Urząd do mówienia prawdy

Administracja prezydenta Joe Bidena ogłosiła, że będzie sprawdzać, które informacje pojawiające się w przestrzeni publicznej są prawdziwe, a które takie nie są. Do ustalania prawdy ma posłużyć nowo utworzona komisja, którą w ubiegłym tygodniu powołał do życia Departament Bezpieczeństwa Krajowego DHS (Department of Homeland Security).

Ta komórka o nazwie Disinformation Governance Board została powołana do zwalczania dezinformacji mogącej zagrozić bezpieczeństwu wewnętrznemu kraju. Szczególnie chodzi o informacje napływające z Rosji oraz te dotyczące skali imigracji do USA. Jak wyjaśnia kierownictwo DHS, administracja musi reagować, kiedy w obiegu znajdują się nieprawdziwe informacje, rozsiewane przez ośrodki propagandowe nieprzyjazne Stanom Zjednoczonym.

Weryfikacja takich informacji przez rządowych ekspertów poprawi bezpieczeństwo w USA, szczególnie w ważnych momentach dziejowych takich jak wybory prezydenckie lub do Kongresu - przekonuje szef DHS Alejandro Mayorkas. Dodaje, że zwalczanie dezinformacji odbywać się będzie z poszanowaniem wolności słowa i swobód obywatelskich w USA.

Ten nowy projekt administracji Bidena został ostro skrytykowany przez republikanów oraz sprzyjające konserwatystom media. Komisję d/s dezinformacji nazwano wprost "Ministerstwem Prawdy", przeniesionym ze znanej powieści George'a Orwella "1984". Złośliwi zwrócili też uwagę, że skrót DGB (Disinformation Governance Board) różni się tylko jedną literą od skrótu KGB.

Czy urzędnicy będą wyposażeni w taką pieczątkę?


Republikanie nie mają wątpliwości, że głównym zadaniem "eskpertów prawdy" Bidena będzie blokowanie informacji krytycznych wobec obecnej administracji. Również tych niekoniecznie pochodzących z wrogich ośrodków propagandy, ale z własnego, amerykańskiego podwórka. DGB stanie się rządowym recenzentem treści pojawiających się w internecie i w tradycyjnych mediach, aby nie zagrażały one obecnej ekipie rządzącej.

Zwrócono uwagę, że na szefową DGB wyznaczono 33-letnią Ninę Jankowicz, która dzięki swojej pracy w Rosji, Białorusi i Ukrainie dla kilku amerykańskich organizacji pozarządowych zyskała reputację specjalistki od rosyjskiej dezinformacji. Urodzona i wykształcona w USA Jankowicz ma wschodnioeuropejskie korzenie, a zwolennicy Donalda Trumpa przypomnieli, że w czasie ostatniej kampanii prezydenckiej szerzyła błędne informacje na temat zawartości laptopa Huntera Bidena (syna obecnego prezydenta). Twierdziła, że podrzucony laptop Huntera był elementem kampanii prezydenckiej Trumpa oraz rosyjską propagandą.

Później okazało się, że zawartość wielu maili znajdujących się w laptopie Huntera Bidena była autentyczna. Niektórzy twierdzili nawet, że maile sugerowały jego udział w działaniach korupcyjnych na Ukrainie. Informacje te potwierdziły "The New York Times" i "The Washington Post", które początkowo lansowały teorię, że laptop podrzucili agenci Kremla, aby skompromitować Joe Bidena i pomóc Trumpowi wygrać wybory prezydenckie. W odczuciu republikanów, skompromitowana Nina Jankowicz nie będzie wiarygodna na stanowisku szefa komisji d/s dezinformacji, skoro nie tak dawno sama brała udział w dezinformacji.

Niektórzy oponenci polityczni demokratów snują też teorię, związaną z tym, że powołanie DGB nastąpiło krótko po pojawieniu się informacji, że Elon Musk chce wykupić Twittera. Według nich, przejęcie Twittera przez Muska oznaczałoby odblokowanie wielu profili, w tym Donalda Trumpa, zablokowanych przez ten portal społecznościowy m.in. za szerzenie - według Twittera - informacji nieprawdziwych. Przywrócenie przez Muska tych profili na Twitterze mogłoby zagrozić demokratom i obecnej administracji - twierdzą niektórzy. Sugerują, że DGB będzie w istocie narzędziem zwalczającym prawdę, bo według nich na Twitterze jest ona blokowana.

Należy zaznaczyć, że Donald Trump stwierdził, iż nie zamierza się pojawiać na Twitterze. Stworzył własną platformę komunikacyjną i chce ją promować. Ponadto przejęcie Twittera przez Muska zostało zapowiedziane, ale jeszcze nie zrealizowane. Wielu komentatorów ocenia, że może nigdy nie dojść do finalizacji.

Politycy o bardziej wyważonych poglądach nie wierzą, aby komisja d/s dezinformacji miała realny wpływ na weryfikację informacji trafiających do obiegu. Cała sprawa wygląda raczej na mało poważny zabieg propagandowy ze strony Białego Domu. Jest zapewne częścią zbliżającej się kampanii wyborczej, gdyż w listopadzie 2022 roku odbędą się w USA wybory do Kongresu.

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!