek, to Joe Biden jest bliżej zwycięstwa. Na siedem stanów, gdzie wynik jest wciąż niepewny, wystarczy aby wygrał tylko w Pennsylwanii, a zapewni sobie wystarczającą liczbę elektorów, tzn. co najmniej 270. Alternatywnie, wystarczy mu wygrana w dwóch z następujących trzech stanów: Arizona, Georgia i Newada.

Dla Trumpa największą szansą jest następujący scenariusz: zwycięstwo w Pennsylwanii, Georgii oraz wygrana w Newadzie lub Arizonie. Za nierozstrzygnięte uznaje się także wybory w Wisconsin, Michigan i Północnej Karolinie.

Czytaj także: Największe oszustwo podatkowe w historii USA

Sztab wyborczy prezydenta złożył szereg pozwów sądowych w stanach, gdzie wyniki nie są jeszcze ostateczne. Domaga się w nich zaprzestania liczenia głosów i dopuszczenie większej liczby obserwatorów ze strony republikanów.

Jak na razie sądy odrzucają pozwy. Do piątku zrobiły to sądy w Michigan, Georgii oraz w Pennsylwanii.

Donald Trump jednak nie poddaje się. Mówiąc o oszustwach wyborczych zapowiedział, że zwróci się do Sądu Najwyższego. Nie ma jednak możliwości zrobienia tego bezpośrednio. Do Sądu Najwyższego sprawy trafiają po przejściu ścieżki kolejnych odwołań do sądu coraz wyższej instancji.

O protestach wyborczych i odnajdywaniu głosów na poczcie czytaj w drugiej części artykułu: Walka o liczenie głosów - cz. 2/2

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!