Rewizja w domu prezydenta

W poniedziałek 8 sierpnia br. policja FBI przeprowadziła bezprecedensową rewizję w prywatnym domu byłego amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa. Policyjny nalot na rezydencję Mar-a-Lago na Florydzie wywołał polityczne trzęsienie ziemi w Waszyngtonie, gdyż nigdy wcześniej nie zdarzyło się, aby FBI weszła do prywatnego domu byłego prezydenta USA.

Policja przeszukała nieruchomość w czasie jego nieobecności - Trump przebywał wtedy w Nowy Jorku. W czasie akcji agenci FBI otworzyli prywatny sejf Trumpa i sprawdzili jego zawartość.

Policja działała w ramach śledztwa wszczętego kilka miesięcy wcześniej po informacji otrzymanej od agencji National Archives and Records Administration (NARA).

W styczniu br. Donald Trump przekazał do Archiwów Narodowych (NARA) aż 15 pudeł z dokumentami z Białego Domu, które były prezydent przechowywał w swej prywatnej rezydencji Mar-a-Lago na Florydzie. Dokumenty te pochodziły z czasów, kiedy Trump sprawował urząd prezydenta. Powinien przekazać znajdujące się w jego posiadaniu dokumenty do Archiwów Narodowych w chwili, kiedy kończył sprawować urząd prezydenta. Jednak zrobił to dopiero na początku tego roku, przetrzymując je w swoim domu.

Dom Donalda Trumpa to wielka rezydencja. Jej przeszukanie na pewno nie było łatwe.


Badając zawartość pudeł z oddanymi dokumentami, NARA odkryła, że część z nich była objęta klauzulą "ściśle tajne". Dlatego o znalezisku zawiadomiono FBI. Federalna policja wszczęła śledztwo, czego efektem była poniedziałkowa rewizja w rezydencji byłego prezydenta. Głównym celem wizyty agentów było sprawdzenie, czy w posiadaniu Donalda Trumpa znajdują się inne tajne dokumenty wyniesione z Białego Domu.

Agencji FBI działali w porozumieniu z Prokuratorem Generalnym, którym jest Merrick Garland oraz posiadali sądowy nakaz przeszukania posiadłości Trumpa. FBI wyniosła z Mar-a-Lago kilkanaście kartonów z dokumentami, ale nie podano, co to były za dokumenty.

Zaskoczony rewizją Donald Trump twierdzi, że w dokumentach nie było nic tajnego i w większości była to prywatna korespondencja prezydenta, m.in. z głowami innych państw. Trump uznał, że cała akcja Departamentu Sprawiedliwości ma wymiar czysto polityczny i wymierzona jest przeciwko niemu.

Według Trumpa, to próba zdyskredytowania go przez rządzący obecnie obóz demokratów przed nadchodzącymi wyborami prezydenckimi w USA. Trump nie zgłosił wprawdzie swego uczestnictwa w wyborach 2024, ale - jego zdaniem - demokraci uważają go za najpoważniejszego rywala do urzędu prezydenta i dlatego chcą go zniszczyć.

Z prawnego punktu widzenia, jeżeli udowodniona zostanie wina byłego prezydenta, polegająca na ukrywaniu tajnych rządowych dokumentów, grozi mu kara nawet kilku lat więzienia. Trump może też zostać pozbawiony możliwości ubiegania się kiedykolwiek o urząd prezydenta USA, jeżeli zostałby skazany. Zwolennicy Trumpa twierdzą, że właśnie na to liczą jego przeciwnicy polityczni.

Niektórzy komentatorzy uważają, że rewizja nadzwyczajna FBI może przyspieszyć decyzję Trumpa o starcie w najbliższych wyborach na prezydenta USA, ale nie ma pewności czy Trump otrzyma nominację republikanów, choć wciąż jest on wśród republikańskich wyborców niezwykle popularny. Jedną z branych pod uwagę przez polityków opcji jest kandydatura byłego wiceprezydenta Mike'a Pence'a.

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!