Ubezpieczenie zdrowotne zdrożało i zdrożeje jeszcze bardziej

Ubezpieczenie zdrowotne kosztuje w USA coraz więcej, za co często obwinia się firmy ubezpieczeniowe, nastawione na zysk. System opieki zdrowotnej próbują uleczyć od wielu lat zarówno demokraci, jak i republikanie. Efektów nie widać, bo ceny wciąż idą w górę. Prawdą jest jednak także to, że chore jest również amerykańskie społeczeństwo. Koszty jego leczenia są coraz wyższe.

W ostatnim czasie badania wskazały na problem w niespodziewanym sektorze. Chodzi o pokolenie trzydziestoparolatków, określane jako generacja milenijna, czyli osoby wchodzące w dorosłe życie na początku tysiąclecia. Okazuje się, że pomimo młodego wieku mają problemy ze zdrowiem. A rokowania dla nich na przyszłość są znacznie gorsze niż w przypadku wcześniejszych pokoleń.

Jedno z badań na ten temat przeprowadziła firma ubezpieczeniowa Blue Cross Blue Shield. Wyniki wskazują, że jedna trzecia pokolenia milenijnego ma problemy zdrowotne, które redukują jakość życia, a także zmniejszają spodziewaną długość życia. Chociaż długość życia Amerykanów od wielu lat zwiększa się, to poprzednie pokolenie ma lepsze perespektywy. Badania pokazują, że na starość będą mieli mniej chorób niż generacja milenijna.

Czytaj także: Prezydent Biden pozwany o miliardy dolarów

Badania Blue Cross Blue Shield pokazały także, że młodzi ludzie o zdrowie nie dbają w sposób usystematyzowany. Co trzeci członek pokolenia milenijnego nie ma swojego lekarza ogólnego. To zmniejsza ich szanse na systematyczne badania. Brak profilaktyki powoduje, że choroby są odkrywane zbyt późno, przez co ich przebieg jest znacznie poważniejszy.

Młodzi ludzie zwykle niechętnie się badają. Przychodzą do lekarza dopiero wtedy, gdy dojdzie do czegoś poważniejszego.


Tymczasem analiza danych pokazuje, że zdrowie Amerykanów zaczyna się pogarszać już... od 27 roku życia! Co ciekawe, stan zdrowia młodych ludzi jest też w jakiś sposób zależny od geograficznego położenia miejsca zamieszkania. Najgorszy zanotowano w dwóch południowych stanach - Alabamie i Luizjanie, a także w Wirginii Zachodniej. Najlepszm zdrowiem wśród młodych cieszą się natomiast mieszkańcy stanów zachodnich: Kalifornii, Arizony, Newady i Kolorado.

Czytaj także: Nadchodzi fala eksmisji lokatorów. A domy coraz droższe

Inne badanie dotyczące zdrowia pokolenia milenijnego przeprowadziła firma Harris. Wyniki dla osób urodzonych w latach 1981-1988 (mających dziś 33-40 lat), nie wyglądają dobrze. Aż 44% tego pokolenia ma co najmniej jedną chorobę chroniczną.

Zwraca uwagę szczególny problem z chorobami natury psychicznej. Pokolenie milenijne wykazuje wyższy odsetek niż reszta społeczeństwa osób mających: migreny, silną depresję, choroby psychiczne, w tym zaburzenia odżywiania, zaburzenia psychotyczne (urojenia i omamy), a także zaburzenia psychorozwoju (np. ADHD, autyzm, dysleksja). Z innego rodzaju chorób, pokolenie to częściej choruje na astmę.

Czytaj także: Najgorsze korki są w metropolii nowojorskiej

Większe problemy ze zdrowiem zapowiadają wyższe koszty leczenia. A to oznacza kolejne podwyżki ubezpieczeń zdrowotnych. A przecież ceny polis rosły w ostatnich latach bardzo szybko. W latach 2015-2020, średnia cena polisy rodzinnej wykupionej poprzez pracodawcę wzrosła aż o 37%. Roczny koszt wzrósł z 15.545 dolarów do 21.342 dolarów (czyli 1779 dolarów miesięcznie).

Polisy wykupywane w ramach Obamacare były z założenia tańsze, ale w ciągu ostatnich lat niemal dogoniły polisy grupowe wykupywane poprzez pracodawcę. W 2015 roku polisy Obamacare kosztowały średnio 8.724 dolary rocznie, były więc niemal o połowę tańsze od grupowych. Ale przez pięć lat ceny wzrosły dwukrotnie i w ubiegłym roku średnia wynosiła już 17.244 dolary (1437 dolarów miesięcznie).

Prezydent Joe Biden wprowadził pewne limity wzrostu kosztów polisy w ramach Obamacare. Mają one zmniejszyć te koszty o 25%. Ale dotyczy to tylko nieco ponad 1 miliona Amerykanów.

W najbliższym czasie można się spodziewać jeszcze szybszego wzrostu kosztów leczenia. W okresie pandemii wiele osób odkładało wizyty u lekarza. Według sondażu American Medical Association z marca br., 70% lekarzy oceniało, że przyjmowali mniej pacjentów niż przed wybuchem pandemii. To oznacza, że wiele chorób nie zostało w tym czasie zdiagnozowanych. Gdy pacjenci zaczną pojawiać się u lekarzy z dawną częstotliwością, nastąpi zapewne erupcja odkrywanych chorób.

Czytaj także: Szukanie ludzi do pracy może wkrótce się skończyć

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!