Temat aborcji znowu powodem protestów

W minionym tygodniu odbyły się liczne demonstracje dotyczące problemu aborcji. Doszło do nich m.in. w Chicago, Waszyngtonie, Houston, Atlancie, a także w Nowym Jorku. Już w ubiegłą sobotę doszło do jednej z nich pod katedrą świętego Patryka na Manhattanie. Z katedry co miesiąc wyrusza grupa przeciwników aborcji, którzy przechodzą pod pobliską klinikę aborcyjną, aby tam demonstrować swój sprzeciw wobec praktykom tam stosowanym.

Tym razem pod kościołem zebrali się także zwolennicy aborcji. Uaktywnili się w związku z publikacją portalu Politico. Napisano w niej, że Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych zamierza umożliwić władzom stanowym decydować niezależnie o prawie do aborcji. Przecieki w sprawie planowanego wyroku SN są niezwykle rzadkie. A teraz dotyczą w dodatku bardzo kontrowersyjnej sprawy. Prowadzone jest już śledztwo, kto ujawnił dziennikarzom przygotowywaną opinię sędziów.

Jak dotąd, wyznacznikiem przepisów aborcyjnych był wyrok Sądu Najwyższego USA w sprawie Roe przeciwko Wade, z 1973 roku, który dopuszczał aborcję. Termin, do której mogła być wykonywana, określony został na moment, w którym płód może przeżyć poza łonem matki. Pół wieku temu było to 28 tygodni, dziś lekarze potrafią uratować dziecko nawet w 23-24 tygodniu ciąży. Gdy władze stanowe próbowały ograniczać aborcję, różne organizacje i kliniki aborcyjne zaskarżały nowe przepisy do sądu. I dzięki powoływaniu się na precedens z 1973 roku, przepisy były przez sądy anulowane.

W ostatnich latach liczba podejmowanych prób ograniczenia aborcji wyraźnie się zwiększyła. Dotyczy to stanów, gdzie ludność - a przez to i wybrane przez nią władze - mają poglądy konserwatywne. Obecnie Sąd Najwyższy USA doszedł najprawdopodobniej do wniosku, że decyzję w sprawie przepisów aborcyjnych należy pozostawić w gestii lokalnych władz i społeczności.

Grupa proaborcyjna, protestująca przeciwko spodziewanej decyzji Sądu Najwyższego USA.


To jednak nie spodobało się osobom popierającym aborcję. Różne organizacje i nieformalne grupy zaczęły organizować protesty. Miały one różne formy i przebieg, polegały m.in. na personalnym atakowaniu członków 9-osobowego Sądu Najwyższego. Organizowano nawet marsze pod domy, gdzie sędziowie mieszkają.

Niektóre grupy proaborcyjne nawoływały też do protestów pod kościołami. Jest to dość kuriozalne, biorąc pod uwagę fakt, że kościół nie ma żadnego formalnego wpływu na stanowienie prawa w USA, a tym bardziej na decyzje Sądu Najwyższego. A członkowie kościoła mają prawo do własnych poglądów i ich głoszenia, co gwarantuje im amerykańska Konstytucja.

Niezrozumiałych zachowań demonstrujących poparcie dla aborcji było więcej. Pod katedrą św. Patryka jeden z protestujących machał laleczkami, krzycząc "Zabijam dzieci!" Wyglądało to tak, jakby chciał przekonać, że płód dziecka jest jak plastikowa lalka, która nie jest żywa. Na jednym z transparentów widoczny był natomiast napis "Aborcja jest darem". W tym przypadku trudno dopasować jakąkolwiek interpretację. Był też co najmniej jeden transparent kpiący ze śmierci Jezusa.

Dość dziwnym pomysłem było też nawoływanie do demonstracji poparcia aborcji w związku z... Dniem Matki. Może wynika to z faktu, że osoby żądające prawa do aborcji nazywają je często "prawem reprodukcji", choć aborcja jest akurat przeciwieństwem reprodukcji, jak i macierzyństwa.

Emocje związane z protestami były jednak ogromne. Na tyle duże, że wzbudziły obawy dwóch republikańskich legislatorów. Kongresman Chip Roy z Teksasu oraz senator Mike Lee z Utah wystosowali list do prokuratora generalnego USA, w którym poprosili o specjalną ochronę kościołów. Oświadczenie wydał też Biały Dom. Stwierdzono w nim, że "prezydent dał jasny wyraz przez całą swoją publiczną działalność, że Amerykanie mają zgodnie z Konstytucją fundamentalne prawo do protestów, bez względu na ich punkt widzenia. Ale protesty muszą być pokojowe, bez aktów przemocy, wandalizmu, prób zastraszania, które [prezydent] potępia w każdym przypadku".

Prezydent Joe Biden jest praktykującym katolikiem, ale jednocześnie popiera prawo do aborcji. W związku z tym jest często krytykowany przez duchowieństwo i innych członków kościoła katolickiego. Przed rokiem kościelne władze rozważały nawet ewentualność zakazu udzielania prezydentowi Komunii Świętej.

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!