Trump ma płacić codzienną karę

Były prezydent Donald Trump musi płacić karę za niedostarczenie dokumentów dla prokurator generalnej Nowego Jorku. Kara wynosi 10 tysięcy dolarów dziennie. Prokurator Letitia James prowadzi od trzech lat dochodzenie w sprawie Trump Organization. W firmie zarządzającej majątkiem rodziny Trumpów odkryto nieprawidłowości, ale samemu prezydentowi nie postawiono żadnych zarzutów.

Śledczy zażądali jednak od Donalda Trumpa wszelkich dokumentów dotyczących działania Trump Organization. Chcą ustalić, czy miał on coś wspólnego z przedstawianiem fałszywych danych przez firmę. Mówiąc w uproszczeniu, wartość posiadanych nieruchomości była zawyżana, aby uzyskać kolejne kredyty. Jednocześnie była zaniżana, aby płacić od nich niższe podatki. Pisaliśmy o tym przed rokiem, w tekscie pt. "Trump i Obama na cenzurowanym".

Prezydent Trump złożył krótkie, jednostronicowe oświadczenie, potwierdzone notarialnie. Stwierdza w nim, że nie posiada więcej dokumentów, które są w zainteresowaniu prokurator James. Oświadczenie jest jednak bardzo ostrożnie i wieloznacznie sformułowane. Trump pisze w nim np., że nie ma więcej dokumentów "w jego osobistym posiadaniu".

To jednak nie wyklucza, że takie dokumenty ma ktoś z jego zaufanych osób. Dlatego sędzia Arthur Engoron z nowojorskiego Sądu Najwyższego żąda od Trumpa znacznie bardziej szczegółowego i jednoznacznego oświadczenia złożonego pod przysięgą.

Donald Trump twierdzi, że "nie ma w osobistym posiadaniu" dokumentów, których domaga się prokurator.


Najwyraźniej nie dowierza byłemu prezydentowi, gdyż pyta jego adwokatkę: "Gdzie trzymał dokumenty? Zakładam, że nie miał wszystkiego w głowie?" Alina Habba odpowiada jednak niezmiennie formułką, że "to co miał w swoim posiadaniu, już macie".

Sędzia Engoron przywołał tłumaczenia prawnika Trump Organization Alana Gartena, którym zapewne też nie dowierza. O Trumpie powiedział bowiem: "Jest sławny, jak sądzę, z [samoprzylepnych karteczek] Post-it. Gdy chciał coś zlecić, pisał to na Post-it". To aluzja do zeznań Gartena, który w ubiegłym roku wyjaśniał, że Donald Trump miał asystentów, którzy zajmowali się jego dokumentami. A do komunikacji z pracownikami posługiwał się właśnie karteczkami Post-it.

Sędzia Engoron zauważył jednak, że żadne takie karteczki - jako rzekomo polecenia służbowe - nie zostały do prokuratury dostarczone.

Donald Trump tłumaczy, że szukał dokumentów, o które pyta prokurator, ale niczego u siebie nie znalazł. Sędzia żąda jednak bardzo konkretnych odpowiedzi na piśmie i pod przysięgą. "Chcę wiedzieć, kto poszukiwał tych dokumentów. Gdzie szukał? Kiedy szukał? Czego szukał?" - wyjaśnił adwokatce Trumpa.

Do czasu otrzymania tych odpowiedzi, były prezydent ma wpłacać do prokuratury 10 tysięcy dolarów dziennie.

Sędzia Arthur Engoron powiedział, że kara może też wygasnąć, jeżeli odpowiedzi udzieli firma HaystackID. Jako niezależny audytor prowadzi poszukiwania wszystkich dokumentów dotyczących Trump Organization. Wyniki poszukiwań w biurach mają być gotowe 6 maja. Natomiast 13 maja zakończone zostaną poszukiwania w magazynach dokumentów znajdujących się poza biurami. Tymczasem Alina Habba zapowiedziała apelację w sprawie płacenia kary 10 tysięcy dolarów dziennie.

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!