Pracownik z góry skazany na wyrzucenie z pracy

Pracownicy bardzo dużych firm często spotykają się z niezrozumiałymi działaniami ich szefów. Niektóre decyzje wydają się czasem wręcz absurdalne. Dzieje się tak dlatego, że od ich szefa ważniejsze są procedury. Kierownicy niższego szczebla nie tylko nie mają na nie wpływu, ale to właśnie oni są dyscyplinowani takimi procedurami.

Zarządzanie dużą firmą wymaga procedur. Główny dyrektor nie jest w stanie kontrolować wszystkich pracowników czy nawet samych kierowników. W małej firmie szef styka się bezpośrednio z problemami powstałymi w wyniku błędów lub złej pracy. I może zareagować na każdą z takich sytuacji oddzielnie. W dużej firmie z problemem mają sobie poradzić procedury.

Portal Business Insider odkrywa kolejne procedury w ogromnej firmie, jaką jest Amazon. Zatrudnia ona ponad 800 tysięcy ludzi w USA i 1,3 mln na całym świecie. Szczególne zainteresowanie budzi traktowanie pracowników, na które oni sami od dawna bardzo narzekają. Tymczasem dziennikarze odkryli, że managerowie Amazonu stosują nieformalną procedurę zwaną potocznie "hire to fire" (zatrudnić, żeby zwolnić). Zatrudniają nowych pracowników tylko po to, aby ich zwolnić.

Czytaj także: Uczelnie walczą o kandydatów i przyjmują coraz mniejszy ich odsetek

Takie działanie wydaje się absurdalne, ale wynika z formalnej procedury o nazwie Unregretted Attrition (URA). Nazwę można przetłumaczyć jako "ubytki, których nie żałujemy". Te "ubytki" to najsłabsi pracownicy, którzy są zwalniani z Amazonu. Wobec kierowników oczekuje się, że każdego roku zwolnią pewną grupę ludzi. Bo statystycznie wiadomo, że część pracuje źle.

Nieważne, jak bardzo się starają. Niektórzy pracownicy Amazona są po prostu skazani na wyrzucenie.


W małej firmie szef widzi, kto pracuje dobrze, a kto jest na tyle słaby, że nie warto go zatrudniać. W tak wielkiej firmie jak Amazon, taki mechanizm ma zapewniać URA. Kierownicy są sprawdzani, czy ich działania pasują do statystyk. To znaczy, czy w danym roku zwolnili odpowiednio dużo pracowników.

Czytaj także: Gubernatorzy 23 stanów blokują zasiłki dla bezrobotnych

W życiu statystyki nie zawsze się sprawdzają. Kierownik, który dobrał sobie odpowiednich ludzi i ich przeszkolił, może nie chcieć ich zwalniać. Albo będzie robił to w niewielkim wymiarze. Dlatego kierownicy wymyślili procedurę "hire to fire", aby obejść procedurę URA.

Amazon zaprzecza istnieniu procedury "hire to fire". Ale Business Insider już wcześniej ujawnił wewnętrzną notatkę, skierowaną do oddziału Amazon Web Services. Managerowie, którzy w 2020 roku nie spełnili wymaganych norm URA, zostali pouczeni, aby nadrobili zaległości w roku 2021. Jeżeli mieli zwolnić np. 4% załogi, a w ubiegłym roku zwolnili tylko 3%, to w roku bieżącym mają wyrzucić z pracy 5% pracowników.

Czytaj także: Zalewanie wirusa alkoholem

Normy URA obowiązują nawet osoby na najwyższych stanowiskach. Stosuje się do nich także Andy Jassy, który w tym roku ma zastąpić Jeffa Bezosa na stanowisku szefa (CEO) całego Amazonu. W jego przypadku norma wynosi 6%. A więc co roku musi zwalniać 6% swojego zespołu.

W zwalnianiu ma pomagać kolejna procedura, określona nazwą Focus. Managerowie mogą objąć nią dowolnego pracownika. Teoretycznie ma ona mu pomóc osiągać wysoką jakość pracy. Ale wyznaczone w ramach Focus założenia są często nierealistyczne. Pracownik, który ich nie spełni, obejmowany jest następnym programem, o nazwie Pivot. Ma mu pomóc poprawić wyniki, ale równie dobrze może prowadzić do zwolnienia z pracy, gdy normy nie są wyrabiane.

Program Focus blokuje także możliwości awansu pracownikom. Stanowi zaprzeczenie opowieści o karierze w amerykańskim stylu - od pracownika na najniższym szczeblu do dyrektora. W firmie Amazon, pracownik objęty programem Focus nie może się nawet starać o inne stanowisko w Amazonie. Procedura nie pozwala.

Czytaj także: Mieszkańcy New Jersey i Nowego Jorku uciekają przed podatkami

Możesz podzielić się tą treścią ze znajomymi!