Przygotowania do ponownej paniki zakupowej

Liczba zakażeń koronawirusem w USA rośnie, co było zresztą od dawna przewidywane przez epidemiologów. 23 października padł rekord dziennych zakażeń - 85.302. Średnia dla całego lipca wynosiła 63.808, ale potem spadła do 48.578 w sierpniu i 41.183 we wrześniu. W październiku liczby znowu zaczęły rosnąć. Średnia z ostatniego tygodnia wynosi już 73.869.

Sytuacja na razie nie jest jednak tak dramatyczna, jak na przykład w Polsce. Tam liczba zakażeń w lipcu wynosiła średnio tylko 364 dziennie. W sierpniu wzrosła do 699, a we wrześniu do 805. Ale w październiku w Polsce nastąpił potężny wybuch epidemii. Średnia ostatnich siedmiu dni to 13.781. Wzrost w stosunku do lata jest więc rzędu kilkudziesięciu razy.

W USA nie jest to nawet dwukrotny wzrost. Trzeba też pamiętać, że na wiosnę epidemia wybuchała kolejno w różnych stanach. Teraz koronawirus jest obecny już wszędzie. Wzrost zachorowań następuje więc równocześnie w wielu stanach, choć sytuacja jest też zróżnicowana.

Czytaj także: Nowy Jork wraca do życia, ale w połowie kraju jest gorzej

Wszędzie natomiast panuje obawa, że druga fala epidemii może znowu wywołać panikę zakupową. Albo przynajmniej niedobory niektórych artykułów. Wśród nich są oczywiście produkty służące do dezynfekcji i ogólnie produkty czyszczące.

Już teraz Amerykanie kupują dużo produktów papierowych - ręczników papierowych i papieru toaletowego. W badaniu firmy LendingTree, prawie połowa konsumentów przyznała, że zużywa ich więcej niż w roku ubiegłym. Sklepy zauważyły też ubytek mydła w płynie, chusteczek dezynfekujących, ale też zamykanych słoików na żywność.

Puste półki po wykupionym papierze toaletowym i papierowych ręcznikach.


W tym roku Amerykanie w ogóle robią większe zakupy niż zwykle. Według badania LendingTree, tygodniowe zakupy żywności wynoszą średnio 190 dolarów. To o 17% więcej niż przed epidemią. Powodem jest głównie to, że częściej sami przygotowują posiłki w domu.

Czytaj także: Zima bez szczepionki na koronawirusa. 90% Amerykanów zagrożonych.

Co ciekawe, rachunki wzrosły, chociaż zmalała liczba wyjść do sklepów. To oznacza, że pojedyncze zakupy są większe. Wzrosła także popularność zakupów przez internet. Amerykanie kupują tam nawet świeże produkty żywnościowe. Popularność takich zakupów i tak systematycznie rosła w USA. Ale epidemia może przyczynić się do skokowego ich wzrostu, gdy wielu ludzi przyzwyczai się do takiej formy kupowania żywności.

W obawie przed ponowną paniką zakupową, sklepy zamawiają towar z dużym wyprzedzeniem. Zwykle proszą o niego dopiero wtedy, gdy zapasy zmniejszają się poniżej określonego poziomu. Teraz kontaktują się z dostawcami mając nawet pełne półki.

Zamówienia dotyczą głównie towaru, który szybko się nie psuje. LendingTree podaje, że oprócz zakupów towarów higienicznych, Amerykanie robią zapasy mrożonek i jedzenia w puszkach. Sklepy zamawiają jednak także większe ilości świeżej żywności, przewidując wzrost zapotrzebowania.

Czytaj także: Veklury - pierwszy lek na Covid-19 dopuszczony do użycia w USA

Zamawiający koncentrują się na artykułach najbardziej podstawowych, mniej na wyszukanych czy luksusowych. Wybór może być mniejszy, ale chodzi głównie o to, aby towaru nie brakowało. Eksperci przewidują, że sklepy dużo wcześniej będą wprowadzać limit kupowanych towarów niż było to na wiosnę, jeżeli tylko zauważą szybsze zmniejszanie się zapasów.

Nawet jeżeli radykalnych problemów nie będzie, eksperci radzą zaopatrzyć się jak najwcześniej w pewne produkty, których nieoczekiwanie może brakować. Są to na przykład... rękawiczki, czapki, ciepłe dresy. Przy zamkniętych centrach handlowych, restauracjach, siłowniach, ludzie będą szukali ruchu na świeżym powietrzu. Zimą będą też więcej ćwiczyć w domu. W czasie pierwszej fali epidemii, choć była wiosna, pojawiły się braki zwykłych ciężarków do ćwiczeń.

Ewentualne zamknięcie firm i inne ograniczenia wymuszające pozostawanie w domu, zachęca do robienia remontów. Dlatego przewidywany jest wzrost zapotrzebowania na potrzebne do tego materiały i narzędzia. Może też brakować sprzętu AGD, który często przy remontach jest wymieniany. Jego dostawy mogą być w dodatku mniejsze, jeżeli fabryki zostaną zamknięte, choćby tymczasowo.

Czytaj także: Druga fala epidemii koronawirusa

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!