Strzelają i niewiele można im zrobić

W centrum handlowym Greenwood Park Mall w Indianie doszło w ubiegłą niedzielę do kolejnej strzelaniny. 20-letni napastnik zastrzelił trzy osoby i dwie ranił, w tym 12-letnią dziewczynkę. Wydarzenie tym różniło się od innych masowych zabójstw, że mordercę zastrzelił przypadkowy świadek. 22-letni młodzieniec miał przy sobie legalnie posiadaną broń i użył jej, aby powstrzymać szaleńca od kontynuowania masakry.

Nie ulega wątpliwości, że młody człowiek uratował życie wielu osobom. Od razu też został uznany za bohatera. Zwolennicy posiadania broni wskazują go za przykład "dobrego człowieka z bronią" ("good guy with the gun").

Hasła tego używają często jako argumentu za utrzymaniem bardzo liberalnego prawa dotyczącego posiadania broni, choć przypadki takie, jak ten w Indianie należą do rzadkości.

Krytycy liberalnego prawa komentują wydarzenie oczywiście inaczej. Pytają, dlaczego w ogóle potrzebujemy w Ameryce "dobrych ludzi z bronią". Czy wychodząc na zakupy należy się zbroić, aby mieć czym odpowiedzieć w razie strzelaniny? Czy naprawdę musimy się cieszyć, że w centrum handlowym strzelali do siebie 20- i 22-letni ludzie i akurat wygrał ten "dobry człowiek z bronią"? Za taką sytuację obwiniają właśnie liberalne prawo, które powoduje, że broni w rękach Amerykanów jest ogromna ilość.

W USA uzbrojeni ludzie w sklepie nie wywołują alarmu. Być może nie mają złych zamiarów.


Wskazują też przykłady innych krajów, gdzie prawo jest restrykcyjne. Przy okazji niedawnego zabójstwa byłego premiera Japonii podawane były statystyki przestępczości z tego kraju, gdzie zezwolenie na broń jest rzadkością. I okazuje się, że w ubiegłym roku, w całym 125-milionowym kraju dokonano tylko jednego zabójstwa przy użyciu broni palnej.

Powszechność posiadania broni w USA zwiększa oczywiście szansę na powstrzymanie zabójcy przez postronną osobę. Taki scenariusz niesie jednak ze sobą spore ryzyko. W ubiegłym roku, w mieście Arvada w stanie Kolorado, napastnika zastrzelił mężczyzna, który za chwilę sam zginął z rąk policji. Funkcjonariusze wezwani na miejsce strzelaniny zobaczyli go bowiem z bronią w ręku i zabili sądząc, że unieszkodliwiają napastnika.

Liberalne prawo powoduje też, że trudniej jest zapobiegać zbrodniom. Skoro noszenie broni jest w wielu stanach legalne, jej widok nie wzbudza podejrzeń. Do reakcji często dochodzi dopiero wtedy, gdy dojdzie już do tragedii.

Znamienny jest wyrok, który zapadł w ubiegłym tygodniu w sprawie incydentu z 5 lutego br. W centrum handlowym w Houston, w Teksasie, pracujący jako ochroniarz policjant obezwładnił mężczyznę z karabinem. Guido Herrera trzymał w jednym ręku broń, a w drugim biblię, a na twarzy miał skórzaną maskę. W chwili reakcji ochroniarza znajdował się o kilka metrów od grupy kilkuset dzieci, które brały udział w konkursie tanecznym. Znaleziono przy nim 120 sztuk amunicji i dodatkowy pistolet.

Obyło się bez tragedii, ale trudno mówić o dobrym zakończeniu sprawy. Guido Herrera stanął przed sądem, ale oskarżony został tylko o wykroczenie, polegające na wyniesie broni do centrum handlowego. Nie oddał ani jednego strzału, w związku z czym nie można było go oskarżyć o przestępstwo. Sąd mógł go skazać jedynie na 6 miesięcy więzienia.

Herrera dostał jeszcze dodatkowy rok więzienia za kolejny incydent. 18 marca zjawił się w kwaterze FBI w Houston i żądał rozmowy z dyrektorem agencji. W jego samochodzie znaleziono ponownie broń, za co można było go skazać. Jednak najdalej za półtora roku wyjdzie z więzienia i pojawiając się z bronią w centrum handlowym tym razem może nie wzbudzić niczyich podejrzeń.

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!